Ekumeniczne fajerwerki ws. prymatu papieskiego
- 15 listopada, 2007
- przeczytasz w 4 minuty
Kościół rzymskokatolicki i przedstawiciele Cerkwi prawosławnych opublikowali dokument, w którym omówione zostały kluczowe kwestie dogmatyczne, uniemożliwiające wspólnotę między Kościołami. Są to zagadnienia dotyczące nauki o Kościele (eklezjologii), w tym szczególnie kwestii kolegialności i autorytetu, ale również prymatu biskupa Rzymu. Dokument jest efektem prac Międzynarodowej Komisji Teologicznej, która w październiku br. obradowała w Rawennie. – Prawosławni potwierdzili uniwersalną płaszczyznę Kościoła, dla której potrzebny jest zarówno prymas, jak i kolegialność – powiedział Radio Watykańskiemu kardynał Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan.
Kościół rzymskokatolicki i przedstawiciele Cerkwi prawosławnych opublikowali dokument, w którym omówione zostały kluczowe kwestie dogmatyczne, uniemożliwiające wspólnotę między Kościołami. Są to zagadnienia dotyczące nauki o Kościele (eklezjologii), w tym szczególnie kwestii kolegialności i autorytetu, ale również prymatu biskupa Rzymu. Dokument jest efektem prac Międzynarodowej Komisji Teologicznej, która w październiku br. obradowała w Rawennie. – Prawosławni potwierdzili uniwersalną płaszczyznę Kościoła, dla której potrzebny jest zarówno prymas, jak i kolegialność – powiedział Radio Watykańskiemu kardynał Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan.
Oficjalny tytuł ekumenicznego dokumentu, nazwanego już Deklaracją Raweńską brzmi: “Eklezjologiczne i kanoniczne konsekwencje sakramentalnej natury Kościoła. Wspólnota kościelna, koncyliaryzm i autorytet.”
Obydwie denominacje zgodnie podkreślają, że autorytet Kościoła pochodzi od Jezusa Chrystusa, który opiekę nad Kościołem przekazał apostołom, oni biskupom, a ci z kolei swoim następcom. Tekst stwierdza, że ta wspólnota stanowi ramy, w których realizuje się autorytet Kościoła. Co więcej, sygnatariusze deklaracji dostrzegają problemy wynikające z faktu, że skoro wspólnota (communio) stanowi jeden z istotowych elementów Kościoła, to jej brak oznacza wyłom w powszechności Kościoła i narusza istotę Kościoła. Ponadto dokument jasno stwierdza, że żaden Kościół lokalny nie ma prawa zmieniać wyznania wiary sformułowanego przez ekumeniczne sobory i że między prawosławiem a rzymskim katolicyzmem istnieje wspólne przekonanie o szczególnej roli biskupa Rzymu, jako pierwszego pośród patriarchów. Jednocześnie dokument przypomina różnice w rozumieniu i sprawowaniu tegoż papieskiego prymatu.
Według kard. Kaspera głos prawosławnych nt. prymatu papieskiego jest pierwszym krokiem i otwiera perspektywy na dalszą dyskusję, którą umożliwił Sobór Watykański II.
Kolejne spotkanie dwustronnej komisji założonej w 1979 odbędzie się w 2009 roku, czyli w 30. rocznicę jej powstania.
Komentarz
Deklaracja prawosławno-rzymskokatolicka z całą pewnością nie jest przełomem. Takie jednak wrażenie powstaje po lekturze kilku depesz informacyjnych, jakie pojawiły się w polskich mediach. Tradycyjnie już najbardziej zadziwiającą informację nadała Polska Agencja Prasowa (PAP), która sprawę papiestwa jednostronnie oceniła nie tylko jako najważniejszą, ale i błędnie podała, że oto prawosławni mieli powiedzieć coś, czego do tej pory nigdy nie mówili: „Najważniejsze w dokumencie, poświęconym przede wszystkim kwestii prymatu następcy świętego Piotra, jest to, że po raz pierwszy przedstawiciele prawosławia wyrażają gotowość podjęcia dyskusji na temat roli papieża oraz Rzymu jako głównej siedziby chrześcijaństwa.”
A wiadomo przecież, że prawosławie nigdy nie negowało szczególnego miejsca, jakie Rzym zajmuje w hierarchii patriarchatów Kościoła Wschodniego i Zachodniego. Prawosławni po wielokroć to mówili i, podobnie zresztą jak anglikanie i luteranie, stwierdzali, że nie mają nic przeciwko posłudze Piotrowej dla widzialnej jedności chrześcijaństwa, jednakowoż owa posługa zasadniczo różni się od prymatu papieskiego zdefiniowanego nie tylko przez Sobór Watykański I, ale i potwierdzony przez Sobór Watykański II i inne dokumenty Kościoła rzymskokatolickiego w XX i XXI wieku.
Obok tych “detali” pojawiają się oczywiście inne aspekty dotyczące prymatu biskupa Rzymu, ewolucji, jaką eklezjologia rzymskokatolicka przeżyła w odniesieniu do soborności Kościoła, a także wielu innych, jeszcze bardziej pomniejszych zagadnień. Pomijam już kwestię tzw. siedziby chrześcijaństwa, którą dla każdego chrześcijanina, i chyba także dla katolików, nie jest ani Rzym, ani Jerozolima, ani Moskwa, ani Wittenberga, Genewa, czy jakiekolwiek inne miejsce na ziemi. Dla chrześcijan punktem matematycznym Kościoła Jezusa Chrystusa jest wspólnota, podczas której zwiastowana jest Ewangelia i przeżywana jest wspólnota Dziękczynienia. To właśnie dzięki niej każda wspólnota gromadząca się wokół Słowa pod postacią Chleba i Wina staje się Wieczernikiem, tym z Wielkiego Czwartku i z Pięćdziesiątnicy.
I na koniec jeszcze inna refleksja. Myślę, że zwykli katolicy i prawosławni, ale chyba też inni chrześcijanie, bardziej z przedwczesnych fajerwerków ucieszyliby się z innej informacji – bardziej wymownej i symbolicznej niż odgrzewane od wielu stuleci kotlety. Taką informacją mogłaby być konkretna data spotkania patriarchy Moskwy i Wszechrusi z biskupem Rzymu. Taką informacją mogłoby być porozumienie ws. wspólnych obchodów największego święta chrześcijaństwa. Jestem jak najbardziej daleki od deprecjonowania tematów poruszonych w Deklaracji Raweńskiej – są one ciekawe i warte rozwinięcia – jednak źle by się stało, gdyby dyskurs teologiczny spłycony został, podobnie jak w PAP-owskiej depeszy, do kwestii prymatu papieskiego. Byłoby to ze szkodą dla ekumenii, ale również dla Kościołów w niej uczestniczących, także dla Kościoła rzymskokatolickiego.