Opinie

Marcin Luter wiecznie żywy — o sporze kardynalskich awatarów


Na szczy­tach rzym­sko­ka­to­lic­kiej hie­rar­chii bul­go­cze spór sztucz­nie pod­grze­wa­ny przez awa­ta­rów odwiecz­ne­go kon­flik­tu mię­dzy kościel­ny­mi lewa­ka­mi i pra­wa­ka­mi. A w tle sły­chać odgło­sy trwa­ją­cej od lat kam­pa­nii, suge­ru­ją­cej tek­to­nicz­ne wstrzą­sy kościel­ne­go dom­ku z kart. I w naj­mniej spo­dzie­wa­nym momen­cie poja­wia się zja­wa – nie na ośli­cy, nie na ruma­ku, ale wyska­ku­je z tru­mien­ki. Któż on — pytasz się? Mar­cin Luter on się zwie.


Cóż się takie­go sta­ło? W tele­gra­ficz­nym skró­cie: kar­dy­nał Ger­hard Mül­ler, kie­dyś, gdy jesz­cze nie nosił pur­pu­ro­wej piu­ski, znaw­ca teo­lo­gii ewan­ge­lic­kiej, a w szcze­gól­no­ści myśli ks. Die­tri­cha Bon­ho­ef­fe­ra, a obec­nie na eta­cie dyżur­ne­go kry­ty­ka papie­ża Fran­cisz­ka, dał się ubła­gać i prze­bła­gać namo­wom zanie­po­ko­jo­nych kato­li­ków i opu­bli­ko­wał pry­wat­ną ency­kli­kę ochrzczo­ną jako Mani­fest wia­ry. Wypunk­to­wał i nakre­ślił w nim hory­zont spo­wi­ty ciem­no­ścią jak z tol­kie­now­skich kra­jo­bra­zów kra­iny Moria i Mor­dor, w któ­rych słoń­ce prze­sta­je być słoń­cem, a sta­je się led­wo świa­teł­kiem odbla­sko­wym, a depo­zyt wia­ry jak­by masą upa­dło­ścio­wą. Cho­dzi o udzie­la­nie Komu­nii Świę­tej roz­wie­dzio­nym, ewan­ge­lic­kim współ­mał­żon­kom, Amo­ris laeti­tia i inne okrop­no­ści, któ­re przy­da­rzy­ły się Kościo­ło­wi rzym­skie­mu naj­póź­niej od obję­cia urzę­du Bisku­pa Rzy­mu przez argen­tyń­skie­go jezu­itę, będą­ce­go pod nie­ustan­nym podej­rze­niem skry­te­go wyzna­wa­nia lute­ra­ni­zmu, a w naj­lep­szym przy­pad­ku jakiejś tam odmia­ny jan­se­ni­zmu.

Utrzy­ma­na w urzę­do­wo-nauczy­ciel­skim tonie pry­wat­na ency­kli­ka kar­dy­na­ła Mül­le­ra ostrze­ga przed zamę­tem. Nie jest to dzie­ło ory­gi­nal­ne, bo od cza­su, kie­dy były biskup Raty­zbo­ny stra­cił swo­je sta­no­wi­ska pre­fek­ta Kon­gre­ga­cji Nauki Wia­ry, obja­wia się ludo­wi kato­lic­kie­mu to w posta­ci lide­ra anty­fran­cisz­ko­wej opo­zy­cji, to w osno­wie nowe­go pon­ti­fe­xa dia­lo­gu – tak! – budow­ni­cze­go mostów, któ­ry ma wzno­sić dia­lo­gicz­ne budow­le, któ­re przed chwi­lą sam wdzięcz­nie oble­wał konew­ką wypeł­nio­ną nie wodą świę­co­ną, a sub­stan­cją łatwo­pal­ną. I jak­kol­wiek Mül­ler będzie się sta­rał to nowym Rat­zin­ge­rem nie zosta­nie – i to nie tyl­ko dla­te­go, że jest już na to za póź­no i darem­ne to wysił­ki, ale, że ory­gi­nał wciąż żyje i niech Go Pan Jezus w zdro­wiu naj­lep­szym zacho­wa na mno­ga­ja lie­ta!

