Opinie

Ziemie odzyskane, kościoły zagarnięte


Na łamach Tygo­dni­ka Powszech­ne­go (38/2026) uka­zał się arty­kuł ks. Kazi­mie­rza Bema „Nie tak pusto jak mówio­no”, któ­ry jest odpo­wie­dzią na baj­ko­wo-patrio­tycz­ne wynu­rze­nia jed­no­wy­zna­nio­wej opo­wie­ści o powo­jen­nych cza­sach na tzw. Zie­miach Odzy­ska­nych.


Tekst ks. Bema, redak­to­ra naczel­ne­go Jed­no­ty i ongiś redak­to­ra por­ta­lu ekumenizm.pl, jest reak­cją na spe­cjal­ne wyda­nie TP zaty­tu­ło­wa­ne „Zie­mie odzy­ski­wa­ne”. Jest tam mowa o przej­mo­wa­niu poewan­ge­lic­kich kościo­łów, ale o ewan­ge­li­kach zasad­ni­czo nic. Duchow­ni rzym­sko­ka­to­lic­cy przed­sta­wia­ni są zazwy­czaj w takich opo­wie­ściach jak apo­sto­ło­wie-misjo­na­rze, któ­re na pra­wie jało­wą zie­mię przy­no­szą świa­teł­ko Ewan­ge­lii.

To bar­dzo dobrze, że Tygo­dnik Powszech­ny zde­cy­do­wał się na publi­ka­cję tek­stu ks. Bema, jed­nak pro­blem z pamię­cią histo­rycz­ną jest głęb­szy. Doty­ka bowiem nie­roz­wią­za­nych, nie­opo­wie­dzia­nych spraw nie­chcia­ne­go roz­dzia­łu rzym­sko­ka­to­lic­ko-ewan­ge­lic­kich rela­cji, któ­re gdzieś giną pod fajan­sem zapo­mnie­nia.

Wystar­czy poczy­tać część komen­ta­rzy, jakie poja­wi­ły się w mediach spo­łecz­no­ścio­wych pod tek­stem Bema, by wyeks­tra­ho­wać to, co cha­rak­te­ry­stycz­ne dla nar­ra­cji zapo­mnie­nia i bez­wstyd­nej kolo­ni­za­cji ewan­ge­lic­kie­go mie­nia i dzie­dzic­twa.

Szcze­gól­nie odpy­cha­ją­ce są te komen­ta­rze, obec­ne tak­że w prze­strze­ni wer­bal­nej, wska­zu­ją­ce, że prze­cież taki czy inny kościół był budo­wa­ny pier­wot­nie jako (rzymsko)katolicki. Prze­mil­cza się przy tym fakt, że gene­ral­nie moment, kie­dy dany kościół sta­wał się ewan­ge­lic­ki to był też ten moment, kie­dy miej­sco­wa lud­ność sta­wa­ła się ewan­ge­lic­ka. Ci sami ludzie, któ­rzy budo­wa­li dany kościół lub byli potom­ka­mi budow­ni­czych, decy­do­wa­li się na inną dro­gę ducho­wo­ści i dalej dba­li o kościół – gdy nastę­po­wa­ły poża­ry albo zawie­ru­chy wojen­ne to odbu­do­wy­wa­li albo roz­bu­do­wy­wa­li, porząd­ko­wa­li i prze­ka­zy­wa­li dalej. Nie byli cia­łem obcym, ale dba­li o SWOJE.

Przy­kła­dów instru­men­ta­li­zo­wa­nia histo­rii do celów apo­lo­ge­tycz­no-wyzna­nio­wych jest wię­cej.

