Opluj krzyż – będziesz sławny

15

W Niemczech wybuchła debata wokół „Nagrody Kultury” (Kulturpreis) przyznawanej przez rząd krajowy Hesji osobom zasłużonym dla tolerancji. W tym roku miały ja dostać cztery osoby: kardynał Karl Lehmann z Moguncji, ks. Peter Steinacker, b. zwierzchnik Ewangelickiego Kościoła Hesji-Nassau, prof. Salomon Korn, wiceprzewodniczący Centralnej Rady Żydów Niemieckich oraz islamski publicysta Navid Kermani. Lehmann i Steinacker odmówili przyjęcia nagrody po publikacji Kermaniego na łamach Neue Zürcher Zeitung (NZZ), w której stwierdził, że krzyż jest obrazą Boga oraz idolatrią, ale i męczeństwem celebrowanym niczym pornografia.

Sprawa wywołała ogromne poruszenie w Niemczech i w Szwajcarii. W liście skierowanym do premiera Hesji, Rolanda Kocha, kardynał Lehmann podkreślił, że nie może przyjąć nagrody wraz z Kermanim, gdyż ten nie wykazuje szacunku wobec centralnego symbolu wiary chrześcijańskiej. W związku z protestem obydwu duchownych kapituła Nagrody postanowiła przenieść wręczenie nagrody z lipca na bliżej nieokreślony termin jesienią. Bp Wolfgang Huber, przewodniczący Rady Ewangelickiego Kościoła Niemiec, poparł stanowisko duchownych, opowiadając się za nieprzyznawaniem nagrody w ogóle. Wątpliwości co do sensu wyróżnienia zgłosili niektórzy publicyści i politycy, w tym przewodniczący Bundestagu, Norbert Lammert.


Co napisał Kermani?


W eseju na łamach NZZ Kermani dokonał bezpardonowej krytyki krzyża oraz chrześcijańskiej wiary w odkupienie poprzez Jezusa Chrystusa. Tekst jest opisem wrażeń irańsko-niemieckiego publicysty po obejrzeniu słynnego obrazu ukrzyżowania Jezusa w rzymskim kościele św. Wawrzyńca namalowanego przez Guido Renisa. Opierając się na islamskiej krytyce chrześcijaństwa, Kermani przyznaje wprost, że z zasady negatywnie ustosunkowany jest wobec krzyży, a także wobec rzekomego zamiłowania chrześcijan do skrajnego eksponowania cierpienia aż do granic pornograficznej celebracji. Krzyż jest według Kermaniego wyrazem tego, że chrześcijanie zamiast ulepszać świat, wciąż rozdzierają szaty nad jego stanem. Kermani mówi nawet o „barbarzyńskiej hypostazji bólu, wrogości wobec ciała, niewdzięczności wobec stworzenia, z którego powinniśmy się radować i korzystać.” Co więcej, Kermani przekonuje, że jego krytyka krzyża wynika z… poważnego traktowania krzyża.


Reakcje


W obronie Kermaniego i z ostrą krytyką pod adresem Lehmanna, Steinackera oraz premiera Kocha wystąpiła NZZ, a także niektórzy publicyści niemieccy oraz znany teolog ewangelicki i socjolog religii Friedrich Wilhelm Graf, który na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung nie zostawił suchej nitki na dostojnikach kościelnych. Przede wszystkim Graf zarzuca Lehmannowi, profesorowi teologii dogmatycznej, że sam nie trzyma się zasad, których domagał się od innych chrześcijan, kiedy ogłoszono deklarację Dominus Jesus – zrozumienia ambitnych tekstów religijnych w ich pełnym wymiarze oraz zgodnie z ich intencją.


