Bernardyni ale bez bernardynów
- 10 października, 2004
- przeczytasz w 1 minutę
Zakonnicy z klasztoru augustianów w Alpach Szwajcarskich zamierzają pozbyć się swoich psów. Według nich ratownicze zdolności psów z powodzeniem zastępowane są w tej chwili przez rozmaite wynalazki techniczne. W hospicjum św. Bernarda na Górze Jowisza, na granicy Włoch i Szwajcarii, mieszka 18 psów tej pięknej rasy. Z tym właśnie miejscem wiąże się historią owych psów. Wielokrotnie ratowały one życie zagubionym wędrowcom i ludziom zasypanym przez lawiny. Baryłeczka z okowitą umieszczona przy obroży […]
Zakonnicy z klasztoru augustianów w Alpach Szwajcarskich zamierzają pozbyć się swoich psów. Według nich ratownicze zdolności psów z powodzeniem zastępowane są w tej chwili przez rozmaite wynalazki techniczne.
W hospicjum św. Bernarda na Górze Jowisza, na granicy Włoch i Szwajcarii, mieszka 18 psów tej pięknej rasy. Z tym właśnie miejscem wiąże się historią owych psów. Wielokrotnie ratowały one życie zagubionym wędrowcom i ludziom zasypanym przez lawiny. Baryłeczka z okowitą umieszczona przy obroży bernardyna jest jednak tylko legendą.
Psy pojawiły się w klasztorze około 1660 roku. Pierwsze wzmianki o ratowaniu przez nie życia pochodzą z roku 1703. Pierwsze pokolenia psów były prawdopodobnie przedstawicielami ras pasterskich lub pozostałością psów rzymskich.
Od ponad 50 lat psy nie są jednak wykorzystywane do niesienia pomocy. Są teraz symbolem hospicjum i atrakcja turystyczną. Jak powiedział brat Fryderyk z zakonu, psy wymagają od opiekunów wiele energii i czasu. “A nas jest już tylko czterech zakonników” — wyjaśnił.
Zakonnicy zamierzają sprzedać bernardyny ale pod jednym warunkiem — nowy właściciel musi obiecać, że co roku latem będzie zabierać je w Alpy.