Podró­żu­jąc czę­sto po zachod­nich zie­miach zaglą­dam do daw­nych kościo­łów ewan­ge­lic­kich, aby zoba­czyć, czy i w jakim stop­niu daw­ne dzie­dzic­two jest zacho­wa­ne lub nawet uho­no­ro­wa­ne. Są oczy­wi­ście miłe dla lute­rań­skie­go oka przy­kła­dy w lubu­skim Klęp­sku czy w kate­drze kosza­liń­skiej, ale są też takie miej­sca jak w Trze­bia­to­wie, gdzie roz­po­czę­ła się pomor­ska refor­ma­cja, a tam­tej­szy kościół Macie­rzyń­stwa NMP był ośrod­kiem dzia­łal­no­ści ks. dra Jana Bugen­ha­ge­na, wybit­ne­go refor­ma­to­ra Pomo­rza, Danii i Nie­miec, a przy oka­zji spo­wied­ni­ka Lutra.

Tam­że, na nie­brzyd­kiej tabli­cy uwa­gę zwra­ca­ją dwie daty z opi­sa­mi:

„ok. 1534 r. roku na sku­tek lute­ry­ni­za­cji kościół dosta­je się w ręce pro­te­stan­tów.

  1. X 1945 kościół wra­ca do macie­rzy pol­skiej i kato­lic­kiej.” (pisow­nia ory­gi­nal­na)

Pomi­ja­jąc fakt tzw. lute­ry­ni­za­cji uję­tej w epo­ce eku­me­nicz­nej w kate­go­riach jed­nost­ki jak­by cho­ro­bo­wej i wciąż raczą­cej swo­im seman­tycz­nym wdzię­kiem odwie­dza­ją­cych ten pięk­ny kościół, war­to zwró­cić uwa­gę wła­śnie na filo­zo­fię prze­ję­cia i zaję­cia. Kościół „dosta­je się w ręce”, pod­czas gdy naj­zwy­czaj­niej w świe­cie lokal­na lud­ność prze­szła na zre­for­mo­wa­ny porzą­dek ewan­ge­lic­ki i dalej modli­ła się w swo­im koście­le, tyl­ko że ina­czej. Na sku­tek powo­jen­nych migra­cji jed­no opu­ści­li Trze­bia­tów, a przy­szli inni i prze­ję­li kościół, któ­ry przez więk­szość swo­je­go ist­nie­nia był ewan­ge­lic­ki.

W przy­pad­ku kościo­łów wybu­do­wa­nych przez ewan­ge­li­ków i dewa­sto­wa­nych oraz przej­mo­wa­nych przez kato­lic­kich komi­sa­rzy ręka w rękę z komu­ni­stycz­ny­mi apa­rat­czy­ka­mi ser­wu­je się inną nar­ra­cję, że wła­ści­wie lud­ność kato­lic­ka przy­szła na spa­lo­ną zie­mię – pod wzglę­dem ducho­wym i mate­rial­nym, co abso­lut­nie nie było praw­dą. Poja­wia­ją­ce się na ryn­ku wydaw­ni­czym licz­ne publi­ka­cje o tzw. zie­miach odzy­ska­nych zde­cy­do­wa­nie temu prze­czą.

Temat ten nie był przed­mio­tem poważ­ne­go roz­li­cze­nia mię­dzy ewan­ge­li­ka­mi a kato­li­ka­mi na grun­cie chrze­ści­jań­skiej spra­wie­dli­wo­ści.

W mojej rodzin­nej Łodzi praw wła­sno­ści do histo­rycz­nych kościo­łów Świę­tej Trój­cy i św. Jana nale­ża­ło docho­dzić na dro­dze sądo­wej. To co ewan­ge­lic­kie – oczy­wi­ście jed­no­cze­śnie sta­wia­no znak rów­no­ści z nie­miec­ko­ścią – było czymś, co nie­ja­ko sil­niej­szym się nale­ża­ło jak przy­sło­wio­we­mu psu zupa. A że temu towa­rzy­szy­ły też dewa­sta­cje pozo­sta­łe­go kościo­ła i nekro­po­lii ewan­ge­lic­kich to też nie­od­łącz­na część tej opo­wie­ści.

Wiel­ka szko­da, że ten wątek – nie tyl­ko w rela­cjach ewan­ge­lic­ko-rzym­sko­ka­to­lic­kich – jest wciąż nie­obec­ny.



Gale­ria

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.