Społeczeństwo

Elvis, potomek Jezusa Ch.!


Ame­ry­kań­ski reży­ser James Came­ron (reży­ser “Tita­ni­ca”) i gru­pa izra­el­skich arche­olo­gów twier­dzą, że zna­leź­li gro­bo­wiec ze szcząt­ka­mi Jezu­sa oraz człon­ków jego naj­bliż­szej rodzi­ny. Pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej w Nowym Yor­ku mają zostać zapre­zen­to­wa­ne wyni­ki eks­pe­dy­cji, a samo odkry­cie ma wstrzą­snąć fun­da­men­ta­mi chrze­ści­jań­stwa. Na gło­sy wybit­nych arche­olo­gów depre­cjo­nu­ją­cych war­tość odkry­cia sprzed 20 lat nie trze­ba było dłu­go cze­kać. Ale i tak nie jest to istot­ne. Z per­spek­ty­wy wia­ry sen­sa­cja z gro­bow­ca­mi jest tyle samo […]


Ame­ry­kań­ski reży­ser James Came­ron (reży­ser “Tita­ni­ca”) i gru­pa izra­el­skich arche­olo­gów twier­dzą, że zna­leź­li gro­bo­wiec ze szcząt­ka­mi Jezu­sa oraz człon­ków jego naj­bliż­szej rodzi­ny. Pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej w Nowym Yor­ku mają zostać zapre­zen­to­wa­ne wyni­ki eks­pe­dy­cji, a samo odkry­cie ma wstrzą­snąć fun­da­men­ta­mi chrze­ści­jań­stwa. Na gło­sy wybit­nych arche­olo­gów depre­cjo­nu­ją­cych war­tość odkry­cia sprzed 20 lat nie trze­ba było dłu­go cze­kać. Ale i tak nie jest to istot­ne. Z per­spek­ty­wy wia­ry sen­sa­cja z gro­bow­ca­mi jest tyle samo war­ta, co wrak Tita­ni­ca na dnie oce­anu – jest spek­ta­ku­lar­na, być może nawet na swój spo­sób uro­cza i emo­cjo­nu­ją­ca, ale nic poza tym.

Pew­ne uwa­run­ko­wa­nia spo­łecz­ne — w kon­tek­ście oma­wia­ne­go wyda­rze­nia jak naj­bar­dziej poza­me­ry­to­rycz­ne — spra­wi­ły, że aler­gicz­nie reagu­ję na wszel­kie teo­rie spi­sko­we doszu­ku­ją­ce się wszę­dzie nie­ustan­nej ofen­sy­wy zła, sie­ci ukła­dów, któ­rych celem jest demon­taż wszyst­kie­go, co dobre.


Nie­mniej jed­nak poja­wić się może reflek­sja, że być może wkra­cza­my w nowy etap glo­bal­nej dys­ku­sji o reli­gii: w Boże Naro­dze­nie mówi­my pod­nio­śle, pisze­my ile sił sta­nie, gar­dłu­je­my, czy wręcz doma­ga­my się w imie­niu praw­dy (nie jakiejś tam abso­lut­nej, ale praw­dy po pro­stu, takiej jed­nej z wie­lu, praw­da?), aby wresz­cie ujaw­nić „nie­zna­ne dotąd fak­ty” o pogań­skim rodo­wo­dzie świąt, skrzęt­nie ukry­wa­ne przez mię­dzy­na­ro­do­wą kastę kapła­nów i – a jak­że – waty­kań­skich urzęd­ni­ków, któ­rzy obłud­nie chro­nią malucz­kich przed bło­go­sła­wień­stwem praw­dzi­we­go, acz nie­szczę­śli­we­go pozna­nia; w Wiel­ki Post z kolei – jak to było rok temu – odku­rza­my zata­jo­ne apo­kry­fy i znów oznaj­mia­my sen­sa­cyj­ną i nie­by­wa­le rewo­lu­cyj­ną praw­dę, że Judasz – ten domnie­ma­ny łaj­dak – to w sumie faj­ny gość był, wyma­new­ro­wa­ny przez „par­szy­wą Jede­nast­kę”, praw­dzi­wy uczeń Jezu­sa, któ­ry chciał dobrze, ale gębę mu doro­bio­no i sta­ło się jak sta­ło.


Mamy Wiel­ki Post Anno Domi­ni 2007. Reży­ser, gru­pa arche­olo­gów i ktoś tam jesz­cze, chcą poru­szyć fun­da­men­ta­mi chrze­ści­jań­stwa. Fama poszła w świat, tyle, że jakoś nikt nie wyja­wił, czym są te fun­da­men­ty. Tak się aku­rat skła­da, że wia­ra chrze­ści­jań­ska fun­da­ment-ów nie posia­da, gdyż ma tyl­ko jeden Fun­da­ment, a tym, nie­zmien­nie od 2000 lat, mimo wszyst­kich here­zji, błę­dów, potknięć Kościo­łów i ich ludzi, nie­wia­ry­god­nych kłamstw i zbrod­ni czy­nio­nych w imię reli­gii, jest Jezus Chry­stus. Ozna­cza to “po pro­stu”, że wia­ra chrze­ści­jań­ska, któ­ra w swej naj­głęb­szej isto­cie jest zaufa­niem, takim bez­gra­nicz­nym, dzie­cię­cym wręcz, sprzecz­na jest z jaką­kol­wiek pró­bą udo­wad­nia­nia cze­go­kol­wiek, co mia­ło­by potwier­dzić lub zaprze­czyć Temu, któ­ry jest jej jedy­nym Fun­da­men­tem. Mówie­nie o wie­rze jest odpo­wie­dzią na Obja­wie­nie, a tego nie moż­na – mimo naj­lep­szych chę­ci – zwe­ry­fi­ko­wać jakim­kol­wiek zna­le­zi­skiem arche­olo­gicz­nym. Praw­dy wia­ry nie odkry­wa się łopa­tą, ani pędzel­kiem poszu­ki­wa­czy zagi­nio­nej Arki, ale łaską – sło­wo coraz bar­dziej nie­zro­zu­mia­łe, koja­rzo­ne być może z nad­wyż­ką dobre­go samo­po­czu­cia lub sło­necz­nym kapry­sem.


Do kogo adre­so­wa­ne jest odkry­cie Came­ro­na? Do chrze­ści­jan? Do nie­ma­łej już licz­by wyznaw­ców Don-Brow­ni­zmu? Do zde­kla­ro­wa­nych ate­istów, aby utwier­dzić ich, że ich wia­ra w nie­wia­rę jest jak naj­bar­dziej wia­ry­god­na? Do agno­sty­ków, żeby porzu­ci­li nadzie­ję na nadzie­ję wszel­ką? Do nie­zde­cy­do­wa­nych kon­su­men­tów pop-kul­tu­ry, któ­rzy w ryt­mie chrze­ści­jań­skich świąt litur­gicz­nych dowie­dzą się może w Wiel­ka­noc AD 2008, że Elvis Pre­sley napraw­dę żyje, jest w bez­po­śred­niej linii potom­kiem dyna­stii nie­ja­kie­go Jezu­sa z Naza­re­tu i – a jak­żeż­by ina­czej! – ladacz­ni­cy Marii Mag­da­le­ny. I, że ten Jezus, cie­śla z zawo­du, a w wol­nych chwi­lach nauczy­ciel wędrow­ny, nie w sta­jen­ce, czy jakiejś tam gro­cie się naro­dził, ale na wyspie, nie­opo­dal miej­sca, w któ­rym póź­niej Tita­nic zato­nął? Absur­dal­ne i głu­pie? A owszem!


Dariusz Bruncz

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.