Na dic­tum kar­dy­na­ła Mül­le­ra odpo­wie­dział inny kar­dy­nał – też eme­ryt, kar­dy­nał Wal­ter Kasper, któ­ry ongiś z Bene­dyk­tem XVI, gdy ten był tyl­ko Rat­zin­ge­rem „wal­czył” w spra­wach, któ­re – jak się wyda­je – nie budzą już dziś takich zastrze­żeń papie­ża rzym­skie­go. Przy oka­zji war­to wspo­mnieć, że ten sam Bene­dykt powo­łał po obję­ciu papie­skie­go urzę­du Kaspe­ra jako swo­je­go czło­wie­ka odpo­wie­dzial­ne­go za eku­me­nizm i przy­jął rezy­gna­cję, gdy ten osią­gnął wiek eme­ry­tal­ny (75). Tego same­go nie może powie­dzieć o sobie Mül­ler, któ­ry nie­do­bro­wol­nie odszedł z urzę­du w wie­ku 70 lat po paru latach spra­wo­wa­nia urzę­du pod papie­żem Fran­cisz­kiem. Ale to tyl­ko przy­pi­sy.

Ad meri­tum: kar­dy­nał Kasper przy­znał, że mani­fest kard. Mül­le­ra zawie­ra tre­ści, któ­rym przy­kla­snąć powi­nien poboż­ny kato­lik, a nawet i ewan­ge­lik, ale ofe­ru­je czy­tel­ni­kom tak­że zestaw „pół­prawd” i „ogól­ni­ko­wych wypo­wie­dzi” lub tyl­ko „pry­wat­ne teo­lo­gicz­ne prze­ko­na­nia”.

Na koniec krót­kie­go wywo­du kard. Kasper wyraź­nie poru­szo­ny sło­wa­mi młod­sze­go kole­gi o czy­ha­ją­cym Anty­chry­ście zapy­tał, czy nie mamy do czy­nie­nia z Luther redi­vi­vus, Lutrem jak­by wskrze­szo­nym, któ­ry kie­dyś jak i dziś wzy­wa do oba­le­nia papie­ża. Gwo­li uczci­wo­ści nale­ży przy­znać, że Kasper – jako wybit­ny znaw­ca teo­lo­gii Lutra i spraw eku­me­nicz­nych – wie, że dzi­siej­szym lute­ra­nom jak­by nie po dro­dze ze sło­wa­mi refor­ma­to­ra.

Jak mają lub mogą reago­wać lute­ra­nie? Naj­le­piej w ogó­le, a jeśli już to z napraw­dę antark­tycz­nym spo­ko­jem, bo prze­cież Luter daw­no pocho­wa­ny i całe szczę­ście coraz wni­kli­wiej i kry­tycz­niej czy­ta­ny, nie musi peł­nić roli sta­tecz­nej alek­san­dryj­skiej latar­ni (Faros) na fir­ma­men­cie zbłą­ka­ne­go świa­ta.

Ta spra­wa – co też poka­zu­ją komen­ta­rze Woj­cie­cha Pię­cia­ka w Tygo­dni­ku Powszech­nym i Toma­sza Rowiń­skie­go na łamach Chri­stia­ni­tas – to dopraw­dy cie­ka­wa deba­ta, ale bar­dziej o cha­rak­te­rze publi­cy­stycz­nym niż teo­lo­gicz­nym. To nie tyl­ko deba­ta pur­pu­ra­tów-eme­ry­tów czy awa­ta­rów odmien­nych her­me­neu­tyk kościel­nych, ale zaj­mu­ją­cy doku­ment histo­rycz­ny. Trud­no jed­nak – mówiąc z jak naj­bar­dziej pry­wat­nej ewan­ge­lic­kiej per­spek­ty­wy — nie przy­znać racji kard. Kaspe­ro­wi, że oto kard. Mül­ler w jakiś spo­sób posłu­gu­je się zia­ren­ka­mi Lutro­wej argu­men­ta­cji z Lutro­wą spu­ści­zną w swo­im Koście­le wal­cząc i to bez wzglę­du na to, czy to rze­czy­wi­stość czy wia­tra­ki. Klę­skę „uro­dza­ju” w tej mate­rii odczuć moż­na było w Pol­sce w jubi­le­uszo­wym roku refor­ma­cji, gdy anty­pro­te­stanc­cy cele­bry­ci wci­ska­li pod pozo­rem nauko­wo­ści eks­ta­ty­zu­ją­ce­mu ludo­wi prze­ter­mi­no­wa­ne mię­si­wo w próż­nio­wych opa­ko­wa­niach, nie zwra­ca­jąc uwa­gi na to, że sta­wa­li w jed­nym sze­re­gu z tak czy ina­czej wyku­wa­nym w kamie­niu ks. dr. Mar­ci­nem Lutrem. Czyż­by syn­drom sztok­holm­ski? Dobra­noc.


» Ekumenizm.pl: Papo­la­tria



Gale­ria
Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.