Anarchiści obrażają wierzących
- 28 sierpnia, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
Na ulicach Poznania, dokładnie w dniu uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej zawisł plakat, a na nim Matka Boska o twarzy podobnej do Hitlera trzyma zaopatrzone w aureole głowy przypominające polskiego prezydenta i premiera. Autorzy “dzieła” chcą pozostać anonimowi. Wiadomo jednak, że obraz powstał podczas niedawnych warsztatów w pobliskim squacie Rozbrat, siedzibie poznańskich anarchistów. Twórcy warsztatów informują, że dzieło to jest politycznym komentarzem autorstwa Radykalnej Akcji Twórczej RAT, warszawskiej […]
Na ulicach Poznania, dokładnie w dniu uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej zawisł plakat, a na nim Matka Boska o twarzy podobnej do Hitlera trzyma zaopatrzone w aureole głowy przypominające polskiego prezydenta i premiera.
Autorzy “dzieła” chcą pozostać anonimowi. Wiadomo jednak, że obraz powstał podczas niedawnych warsztatów w pobliskim squacie Rozbrat, siedzibie poznańskich anarchistów. Twórcy warsztatów informują, że dzieło to jest politycznym komentarzem autorstwa Radykalnej Akcji Twórczej RAT, warszawskiej grupy artystycznej Vobin i poznańskiej formacji Manufaktura.
Jeden ze współtwórców warsztatów twierdzi, że plakat nie profanuje wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, mimo że na ulicy pojawił się w dzień, gdy polski Kościół obchodzi jej święto.
Komentarz
Nie jestem szczególnie uczuciowy. Moje uczucia religijne dość trudno jest obrazić. Ale tym razem polskim anarchistom się udało. W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej jeden z najbardziej czczonych w Polsce obraz przerobili oni wstawiając w miejsce twarzy Matki Pana — twarz Adolfa Hitlera. Trudno o bardziej okrutne, kontrowersyjne, bluźniercze skojarzenie. Trudno o jego akceptację.
Ale to nie jedyne zło, jakie rodzi ten plakat. Bo trudno też nie zauważyć, że jest on zwyczajnie obraźliwy dla premiera i prezydenta RP. Uznanie ich za dzieci Hitlera (a tak interpretuje ten obrzydliwy bazgroł) jest oszczerstwem, z którym nie sposób się pogodzić. Można nie zgadzać się z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, ale nie sposób uznać, że w jakikolwiek sposób pozostają oni spadkobiercami tego zbrodniarza. Już za takie porównanie można by postawić anarchistów pod sąd. A jeśli dodać do tego oczywistą obrazę uczuć religijnych — to trudno dziwić się anarchistom, że chcą pozostać anonimowi. Inna rzecz, że to zwyczajne tchórzostwo. Jak są tacy odważni i tak bezkompromisowi — to niech odsłonią swoje twarze, a nie kryją się pod wygodną maską anonimowości.
Trudno nie dostrzec zresztą, że ten anarchistyczny wybryk wpisuje się w zadziwiający nurt “satyry” promowany ostatnio. Oto jeden z rysowników chwali się (ale też błyskawicznie się z tej pochwały wycofuje), że wtykał w psie kupy flagi państwowe. A inny satyryk (znany starszym z “satyrycznej” roli rzecznika prasowego rządu, gdy nad Polską panowała ciemna noc Jaruzelskiego — uzupełnia, że protestującym przeciwko takiej profanacji pewnie przeszkadza, że w tak szlachetne odchodyu wtyka się tak bylejaki symbol. Boki można zrywać! Nieprawdaż? I pomijam już fakt, że facetowi pokroju Urbana trudno rękę podać, ale oburzający jest fakt, że symbole budujące tożsamość są systematycznie niszczone.