Graf uważa, że Kermani jest pobożnym muzułmaninem zainteresowanym jak mało kto na chrześcijaństwo, a Lehmann wraz ze Steinackerem wykazują się „albo przerażającym brakiem teologicznej wiedzy albo z powodu starczej próżności i karmiąc się instynktem władzy próbują zdyskredytować znacznie młodszego uczonego, który w odróżnieniu od duchownych, nie reprezentuje żadnej wpływowej organizacji tylko samego siebie.” Co więcej Graf chwali Kermaniego za „odwagę sprzeciwu wobec dopasowywania się do zakłamanych konwencji dialogu międzyreligijnego w kraju  korporacyjnie zarządzanej religii.” Teolog przekonuje, że Kermani nie powiedział niczego nowego, czego nie mówiłoby wielu chrześcijańskich teologów od wieków i piętnuje Lehmanna oraz Steinackera za pomijanie bezdroży soteriologii (nauki o zbawieniu – przyp. D. B.) na rzecz oddalonego od rzeczywistości klerykalnego żargonu.


Z kolei NZZ zarzuca Lehmannowi i Steinackerowi niezdolność do dialogu, w którym od lat na różnych szczeblach uczestniczyli. Geront Faciu z DIE WELT stawia tezę, że zamieszanie wokół wypowiedzi Kermaniego nie popsuje dialogu religijnego, gdyż ten w ogóle się jeszcze nie zaczął – dotychczas propagowany jest dialog życia lokalnych społeczności, w których obok siebie żyją chrześcijanie i muzułmanie.


Komentarz


Małpi zachwyt absolutną tolerancją wobec wszystkiego, co obce judeo-chrześcijańskim korzeniom Europy, osiągnął szczyty absurdu. Sprawa Kermaniego jest tutaj sztandarowym przykładem. Ideologowie radosnego dialogu z islamem zachowują się jak japońscy kamikadze, niszcząc fundamenty europejskiego ducha, tyle że są od nich jeszcze gorsi, gdyż pozbawieni tożsamości, ale za to żyjący bajką o równouprawnieniu wszystkich religii, dotknięci chorobą iluzji o tzw. neutralności światopoglądowej, według której islam należy traktować na równi z chrześcijaństwem.


Dialogistów tych nie brakuje nie tylko w zachodnioeuropejskich parlamentach, lokalnych domach kultury czy tzw. dialogu międzyreligijnym, ale również w Kościołach. Ślepy zachwyt innymi religiami, a przy tym rozrosła do niewiarygodnych rozmiarów obojętność i nienawiść do własnych korzeni stały się elementem dobrego tonu: wielka tolerancja, demonstracyjna otwartość i wielce wyrozumiały dialog za wszelką cenę, wyrządziły tak daleko idące szkody, że coraz większa liczba chrześcijan, w tym i duchownych, po prostu boi się, albo przestaje wierzyć w centralne prawdy wiary chrześcijańskiej.


Z  obawy przed urażeniem niechrześcijan, zranieniem kulturowej inności, czy w strachu przed posądzeniem o prozelityzm, rezygnują z jasnego przekazu Ewangelii. Zbawcza śmierć Chrystusa na krzyżu, zmartwychwstanie stały się zawstydzającym balastem lub przedmiotem dzikiej satysfakcji niektórych ‘teologów’, pastwiących się z akademicką dumą nad fundamentami wiary. Często prezentowani są jako bohaterzy otwartego chrześcijaństwa, pozbawionego kompleksów i lęku przed stawianiem trudnych pytań. Aktem odwagi staje się natomiast tępy antyklerykalizm, który swoją głębię wyraża w piętnowaniu klerykałów. Także zgoda na lżenie krzyża (bo przecież nie Mahometa!) i oskarżanie o teologiczny prowincjonalizm tych, którzy mają jeszcze odwagę tego krzyża bronić, stały się nieodłącznym elementem poprawności politycznej stopionej z kicz-dialogiem, samobójczo zginającym kolana przed euroislamem, mniemając, że oto wszystko dąży do pojednania, wielkiej religii uśmiechu i nieustannej miłości i tylko hałaśliwa grupka fanatycznych chrześcijan przywiązanych do przebrzmiałego symbolu stoi temu na drodze.


