Czy świętować 2 kwietnia?
- 2 kwietnia, 2007
- przeczytasz w 5 minut

Większość Polaków nie ma wątpliwości, że 2 kwietnia — dzień śmierci Jana Pawła II — jest najważniejszą rocznicą w dziejach narodu. Przeciwnicy ustanowienia święta państwowego wskazują, iż będzie to kolejne obchodzenie smutnego wydarzenia. Nad sensownością nowego święta zastanawia się na łamach “Rzeczpospolitej” publicysta tej gazety i redaktor naczelny Ekumenicznej Agencji Informacyjnej.
Większość Polaków nie ma wątpliwości, że 2 kwietnia — dzień śmierci Jana Pawła II — jest najważniejszą rocznicą w dziejach narodu. Przeciwnicy ustanowienia święta państwowego wskazują, iż będzie to kolejne obchodzenie smutnego wydarzenia. Nad sensownością nowego święta zastanawia się na łamach “Rzeczpospolitej” publicysta tej gazety i redaktor naczelny Ekumenicznej Agencji Informacyjnej.
2 kwietnia 2005 roku pozostanie dla mojego, i nie tylko mojego, pokolenia czasem niezapomnianym. Tłumy na ulicach, rozświetlone zniczami miasta, poczucie niezwykłej solidarności pozostaną w pamięci na zawsze. Nie ma też wątpliwości, że wzruszenia, emocje, ale i myśli z tamtych dni chciałbym przekazać w spadku swoim dzieciom. Tak, by i one, choć tylko poprzez uczestnictwo we wspomnieniach rodziców, miały jakiś udział w tamtym szczególnym tygodniu, a szerzej w doświadczeniu życia i posługi papieża Polaka. W ten sposób, mam wrażenie, myślę nie tylko ja. A wskazują na to wyniki badań socjologicznych, przeprowadzonych przez Instytut Myśli Jana Pawła II. Wynika z nich, że aż 54 procent Polaków (w Warszawie procent ten jest niższy i wynosi 32 procent) uznaje 2 kwietnia za najważniejsze ze świąt i rocznic narodowych.
Blask świętowania
Nie musi to oczywiście oznaczać, że data ta powinna zostać natychmiast wpisana do terminarza polskich świąt. Ale nie ma też powodów, by pomysł taki z góry odrzucać. Pamięć o ludziach i wydarzeniach jest niezwykle ulotna, a jej wzmacnianiu służą rozmaite święta czy rocznice. Takim zatrzymaniem ulotnych wspomnień, doświadczeń mógłby się stać również 2 kwietnia. I nie ma się co przejmować utyskiwaniem malkontentów, którzy jak zwykle przypomną, że kolejna rocznica niczego nie załatwi, że nie zastąpi ona pogłębionej refleksji nad dziełami papieża czy przyjęcia jego nauczania. Pewnie to i prawda, ale przecież świętowanie rocznicy nie ma zastąpić innych elementów upamiętniania papieża. Ono ma się stać czasem sakralnym, szczególnym, a nie zastępować codzienność.
O wiele istotniejsze wydaje się inne zastrzeżenie do 2 kwietnia. Przeciwnicy tej daty zwracają uwagę na fakt, że wybór tego właśnie dnia jest niezwykle polski z ducha, oznacza bowiem świętowanie wydarzeń smutnych, klęsk czy porażek. Tyle że akurat w odniesieniu do 2 kwietnia zastrzeżenie to wydaje się pomijać rzeczywisty kontekst sprawy. Tamte tygodnie, mimo łez, wcale nie były smutne. Mówiło się o nich raczej jako o “ostatniej pielgrzymce papieża do ojczyzny” czy “papieskim karnawale”. I już same te określenia wyraźnie pokazują, że o rozpaczy i klęsce trudno było w tym czasie mówić. Tamto doświadczenie fundowało raczej po raz ostatni wielką wspólnotę ludzi dumnych z papieża i z polskości. I dlatego warto się do niego odwoływać, zamiast szukać innych dat, które nie zapadły ludziom tak mocno w pamięć i nie wiążą się z tak żywymi emocjami.
