Bolesne oczyszczanie
- 17 maja, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
Doniesienia o kolejnych duchownych, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa, dowodzą, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest otwarcie wszystkich możliwych dokumentów i archiwów i rzetelne ich przebadanie. Jeżeli tego nie zrobimy, to co pół roku, co rok w kluczowych dla życia Kościoła momentach, czyli takich jak ten — tuż przed pielgrzymką papieża Benedykta XVI — tego typu sytuacje będą ponownie wybuchać. Wyjściem z sytuacji nie jest zatem udawanie, że nic się nie stało, […]
Doniesienia o kolejnych duchownych, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa, dowodzą, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest otwarcie wszystkich możliwych dokumentów i archiwów i rzetelne ich przebadanie. Jeżeli tego nie zrobimy, to co pół roku, co rok w kluczowych dla życia Kościoła momentach, czyli takich jak ten — tuż przed pielgrzymką papieża Benedykta XVI - tego typu sytuacje będą ponownie wybuchać.
Wyjściem z sytuacji nie jest zatem udawanie, że nic się nie stało, powoływanie kolejnych komisji diecezjalnych, których głównym zadaniem jest zaciemnianie prawdy, niż jej dociekanie, a często wręcz ukrywanie dokumentów przed niezależnymi historykami.
Oczywiście proces otwarcia archiwów (nie tylko tych dotyczących Kościoła) będzie bolesny i długotrwały. Wywoła szok, a być może zrani niewinnych. Po otwarciu dokumentów wybuchnie bomba, przetoczy się dyskusja na temat odpowiedzialności, winy i kary i w końcu będzie można funkcjonować normalnie. Wtedy okaże się, że kilkanaście procent duchownych, także tych bardzo znanych, współpracowało z SB, ale okaże się też, że ogromna większość nie współpracowała, a nawet ryzykowała życie, zdrowie, a przynajmniej kariery, byle tylko nie splamić się współpracą z siłami zła.
I to także jest prawda o historii Kościoła. I ma ona także wymiar pozytywny dobrą stronę, bo widzimy bohaterów, ludzi wielkich, którzy nie dali się złamać, którzy przetrwali i widzimy ludzi małych, podłych, a czasem po prostu złamanych. I jedni i drudzy mają swoje miejsce w Kościele. I jedni i drudzy stanowią prawdę o nim.
Ewangelia to nie tylko historia wielkich czynów Jezusa, ale także historia tchórzostwa, zdrady, zaparcia się uczniów. W Ewangelii mamy i zdrajce Judasza i tchórza Piotra. Nikt także nie pominął faktu, że pod krzyżem nie było żadnego ucznia poza Janem; wszyscy uciekli, wszyscy stchórzyli, wszyscy dali się złamać.
Ale żeby nie było wątpliwości — ten proces oczyszczenia nie będzie łatwy i nie załatwi on wszystkiego. Bez niego jednak trudno mówić o jasnym świadectwie. Jeśli Kościół nie chce poznać prawdy o własnej przeszłości, nie chce moralnego oczyszczenia dla siebie, to dlaczego ma pouczać moralnie innych.
:: Ekumenizm.pl: “Życie Warszawy”: ks. Czajkowski agentem
::Ekumenizm.pl: Nie rzucajmy kamieniami