Niewiarygodne jako nowa religia sekularyzmu odnalazła swoją nową miłość – tym razem nie jest to ani komunizm, ani narodowy socjalizm, ale wielce oświecony euroislam, ten otwarty islam, rzecz jasna, tak jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.


Nie mogę napisać: ‘mam dość tego dialogu’, ponieważ nigdy nie byłem jego zwolennikiem. Więcej, zawsze byłem jego przeciwnikiem, tak, przeciwnikiem dialogu międzyreligijnego, międzyreligijnych modłów, międzyreligijnej symboliki miłości oraz koegzystencji. Dialog z islamem jest nie tylko iluzją, ale i absolutną stratą czasu, gigantycznym nieporozumieniem, wynikającym z duchowej amnezji lub po prostu religijnego deficytu. Islam, tak jak to było do tej pory, stanowi nie tylko zagrożenie dla chrześcijaństwa, ale jest również realnym i wciąż spełniającym się niebezpieczeństwem dla Europy. 

Dość mam natomiast poprawności politycznej i pluszowego chrześcijaństwa, które, jak pokazała niedawna wypowiedź abp. Roberta Zollitsch’a oraz żałosna gimnastyka niektórych protestanckich unitów z Nadrenii, boi się swoich korzeni, próbuje od nowa napisać ewangelię dla rozczulonych kastratów i w opętanym zachwycie wynaleźć nowe chrześcijaństwo z plasteliny: multi-kulti aż do zawrotów głowy oraz dogmatycznie otwarte na nowinki. Nie ma sensu jednak zniechęcać się, ale tym bardziej należy kontynuować to, co zawsze było oddechem Kościoła – ewangelizację.

komentarze

  • Radek Malicki

    Dariusz Bruncz: Nie mogę napisać: ‘mam dość tego dialogu’, ponieważ nigdy nie byłem jego zwolennikiem. Więcej, zawsze byłem jego przeciwnikiem, tak, przeciwnikiem dialogu międzyreligijnego, międzyreligijnych modłów, międzyreligijnej symboliki miłości oraz koegzystencji. Dialog z islamem jest nie tylko iluzją, ale i absolutną stratą czasu, gigantycznym nieporozumieniem, wynikającym z duchowej amnezji lub po prostu religijnego deficytu. Islam, tak jak to było do tej pory, stanowi nie tylko zagrożenie dla chrześcijaństwa, ale jest również realnym i wciąż spełniającym się niebezpieczeństwem dla Europy.

    Panie Darku, brawo. Chyba jeszcze nigdy się tak bardzo z Panem nie zgadzałem. Pozdrawiam;-)


    Jezus Chrystus, Boga Syn, Zbawiciel

  • Radek Malicki

    Ach te polskie podwojne przeczenia (nigdy…nie). Miałem oczywiście na myśli, że się z Panem Darkiem w 100% zgadzam.


    Jezus Chrystus, Boga Syn, Zbawiciel

  • gosc

    Zgadzam sie z krytyka calej sytuacji i jest dla mnie skandalem obrona tekstu iransko-niemieckiego publicysty. to wstyd dla chrzescijanstwa, ze sa wsrod chrzescijan ci, ktorym plucie na krzyz zupelnie nie przeszkadza.

    zastanawia mnie jednak druga czesc komentarza, ta dotyczaca dialogu miedzyreligijnego. mam wrazenie, ze z komentarza przebija zwykla nienawisc do islamu. nie trzeba byc zwolennikiem dialogu miedzyreligijnego i wspolnych modlitw, ale mozna sobie darowac ta wrogosc. nie wiem, skad wynika taki stosunek do islamu, moze to jakies powody osobiste. jesli tak, to chyba wypadaloby o tym wspomniec. zrozumiale, ze nie pala sie miloscia do ludzi, ktorzy pragna dzihadu i zabijania "niewiernych", ale trudno jest o to oskarzac np. polskich Tatarow, ktorzy spokojnie od wiekow egzystuja sobie na wschodzie naszego kraju. poza tym zastanawia mnie jedna rzecz- jesli mowimy "nie" dialogowi miedzyreligijnemu z islamem, to dlaczego nie mowimy "nie" dialogowi chrzescijan z zydami? tylko dlatego, ze laczy nas Stary Testament? judaizm rowniez potrafi byc radykalny – przykladem sa chocby niektore odlamy, ktorych przedstawiciele potrafia pobic czlowieka, jak ma krzyzyk na szyi przechodzac przec ich dzilenice.

