Benedykt XVI — na gorąco z Berlina
- 20 kwietnia, 2005
- przeczytasz w 2 minuty
Smutno mi było w Berlinie w okresie żałoby po Janie Pawle II. Dawał mi się we znaki balast katolickiego wychowania, tkwiący głęboko w kościach. Katolicka socjalizacja, ludowe oblicze Kościoła i jego wszechobecność w życiu codziennym… A tu — swoisty szok kulturowy. Cisza w eterze. Za to teraz mam możliwość przeżywać w niemieckiej stolicy na żywo wybór Niemca na Stolicę Piotrową… Co prawda narodowość nie jest w pojęciu katholikos jakimkolwiek kryterium, niemniej jednak chwytam tę szansę od losu i podążam […]
Smutno mi było w Berlinie w okresie żałoby po Janie Pawle II. Dawał mi się we znaki balast katolickiego wychowania, tkwiący głęboko w kościach. Katolicka socjalizacja, ludowe oblicze Kościoła i jego wszechobecność w życiu codziennym… A tu — swoisty szok kulturowy. Cisza w eterze.
Za to teraz mam możliwość przeżywać w niemieckiej stolicy na żywo wybór Niemca na Stolicę Piotrową… Co prawda narodowość nie jest w pojęciu katholikos jakimkolwiek kryterium, niemniej jednak chwytam tę szansę od losu i podążam ulicami Berlina w poszukiwaniu reakcji wśród mieszkańców miasta. Przeprowadzam swoistą ankietę społecznych nastrojów na gorąco. Spacerując ulicami zaczepiam ludzi i z szelmowskim uśmiechem oznajmiam, że Ratzinger zostal papieżem… Moja lekarka konstatuje: „Ale on jest taki stary…” Za to podeszłe wiekiem malżeństwo niemal szaleje z radości na peronie w odpowiedzi na moją nowinę. Już mniej euforii w metrze. Apatyczne spojrzenia berlińczyków, zmęczonych po całym dniu pracy, ignorują żółty pasek na monitorach zamieszczonych w każdym wagonie: „Konklawe wybrało Josepha Ratzingera na papieża…” Niektórzy potrząsają głowami z rozczarowaniem, inni spoglądają na mnie jak na osobę niespełna rozumu, gdy śmiejąc się, wykrzykuje im w twarz: “Gratulacje! Niemiec papieżem!”.
Relacje prasy polskiej o nastrojach w Niemczech: “Niemcy zaskoczeni i dumni z wyboru Ratzingera”, „To fantastyczne, że on jest Niemcem, tego nikt się nie spodziewał” (rzecznik Komitetu Centralnego Niemieckich Katolików), „To wielki honor dla naszego kraju” (Gerhard Schröder), „Szczególna radość i odrobina dumy”(prezydent Horst Köhler).
Zmiana zasłon: Tempelhof, dzielnica, w której mieszkam. Cisza. Zero sygnałów, że informacja tu dotarła. Ach, gdzie te krakowskie Błonia! Ach, jak tęskno mi teraz „do kraju tego, gdzie kruszynę chleba…” Ale — dla równowagi – i kraj ten musi odpowiedzieć sobie teraz na parę pytań. Jak polska prawica upora się z takim dowcipem historii? Wśród znajomych krążą już dowcipne dywagacje, czy Polacy będą sie zwracali do nowego papieża w formie „Ojcze Święty”. Monopol na „papieską” wyłączność dla katolików w Polsce się skończył. Zaczyna się prawdziwa konfrontacja wiary z życiem codziennym. Egzamin z narodowych cnót i przywar… Zobaczymy.
Tymczasem biegiem do metra. Ignoruję wiosnę, tulipany przy Ullstein-Haus, czerwone światło. I pędzę z Radosną Nowiną do moich niemieckich i polskich znajomych: „Duch Świety tchnie, kędy chce. Habemus Papam!”
Paulina Gulińska, Poczdam 20.04.05