Belgijska telewizja wyśmiewa się z Jezusa
- 21 września, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Belgijska stacja telewizyjna RTL-TVI reklamuje nowy kanał młodzieżowy, obrażając uczucia religijne chrześcijan. Na reklamówce Jezus przedstawiony jest jako otyły hippis otoczony skąpo ubranymi paniami, pojawia się przed Ojcem, którego prosi o wykupienie abonamentu nowego kanału telewizyjnego. Belgijscy biskupi rzymskokatoliccy wystosowali protest do belgijskiej komisji etyki odpowiedzialnej za media. Twórcy reklamy nie mają sobie nic do zarzucenia. W radzie nadzorczej RTL zasiada Jacques Santer, […]
Belgijska stacja telewizyjna RTL-TVI reklamuje nowy kanał młodzieżowy, obrażając uczucia religijne chrześcijan. Na reklamówce Jezus przedstawiony jest jako otyły hippis otoczony skąpo ubranymi paniami, pojawia się przed Ojcem, którego prosi o wykupienie abonamentu nowego kanału telewizyjnego. Belgijscy biskupi rzymskokatoliccy wystosowali protest do belgijskiej komisji etyki odpowiedzialnej za media. Twórcy reklamy nie mają sobie nic do zarzucenia.
W radzie nadzorczej RTL zasiada Jacques Santer, były premier Luksemburga. To właśnie do niego trafiła pierwsza nota protestacyjna biskupów, do których przyłączyli się również przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich działających w Belgii. Biskupi zarzucili RTL brak wrażliwości wobec wierzących, — Używanie księży i zakonnic do reklamowania sera czy makaronu to jedno, ale gdy z Jezusa robi się słup ogłoszeniowy, to jest to już przekroczenie pewnej granicy — oświadczył rzecznik episkopatu, Eric de Beukelaer.
Twórcy reklamy odrzucają oskarżenia chrześcijan, twierdząc, że reklama nie obraża uczuć religijnych, a jedynie przedstawia Jezusa w niekonwencjonalny, wyluzowany sposób, który ma trafić do młodzieży. Reklama emitowana jest również w kinach.
Komentarz
Informowanie o kolejnych atakach na chrześcijaństwo jest zawsze dylematem. Twórcy takich prowokacji zawsze mają nadzieję na rozgłos, a protesty Kościoła/-łów, zawsze dają gwarancję darmowej reklamy. Pytanie zatem: czy warto protestować przeciwko skrajnemu zdziczeniu i braku elementarnego szacunku dla wiary chrześcijan? Czy warto reagować na prostackie zaczepki lewackich pismaków zachłyśniętych parodią wolności słowa, pseudoartystów i chmary speców od pornoreklamy, liczących skuteczność spotu po liczbie pozwów, jakie kierowane są do sądów lub instytucji, których zadaniem jest monitorowanie mediów? Czy nie lepsze jest spuszczenie zasłony milczenia?
Wydaje mi się, że ryzyko milczenia jest znacznie większe. Ignorowanie zagrożenia związanego z permanentnym atakowaniem fundamentu wiary, a jest nim Jezus Chrystus, stwarza atmosferę totalnej bezkarności i pogardy – nie tylko dla wiary większości Europejczyków, ale i dla tożsamości duchowej i kulturowej Kontynentu. Rozszalała wręcz kampania agresji wobec chrześcijan, która przedstawiana jest jako nieszkodliwa, niewinna czy wręcz całkiem zabawna opowiastka, stała się częścią marketingowej strategii, w której Ewangelia staje się takim samym narzędziem reklamowym jak genitalia lub bardziej pruderyjne rekwizyty. Są różne formy protestu – jedną z nich jest bojkot, środki prawne, które z pewnością należy wykorzystać. Jest jeszcze coś o wiele istotniejszego i niezwykle trudnego – edukacja, dzięki której ktoś nieuświadomiony zrozumie, jak głupie, płytkie i zdehumanizowane jest pogardzanie wrażliwością religijną.
Dariusz Bruncz