    generalnie, cos mi sie wydaje, ze dobry ewangelik nie powinien nienawidzic islamu, ale to pewnie mi sie tak tylko wydaje.


    Wierze w ciała zmartwychwstanie/ Poprzez czułość przez kochanie/ Ciało z ciałem niech się sklei/ Od niedzieli do niedzieli/ niech trwa/ Ciała z ciałem modlitwa

  • decent

    Jesli chrzescijanie obrazaja proroka Mahometa, raniac uczucia religijne wyznawcow islamu, to czemu ogarnia ich zdziwienie, kiedy ci z kolei opluwaja krzyz. Poza tym ewangeliczna postawa nakazuje przebaczac winowajcom, a nie okrzykiwac kogos wielkim wrogiem i spisywawac go na straty. Niedawno podczas wizyty w Izraelu papiez jednoznacznie opowiedzial sie za kontynuowaniem dialogu miedzyreligijnego, rowniez z przedstawicielami islamu. Jak zawsze najtrudniej dostrzec belke we wlasnym oku.

  • gosc

    do kasi

    Popieram…w niejednym miejcu dodoałbym jeszcze inne aspekty kontry… 🙂

  • gosc

    do decenta
    argumentacja idzie w dobrym kierunku…ALE kulawo… 🙂

  • montsegur

    Ja za dialogiem ZAWSZE jestem. Za wolnością słowa również. Nawet jeśli ktoś jest słowem obrażony. To, co mnie pobudza natomiast niemal do wymiotów, to już nie „pluszowość” niektórych spośród „naszych”, ile wręcz ich „muślinkowość”.

    Razi kogoś „plucie na krzyż”? Proszę bardzo: niech ma odwagę „napluć” na gwiazdę z półksiężycem oraz na gwiazdę Dawida i stwierdzić publicznie, że zrobił to dlatego, że tak się na codzień w mediach postępuje z krzyżem. To wtedy zrobi się rwetes „aj! waj!-om” nie będzie końca i wtedy może ktoś w mediach (a kto jest ich właścicielem, można zapytać?…) skoczy po rozum do głowy. Islamski publicysta to jeden człowiek. A KTO powielił jego publikację? Kto zrobił mu reklamę? To też część tego samego problemu…

    Ja też maM dość „poprawności politycznej” (ZAWSZE mIałem jej dość, od samego początku swego zetknięcia się z tym chlewem…), ale winą za sytuację obecną obarczam nas samych. Niektórzy żydowscy dysponenci mediów lubują się w „pluciu” na chrześcijaństwo, w Izraelu bandziory syjonistyczne palą publicznie Nowy Testament i urządzają niemal „pijackie” popisy przed domami tamtejszych chrześcijan – cóż, trudno, nie będziemy sobie żył z tego powodu podcinać…

    Ale jak ktoś ma dość tej „polit-poprawnej” hecy, to niechaj też pisze o tym artykuły. O islamskich chamach to i napiszą, o żydowskich się boją, tylko jakiś „faszysta” coś skrobnie ( w komentarzach, bo artykułu takiej treści mu nie zamieszczą….)

