Społeczeństwo

Cmentarze są podobne do siebie jak ludzie


Cmen­ta­rze – mia­sta umar­łych, zato­pio­ne w ciszy, nie­me na gwar mia­sta żywych za cmen­tar­nym murem. Tyl­ko od cza­su do cza­su cisze prze­ry­wa głos sygna­tur­ki, oznaj­mu­ją­cej nowe­go przy­by­sza. A świe­żych mogił cią­gle przy­by­wa, bo co chwi­le ze stro­ny żyją­cych odcho­dzi czło­wiek na tam­tą stro­nę, skąd nie wra­ca. Odcho­dzi­my nagle, cza­sem znie­nac­ka, zawsze nie w porę i zabie­ga­ni myśli­my jak poeta, że “doświad­cze­nie uczy, że za każ­dym razem umie­ra kto inny” – więc może nas […]


Cmen­ta­rze – mia­sta umar­łych, zato­pio­ne w ciszy, nie­me na gwar mia­sta żywych za cmen­tar­nym murem. Tyl­ko od cza­su do cza­su cisze prze­ry­wa głos sygna­tur­ki, oznaj­mu­ją­cej nowe­go przy­by­sza. A świe­żych mogił cią­gle przy­by­wa, bo co chwi­le ze stro­ny żyją­cych odcho­dzi czło­wiek na tam­tą stro­nę, skąd nie wra­ca.

Odcho­dzi­my nagle, cza­sem znie­nac­ka, zawsze nie w porę i zabie­ga­ni myśli­my jak poeta, że “doświad­cze­nie uczy, że za każ­dym razem umie­ra kto inny” – więc może nas śmierć omi­nie? Wie­my, iż to się nie zda­rzy, ale póki co nie chce­my myśleć na ten trud­ny temat.


A listo­pa­do­wy wiatr gasi zni­cze, pła­cze w gałę­ziach drzew, jak­by szep­tał pacierz, któ­re­go zapo­mnie­li żywi, i sypie, zół­ty­mi już, liść­mi otu­la­jąc mogi­ły.


Cmen­ta­rze są podob­ne do sie­bie, jak ludzie. Pewien wyją­tek sta­no­wią sta­re, pięk­ne nekro­po­lie jak Powąz­ki czy tara­so­wo poło­żo­na wileń­ska Rosa, lub lwow­ski cmen­tarz Łycza­kow­ski, gdzie przed laty, w ukry­ciu wśród burza­nów, szu­ka­łem mogi­ły Orląt. Te cmen­ta­rze to kar­ty histo­rii nasze­go naro­du. Ale na świe­cie są tysią­ce małych, wiej­skich cmen­ta­rzy, mają­cych też swo­ich wiel­kich miesz­kań­ców. Mają one nie­sa­mo­wi­ty urok, jak ten w szwaj­car­skich Alpach o iden­tycz­nych pra­wie gro­bach, czy nor­we­ski, gdzie z pięk­nie utrzy­ma­ne­go traw­ni­ka wysta­ją tyl­ko tablicz­ki, czy ten hisz­pań­ski, gdzie pro­chy wie­lu zmar­łych skła­da­no w pię­tro­wym budyn­ku i wie­czo­rem zapa­la­ły się tam świa­tła jak w naszych domach.


Pięk­ne są też suro­we kamien­ne kir­ku­ty żydow­skie, bez kwia­tów, foto­gra­fii, zbęd­nych ozdób. Takie same w doli­nie Cedro­nu, gdzie cho­wa­ni są zamoż­ni Żydzi z całe­go świa­ta (w tym i nasz Rubin­ste­in), jak i na naj­star­szym cmen­ta­rzu w cen­trum cze­skiej Pra­gi, i na naj­więk­szym w Euro­pie cmen­ta­rzu żydowskim,na 20-hek­ta­ro­wej zie­mi poda­ro­wa­nej przez Izra­ela Poznań­skie­go. To tutaj są mau­zo­lea rodzin fabry­kanc­kich i uni­ka­to­we fre­ski Sal­wa­tie­go, ale też­ma­ce­wy bie­do­ty.


Jest w naszej ojczyź­nie wie­le wspól­nych gro­bów kry­ją­cych pro­chy tysię­cy ludzi róż­nych naro­dów i wyznań, któ­rych połą­czy­ła wspól­na dola i śmierć. Wio­sną na Maj­dan­ku spo­tka­łem mło­dych Żydów, któ­rzy jeż­dżąc auto­ka­ra­mi pozna­wa­li kraj swo­ich przod­ków. Obser­wo­wa­łem ich z cie­ka­wo­ścią. Modli­li się żar­li­wie, byli jak­by w tran­sie. I ta modli­twa-skar­ga przy pie­cach kre­ma­to­ryj­nych, i te migo­cą­ce czer­wo­ne świa­teł­ka zni­czy, i te przy­wię­dłe dłu­gą podró­żą kwia­ty dla wszyst­kich pomor­do­wa­nych Żydów i nie Żydów.


Zawsty­dzi­łem się, że tak łatwo ich potę­pia­my, obra­ża­my (wystar­czy prze­czy­tać napi­sy na murach). Tak wie­le jest w nas nie­na­wi­ści, w nas chrześcijanach.To prze­cież Pol­ska sły­nę­ła, w pogrą­żo­nej w woj­nach reli­gij­nych Euro­pie, z tole­ran­cji. W wie­lu mia­stach kościół, syna­go­ga i cer­kiew były czę­sto w sąsiedz­twie, na jed­nej uli­cy, tak jak w jed­nej ław­ce sie­dzie­li ucznio­wie róż­nych wyznań. Nikt z tego powo­du nie był szy­ka­no­wa­ny.


Modli­my się, ale nie­na­wi­dzi­my. Mało w nas miło­ści do bliź­nie­go, mało kul­tu­ry i tole­ran­cji. Wystar­czy­ło posłu­chać ostat­nich audy­cji wybor­czych. Zio­nę­ły nie­na­wi­ścią i dys­kry­mi­na­cją. Stwa­rza­ły podzia­ły, dzie­ląc ludzi na “nas” i “was”.


A prze­cież wszy­scy jeste­śmy dzieć­mi Jedy­ne­go Boga i wszy­scy sta­nie­my na Jego Sądzie, gdzie roz­li­cze­ni będzie­my z naszej dobro­ci i miło­ści do Boga i czło­wie­ka.


A nasza mogi­ła? Nie­waż­ne gdzie będzie i jak będzie ubra­na. Naj­waż­niej­sza będzie modli­twa, a nadzie­ję życia wiecz­ne­go mamy w Bogu.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.