Dom publiczny w zaciszu plebanii
- 29 września, 2004
- przeczytasz w 1 minutę
Katolicki ksiądz, pracujący w jednej z nowojorskich parafii, wpadł kilka miesięcy temu na zdumiewający pomysł. Jako duszpasterz zajmujący się problemami trudnej młodzieży, w tym nieletnich prostytutek, postanowił zorganizować dla nich „pomoc”. Uznał, iż dziewczęta, które w okolicy sprzedają swoje ciało wszelkie czynności seksualne odbywają w samochodach swoich „klientów”. Ksiądz postanowił udostępnić im budynek plebanii. Duchowny John Perry tłumaczy, iż było to najlepsze wyjście z całej sytuacji. […]
Katolicki ksiądz, pracujący w jednej z nowojorskich parafii, wpadł kilka miesięcy temu na zdumiewający pomysł. Jako duszpasterz zajmujący się problemami trudnej młodzieży, w tym nieletnich prostytutek, postanowił zorganizować dla nich „pomoc”. Uznał, iż dziewczęta, które w okolicy sprzedają swoje ciało wszelkie czynności seksualne odbywają w samochodach swoich „klientów”. Ksiądz postanowił udostępnić im budynek plebanii.
Duchowny John Perry tłumaczy, iż było to najlepsze wyjście z całej sytuacji. Uważa, iż nie miał możliwości aby w jakikolwiek inny sposób pomóc młodocianym prostytutkom. „Pozwoliłem dziewczynom pracować na terenie kościoła bo co mogłem innego zrobić? Tam chociaż są bezpieczne. Grzeszą ale nic nie zagraża ich życiu. Poza tym codziennie dostają ode mnie prezerwatywy”.
Postępowaniem księdza zbulwersowani są wszyscy parafianie. Z początku próbowali oni rozmawiać ze swoim księdzem jednak, jak sami mówią, był on nieugięty. Skargę skierowali zatem do miejscowego biskupa, który udzielił księdzu nagany i natychmiast zakazał tego typu praktyk.
Ksiądz Johm Perry stwierdził, iż ma czyste sumienie i żal jest mu nieletnich prostytutek. Uważa, iż w zaciszu plebanii były bezpieczne.