    Wolność słowa oznacza bowiem, że się człowiek nie boi tego słowa używać, że nie boi się reakcji na nie. Gdy natomiast ktoś w ramach wolności słowa „specjalizuje” się w atakach na chrześcijaństwo, BO WIE, że „muślinkowi” chrześcijanie będą się bali zareagować z obawy przed mediami i pomówieniami z ich strony, to jest to tylko i wyłącznie nasza wina. NASZA i NICZYJA więcej. Jak tak dalej pójdzie, to dojdzie w końcu do tego, że ktoś z naszych istotnie nie wytrzyma i zrobi coś strasznego… (bynajmniej do tego nie namawiam, żeby było jasne!)

    Kto się nie broni – ginie. To jasna, stała, niezmienna reguła. Podoba się komuś lub nie – wszystko jedno. Tak po prostu jest: LEBEN IST KAMPF…

     

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • Bergoglio

    Uważam,że dialog religijny na nic się nie zda.
    żadne z wyznań nie pójdzie na kompromis.
    a o „zjednoczeniu” to mowy nie ma.

    ekumeniczne modły,spotkania-po co uskuteczniać!
    wizyta w synagodze, w meczecie-nie bardzo widzę sens

    a odnośnie islamu.jeśli nic się zrobi-to np.za 50 lat muzułmańska Francja będzie czymś „normalnym”

  • gosc

     

    LAMENTACJE…JEREMIADY…. i jeszcze tam coś – tokatosa WSCIBKOSC…

    Cytat:

    „Dość mam natomiast poprawności politycznej i pluszowego chrześcijaństwa, które, jak pokazała niedawna wypowiedź abp. Roberta Zollitsch’a…“

    Też mogę powiedzieć: mam DOSYC tego pokazywania palcem razem z T. T. na arcyb. Zollitscha… Zacytowany tu artykuł o arcybiskupie, w ostatnim poście stoi, że nawet LEFEBRYSCI nie posądzają go o herezje, co Naczylny i Redaktor czynią…

    Jeżeli już ma być dla was miarodajna prasa, żeby oskarżać arcb. Zollitscha, to proszę, jest też prasa oskarżająca bpa Wolfganga Hubera. (Dla równowagi: katolik i ewangelik)

    Telerpolis zarzuca mu, że pisze:

    http://www.heise.de/tp/r4/artikel/30/30335/1.html

    Gott ist nicht Real“- A dalej: „warum es in unserem Universum keinen Gott geben kann und Religion Privatsache ist.

    Hier stellt er sich unmissverständlich an die Seite anderer religionskritischer Stimmen wie der von Richard Dawkins, der ebenfalls darauf hinweist (u.a. in seinem Buch „The God Delusion”, dt. „Der Gotteswahn”), dass jegliche Gottheit nicht gut mit unseren Erkenntnissen über Raum und Zeit, also das Universum, in Einklang zu bringen ist.“

    Nie chcę tego tłumaczyć, raz, że to gorszące, a powtóre, zarzucono mi już tu, że ja nie trafnie….

    A o tym juz rok temu sie rozpisywano:

    http://www.zeit.de/2008/35/HuberVorab

    z dedykacją: it cheers me up ! 🙂

  • montsegur

    Istotnie, „Bergoglio”, jednoczenie to nawet wyjątkowo paskudna rzecz. Dokładnie tak, jakby chcieć stworzyć „jeden kraj” z całego świata, zaprowadzić tam jeden porządek prawny, stworzyć jedną religię dla wszystkich, zabronić różnic narodowych, rasowych, kulturowych, a to wszystko pod hasełkiem: „przecież wszyscy jesteśmy ludźmi!”

