Coraz więcej chrześcijan w Chinach
- 19 marca, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
“Gazeta Wyborcza” na przykładzie misyjnej pracy, zielonoświątkowego pastora Dennisa Balcombe opisuje rozwój chrześcijaństwa w Chinach. Maria Kruczkowska w artykule “Coraz więcej chrześcijan w Chinach” przypomina, że w 1949 r, w kraju tym było 4 mln chrześcijan. Dziś Departament Stanu USA ocenia ich liczbę na około 100 mln, Chrześcijanie są już w partii i w wojsku. Do Kościoła trafia też wielu chińskich stypendystów na zagranicznych uczelniach. Źródła kościelne twierdzą, że codziennie […]
“Gazeta Wyborcza” na przykładzie misyjnej pracy, zielonoświątkowego pastora Dennisa Balcombe opisuje rozwój chrześcijaństwa w Chinach. Maria Kruczkowska w artykule “Coraz więcej chrześcijan w Chinach” przypomina, że w 1949 r, w kraju tym było 4 mln chrześcijan. Dziś Departament Stanu USA ocenia ich liczbę na około 100 mln, Chrześcijanie są już w partii i w wojsku. Do Kościoła trafia też wielu chińskich stypendystów na zagranicznych uczelniach. Źródła kościelne twierdzą, że codziennie przybywa w Chinach 20 tys. chrześcijan.
Pastor Dennis Balcombe szacuje, że przez 25 lat przemycił do Chin 10 mln egzemplarzy Biblii. Pastor chętnie opowiada, jak w 1978 r. z Biblią w walizce przyjechał do Kantonu. Był jednym z pierwszych cudzoziemców, którzy odwiedzili Chiny po śmierci Mao Zedonga. Z początku pokazywano mu wzorowe zakłady pracy. Potem został nauczycielem angielskiego. Po kryjomu nauczał i rozdawał Pismo.
Jedną z jego uczennic była kobieta z dalekiej prowincji Henan w głębi kontynentu. Od niej dowiedział się, że na zapadłej wsi, gdzie cudzoziemców nie widziano od pół wieku, żyją chrześcijanie. Dotarł tam dopiero w 1987 r. Na pierwsze spotkanie z nim, po kryjomu w środku nocy, przyszło kilkuset przywódców protestanckich kościołów domowych.
Wielu dopiero co wyszło z obozów reedukacyjnych, inni nadal w nich siedzieli. W latach izolacji, bez pastorów i bez Biblii, trwali, powtarzając zapamiętane modlitwy. Byli złaknieni kontaktu z innymi chrześcijanami, wiedzy teologicznej i Pisma Świętego. Pastor spadł im jak z nieba.
Kursy biblijne odbywały się w kryjówkach z wejściami ukrytymi wewnątrz domów. Słuchacze przychodzili z żywnością na kilka dni, by jak najrzadziej wychodzić na dwór. Ściśnięci na wąskich ławkach pilnie notowali i zadawali pytania.
Ponieważ na chińskiej wsi biały człowiek i dziś jest rzadkością, Balcombe przebierał się i zasłaniał twarz. Czasem chłopi przewozili go między wioskami w trumnie.
O takich właśnie zachodnich misjonarzach opowiada David Aikman, były korespondent tygodnika “Time” w Chinach, w swej głośnej książce “Jezus w Pekinie”. Amerykański dziennikarz dotarł do podziemnych seminariów, w których przygotowują się tysiące pastorów, do nieznanego światu świętego miasta chińskich chrześcijan Wenzhou, gdzie co piąty mieszkaniec to chrześcijanin.
Gazeta.pl: “Coraz więcej chrześcijan w Chinach”