Dlaczego? Między Hiobem a Dawidem
- 2 lutego, 2006
- przeczytasz w 1 minutę
To, co zdarzyło się w Katowicach trudno na gorąco komentować. Każde słowa trącą w takich sytuacjach banałem. Są zbyt płytkie, albo zbyt mało znaczące w obliczu tragedii. Pozostaje modlitwa… za tych, którzy odeszli i za tych, którzy będą musieli zmierzyć się z doświadczeniem ocalenia. Ci ostatni bez wątpienia powrócą do pytania: dlaczego my ocaleliśmy. Rodziny tych pierwszych zadadzą sobie pytanie, dlaczego coś takiego się stało. A Ci bardziej religijni, a może bardziej zbuntowani […]
To, co zdarzyło się w Katowicach trudno na gorąco komentować. Każde słowa trącą w takich sytuacjach banałem. Są zbyt płytkie, albo zbyt mało znaczące w obliczu tragedii. Pozostaje modlitwa… za tych, którzy odeszli i za tych, którzy będą musieli zmierzyć się z doświadczeniem ocalenia.
Ci ostatni bez wątpienia powrócą do pytania: dlaczego my ocaleliśmy. Rodziny tych pierwszych zadadzą sobie pytanie, dlaczego coś takiego się stało. A Ci bardziej religijni, a może bardziej zbuntowani spytają: dlaczego Bóg dopuścił do czegoś takiego?
Nie każdego stać, nie każdy jest w stanie powtórzyć słowa Hioba: “Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” Wielu bliższy jest szloch Dawida, gdy umierał mu syn. I nie nam oceniać, która postawa bliższa jest Bogu.
My możemy milczeć. Stać wobec tragedii i modlić się w sercu. Bez pouczania, bez zbędnego filozofowania, bez mądrych słów. “Z głębokości” wołać do Pana o miłosierdzie dla umarłych, łaskę pokoju dla ich rodzin, i powrotu do życia dla tych, którzy jeszcze pod zwałami metalu. I o mądrość i siły dla tych wszystkich, którzy w tej chwili ratują.