Wybór2 kwietnia ma jeszcze inne nie mniej istotne uzasadnienie. Poprzez powiązanie śmierci papieża z wigilią niedzieli Miłosierdzia Bożego, pozwala nadać obchodom głębszy sens. Ze wspomnienia najważniejszej w historii Polski osoby przekształcić się ono może w wielkie, nieustające uobecnienie przesłania Jana Pawła II, którego istotą pozostawało ciągłe głoszenie potęgibożego i ludzkiego miłosierdzia. 2 kwietnia może się zatem stać okazją nie tylko do nagradzania najistotniejszych inicjatyw charytatywnych, ale również do spotkania tych, którzy ćwiczą się w“wyobraźni miłosierdzia”.
Żmudna codzienność
Oczywiście wprowadzenie nowego święta do kalendarza nie może zastępować innych, codziennych i zwyczajnych metod jego upamiętniania i uobecniania myśli. Najbardziej naturalnym wydaje się wprowadzenie dzieł Jana Pawła II do bibliotek szkolnych czy włączenie do kanonu lektur przynajmniej jednej encykliki. To jednak, co najbardziej naturalne, spotyka się z natychmiastową krytyką. Gdy Roman Giertych zaproponował przekazanie do każdej polskiej biblioteki kompletu dzieł papieskich, na jego głowę posypały się gromy.
A przecież, choć z wieloma pomysłami wicepremiera można się nie zgadzać, akurat ten był trafiony. Jan Paweł II, niezależnie od tego, czy ktoś podziela jego wizję świata, człowieka i Boga ‑był bez wątpienia największym Polakiem XX wieku, a kto wie, czy w ogóle nie największym Polakiem w historii. Jego wpływ na losy świata trudno nawet zmierzyć! Tymczasem w Polsce wciąż łatwiej nam wspominać kremówki, niż analizować dzieła papieża.
I właśnie dlatego pomysł wicepremiera wreszcie trafia w sedno. Jeśli pamięć o Janie Pawle II ma pozostać żywa, jeśli nie ma się ona ograniczać do wspominania uśmiechów i przyśpiewek papieskich, to musi opierać się na czymś konkretnym, czyli na znajomości papieskiego nauczania. I nie ma powodów, by nie było ono wspomagane w szkołach. Oczywiście zakupienie 15 tomów dzieł zebranych nie wystarczy. Byłby to jednak pierwszy krok na drodze do tego, by Jan Paweł II był obecny w programach szkolnych. Nie tylko na lekcjach religii, ale także historii, bo kto inny miał taki wpływ na wiek XX jak właśnie on.
Wylewanie zaś krokodylich łez nad kosztami takiej operacji wydaje mi się nadużyciem. Tych piętnaścietomów dzieł papieskich w każdej szkole jest dobrą inwestycją w pamięć zbiorową Polaków, której Jan Paweł II bez wątpienia nie zaszkodzi.
Konieczne badania
Zaskakujące wydaje się również to, że Jan Paweł II pozostaje praktycznie nieobecny w polskiej perspektywie naukowej. Jeśli ktoś z polskich studentów czy doktorantów chciałby studiować nauczanie jednego z największych ludzi w historii świata, musi udać się za granicę, do Włoch lub Stanów Zjednoczonych. W Polsce bowiem, poza uczelniami katolickimi, w zasadzienie istnieją katedry myśli Jana Pawła II. Brakuje także wciąż rzetelnych opracowań dotyczących życia i dzieł papieża, a nawet krytycznych wydań napisanych przez niego dokumentów.
Wszystko to trzeba jak najszybciej nadrobić. Bez tego papież powoli stanie się jedną z wielu ikon pop-kultury, która z rzeczywistością niewiele będzie miała wspólnego, a będzie jedynie projekcją powszechnie obowiązujących w społeczeństwie opinii. Stanie się zapomnianym papieżem, którego przypominać sobie będziemy jedynie, oglądając filmy o kremówkach.
Tekst ukazał się 2 kwietnia na łamach dziennika “Rzeczpospolita”