    Ludzie nie są jednakowi. Być człowiekiem, to nie tylko być homo sapiens jak inni. Być człowiekiem to również być innym od pozostałych. To dotyczy także narodów, religii, kultur i ras. Japończycy są narodem. Ale jako naród różnią się od Włochów czy Nigeryjczyków…

    Jakby już połączyć wszystkich w „jedno”, to byłaby to wersja „Ein Volk, Ein Reich, Ein Fuhrer”, bo miałoby to swego lidera albo jednoosobowego, albo kolektywnego typu „sekretariat”, „komitet”. Lub po prostu byłaby to jakaś oligarchia (najpewniej najbogatsza finansowo i najbardziej wpływowa politycznie i ekonomicznie… To się nawet próbuje urzeczywistniać w formie „New World Order” i to jest wróg publiczny nr 1

    Z kościołami i wyznaniami jest tak samo…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • vibhisana

    „…Dokładnie tak, jakby chcieć stworzyć „jeden kraj” z całego świata, zaprowadzić tam jeden porządek prawny, stworzyć jedną religię dla wszystkich, zabronić różnic narodowych, rasowych, kulturowych,…”

    Czy to nam czegoś nie przypomina? Np. unifikacyjnych wysiłków KK w przeszłości(nie tak odległej) na terenie ewangelizowanej Europy. Nasz naród też padł tego ofiarą. Stare polskie obyczaje po schrystianizowaniu wydają sie nienowoczesne, niezrozumiałe, pozbawione jakiegoś głębszego sensu. Oto skutki unifikacji ala KK, która wygoniła bóstwo i Boga z przyrody. To wszystko w imię fanatycznego rozumienia bojowego hasła tworzenia „jednej owczarni dla jednego Pasterza…”.

  • montsegur

    No, i my nawet znamy ciąg dalszy tej sagi, nieprawda? „Herezje” wybuchające co jakiś czas tu i ówdzie, które „trzeba było” zwalczać w imię „jednej prawdy”… Palenie katarów i bogomilców, gotowanie żywcem luteranów w mieszaninie oliwy i terpentyny… „Sprawdzanie” cza taka albo inna baba była wiedźmą poprzez topienie jej w wodzie (jak się utopiła, to znaczy, że niewinna, można jej było już darować palenie na stosie…)…

    Tylko że wtedy jeszcze królowie i ich państwa miały swoją suwerenność, czego nie chcą dzisiejsi „jednoczyciele”.

    Tak czy owak: próby szerzenia „jedności” powodowały bunty, powstania, zatargi, wojny… I rezultat obecnej polityki „New World Order” (NWO) też będzie podobny. Opór chcą zatem łamać już teraz. No, posłuchaj na przykład, co wygaduje „trąba” NWO, czyli (istotnie „trąba”…) Barack „O’Bummer”:

    http://www.brasschecktv.com/page/630.html

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • o. Micha Ap

    Umiłowani Siostry i Bracia!
    Kto powiedział, że jakaś tam żydowska mitologia i prawidła ich boga Jahwe mają być wyznacznikiem naszej/mojej moralności?
    Może trzeba sięgnąć raczej do bliższej nam euro-mitologii Słowian, Greków, Rzymian lub Skandynawów? Jestem z całym uznaniem dla potomków Abrahama – Żydów. Jest to naród dzielny i w pełni zasługuje na niepodległe, własne państwo. Ale tak, jak niesamowitym nonsensem byłoby nawracanie kiedykolwiek Żydów na wiarę Świętowita, tak samo ni przypiął, ni przyłatał jest wpajanie młodym duszom polskim, słowiańskim – prawd Objawień, zrodzonych gdzieś w Azji.


    Niektóre rodzaje świętej prawdy są kłamstwem i te o dziwo cieszą się największym uznaniem

  • Atimeres

    Głosuję za dawną, starożytną postacią krzyża – „Krzyż chwały”, „Krzyż wywyższonego”, „Krzyż Zmartwychwstałego”.
    Jeśli krzyż ma być godłem chrześcijan, to koncentrowanie się na samym cierpieniu Chrystusa jest błędem. Błędne są dzisiejsze przedstawienia Krzyża.

  • montsegur

    Zgadzam się całkowicie. Zwłaszcza, że nasi najstarsi „Ojcowie w Wierze” uważali zawsze krzyż za unak życia
    http://en.wikipedia.org/wiki/Ankh

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!