Cesarzowi, co cesarskie
- 19 lipca, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
LiS buduje koalicję z PO — sądzą politycy PiS. Jeśli to prawda, to czy akuszerem tego porozumienia może być abp Sławoj Głódź? — zastanawia się dzisiejsza “Rzeczpospolita”. Otoczenie Andrzeja Leppera od wczoraj sugerowało, że arcybiskup zaprosił na rozmowy liderów Samoobrony, LPR i PO. Mieszkańcy Bobrówki nieopodal Hajnówki z uwagą śledzili, kto wysiadł z rządowego helikoptera. Lepperowi towarzyszył Roman Giertych. Zwiedzili kościół, szkołę i naradzali się u biskupa. Tusk nie dojechał. Czy naprawdę […]
LiS buduje koalicję z PO — sądzą politycy PiS. Jeśli to prawda, to czy akuszerem tego porozumienia może być abp Sławoj Głódź? — zastanawia się dzisiejsza “Rzeczpospolita”.
Otoczenie Andrzeja Leppera od wczoraj sugerowało, że arcybiskup zaprosił na rozmowy liderów Samoobrony, LPR i PO. Mieszkańcy Bobrówki nieopodal Hajnówki z uwagą śledzili, kto wysiadł z rządowego helikoptera. Lepperowi towarzyszył Roman Giertych. Zwiedzili kościół, szkołę i naradzali się u biskupa. Tusk nie dojechał. Czy naprawdę był zaproszony? Po spotkaniu politycy LPR twierdzili, że nie, a Giertych rozmawiał z abp. Głódziem nie o polityce, lecz o religii w szkołach. Nikt nie wyjaśnił jednak o czym w takim razie rozmawiał z hierarchą były już wicepremier Andrzej Lepper.
Komentarz
Abp Sławoj Leszek Głódź znowu wkroczył do akcji. I nie chodzi tu o troskę wobec Radia Maryja (które ordynariusz warszawsko-praski powinien kontrolować), ani nawet o jakiś nowy znakomity pomysł rewolucjonizujący duszpasterstwo w podległej mu diecezji, a o działanie czysto polityczne. Biskup generał bowiem zaprosił do swojej rodzinnej Bobrówki liderów LiS‑u, Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. Nie jest to zresztą pierwsze spotkanie tej trójki. Tajemnicą poliszynela było zaangażowanie ordynariusza praskiego w powołanie, a później podtrzymywanie koalicji Samoobrony, LPR i PiS.
Nie odbierając abp. Głódziowi prawa do spotkań z kim, gdzie i kiedy chce – trudno nie uznać, że tego typu działanie oznacza bezpośrednie wkroczenie na teren, który powinien być dla hierarchy katolickiego zwyczajnie niedostępny. Bo choć tworzenie partii, zrywanie koalicji czy jej powoływanie to fascynujące sprawy – to wejście do bieżącej polityki zamknął przed biskupami i księżmi Sobór Watykański II. I to nie dlatego, że domagały się tego liberalne czy lewicowe media, chcące zamknąć Kościół w kruchcie, ale dlatego, że rozgrywki partyjne przeszkadzają w wypełnianiu powołania pasterza wszystkich wiernych. Zaangażowanie biskupa we wspieranie jednej partii bez wątpienia nie buduje ponad i pozapolitycznej jedności Kościoła.
Trudno też nie dostrzec, że zaangażowanie polityczne osłabia moralne znaczenie słów biskupa. Pasterz, który buduje koalicje czy partie, popiera jednych polityków przeciwko drugim, nie może bowiem później odgrywać roli zewnętrznego autorytetu moralnego. Jego głos przestaje być głosem zewnętrznego obserwatora, a staje się opinią jednego z wielu uczestników gry politycznej czy debaty publicystycznej. Uczestnikiem często zresztą przez innych wykorzystywanym do załatwienia własnych spraw, które z interesem Kościoła nie mają nic wspólnego. A przecież to ten ostatni powinien być miarą działań każdego biskupa.