Cmentarze są podobne do siebie jak ludzie
- 31 października, 2005
- przeczytasz w 3 minuty
Cmentarze – miasta umarłych, zatopione w ciszy, nieme na gwar miasta żywych za cmentarnym murem. Tylko od czasu do czasu cisze przerywa głos sygnaturki, oznajmującej nowego przybysza. A świeżych mogił ciągle przybywa, bo co chwile ze strony żyjących odchodzi człowiek na tamtą stronę, skąd nie wraca. Odchodzimy nagle, czasem znienacka, zawsze nie w porę i zabiegani myślimy jak poeta, że “doświadczenie uczy, że za każdym razem umiera kto inny” – więc może nas […]
Cmentarze – miasta umarłych, zatopione w ciszy, nieme na gwar miasta żywych za cmentarnym murem. Tylko od czasu do czasu cisze przerywa głos sygnaturki, oznajmującej nowego przybysza. A świeżych mogił ciągle przybywa, bo co chwile ze strony żyjących odchodzi człowiek na tamtą stronę, skąd nie wraca.
Odchodzimy nagle, czasem znienacka, zawsze nie w porę i zabiegani myślimy jak poeta, że “doświadczenie uczy, że za każdym razem umiera kto inny” – więc może nas śmierć ominie? Wiemy, iż to się nie zdarzy, ale póki co nie chcemy myśleć na ten trudny temat.
A listopadowy wiatr gasi znicze, płacze w gałęziach drzew, jakby szeptał pacierz, którego zapomnieli żywi, i sypie, zółtymi już, liśćmi otulając mogiły.
Cmentarze są podobne do siebie, jak ludzie. Pewien wyjątek stanowią stare, piękne nekropolie jak Powązki czy tarasowo położona wileńska Rosa, lub lwowski cmentarz Łyczakowski, gdzie przed laty, w ukryciu wśród burzanów, szukałem mogiły Orląt. Te cmentarze to karty historii naszego narodu. Ale na świecie są tysiące małych, wiejskich cmentarzy, mających też swoich wielkich mieszkańców. Mają one niesamowity urok, jak ten w szwajcarskich Alpach o identycznych prawie grobach, czy norweski, gdzie z pięknie utrzymanego trawnika wystają tylko tabliczki, czy ten hiszpański, gdzie prochy wielu zmarłych składano w piętrowym budynku i wieczorem zapalały się tam światła jak w naszych domach.
Piękne są też surowe kamienne kirkuty żydowskie, bez kwiatów, fotografii, zbędnych ozdób. Takie same w dolinie Cedronu, gdzie chowani są zamożni Żydzi z całego świata (w tym i nasz Rubinstein), jak i na najstarszym cmentarzu w centrum czeskiej Pragi, i na największym w Europie cmentarzu żydowskim,na 20-hektarowej ziemi podarowanej przez Izraela Poznańskiego. To tutaj są mauzolea rodzin fabrykanckich i unikatowe freski Salwatiego, ale teżmacewy biedoty.
Jest w naszej ojczyźnie wiele wspólnych grobów kryjących prochy tysięcy ludzi różnych narodów i wyznań, których połączyła wspólna dola i śmierć. Wiosną na Majdanku spotkałem młodych Żydów, którzy jeżdżąc autokarami poznawali kraj swoich przodków. Obserwowałem ich z ciekawością. Modlili się żarliwie, byli jakby w transie. I ta modlitwa-skarga przy piecach krematoryjnych, i te migocące czerwone światełka zniczy, i te przywiędłe długą podróżą kwiaty dla wszystkich pomordowanych Żydów i nie Żydów.
Zawstydziłem się, że tak łatwo ich potępiamy, obrażamy (wystarczy przeczytać napisy na murach). Tak wiele jest w nas nienawiści, w nas chrześcijanach.To przecież Polska słynęła, w pogrążonej w wojnach religijnych Europie, z tolerancji. W wielu miastach kościół, synagoga i cerkiew były często w sąsiedztwie, na jednej ulicy, tak jak w jednej ławce siedzieli uczniowie różnych wyznań. Nikt z tego powodu nie był szykanowany.
Modlimy się, ale nienawidzimy. Mało w nas miłości do bliźniego, mało kultury i tolerancji. Wystarczyło posłuchać ostatnich audycji wyborczych. Zionęły nienawiścią i dyskryminacją. Stwarzały podziały, dzieląc ludzi na “nas” i “was”.
A przecież wszyscy jesteśmy dziećmi Jedynego Boga i wszyscy staniemy na Jego Sądzie, gdzie rozliczeni będziemy z naszej dobroci i miłości do Boga i człowieka.
A nasza mogiła? Nieważne gdzie będzie i jak będzie ubrana. Najważniejsza będzie modlitwa, a nadzieję życia wiecznego mamy w Bogu.