Społeczeństwo

Esencja katolicyzmu


Uro­czy­stość Boże­go Cia­ła, choć wie­lu (w tym mnie) iry­tu­je ludo­wo­ścią, poboż­no­ścią na pokaz czy trium­fa­li­zmem — jeśli je rze­czy­wi­ście zgłę­biać uka­zu­je zupeł­nie inne obli­cze: głę­bo­kiej teo­lo­gii, któ­ra w pew­nym sen­sie kształ­tu­je kato­li­cyzm. W tym świę­cie jak w soczew­ce dostrzec moż­na teo­lo­gicz­ną i prze­ży­cio­wą spe­cy­fi­kę rzym­skie­go kato­li­cy­zmu. Uro­czy­stość Cia­ła i Krwi Chry­stu­sa — popu­lar­nie zwa­ną w Pol­sce Bożym Cia­łem — po raz pierw­szy świę­to­wa­no w Lie­ge w 1247 roku. Jej wpro­wa­dze­nie jest […]


Uro­czy­stość Boże­go Cia­ła, choć wie­lu (w tym mnie) iry­tu­je ludo­wo­ścią, poboż­no­ścią na pokaz czy trium­fa­li­zmem — jeśli je rze­czy­wi­ście zgłę­biać uka­zu­je zupeł­nie inne obli­cze: głę­bo­kiej teo­lo­gii, któ­ra w pew­nym sen­sie kształ­tu­je kato­li­cyzm. W tym świę­cie jak w soczew­ce dostrzec moż­na teo­lo­gicz­ną i prze­ży­cio­wą spe­cy­fi­kę rzym­skie­go kato­li­cy­zmu.

Uro­czy­stość Cia­ła i Krwi Chry­stu­sa — popu­lar­nie zwa­ną w Pol­sce Bożym Cia­łem — po raz pierw­szy świę­to­wa­no w Lie­ge w 1247 roku. Jej wpro­wa­dze­nie jest ści­śle zwią­za­ne ze śre­dnio­wiecz­ną poboż­no­ścią, według któ­rej więk­szość zwy­kłych ludzi nie była god­na czę­ste­go przy­stę­po­wa­nia do Eucha­ry­stii. Komu­nię mia­ło im zastą­pić oglą­da­nie Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu. Dla­te­go wpro­wa­dzo­no naj­pierw pod­nie­sie­nie pod­czas mszy świę­tej, a póź­niej papież Urban IV usta­no­wił — pod wpły­wem obja­wień bł. Julian­ny z Cor­nil­lon — świę­to kościel­ne poświę­co­ne czci Eucha­ry­stii. Kult eucha­ry­stycz­ny, z któ­rym zwią­za­ne było nowe świę­to, był tak­że odpo­wie­dzią na filo­zo­ficz­ne dys­pu­ty poświę­co­ne zagad­nie­niu real­no­ści obec­no­ści Chry­stu­sa w Komu­nii Świę­tej.

Histo­ria nie­od­pu­sto­wa

Teo­lo­gicz­nie źró­deł tego świę­ta nale­ży szu­kać w wie­ku XI, kie­dy to archi­dia­kon Beren­ga­riusz z Tours zaczął gło­sić, że chleb i wino pod­czas mszy świę­tej nie ule­ga­ją prze­mia­nie w Cia­ło i Krew Chry­stu­sa. Bóg jest w nich zatem obec­ny jedy­nie sym­bo­licz­nie. Nie­trud­no zgad­nąć, że reak­cja na takie sta­no­wi­sko była bły­ska­wicz­na: bisku­pi zgro­ma­dze­ni na roz­ma­itych syno­dach potę­pi­li tę naukę. Nie ozna­cza­ło to jed­nak wca­le, że nie tra­fi­ła ona na podat­ny grunt. Sta­no­wi­sko Beren­ga­riu­sza pozwa­la­ło bowiem wyja­śnić (a tego jesz­cze wte­dy Kościół Rzym­ski nie zro­bił), co ozna­cza obec­ność Chry­stu­sa w chle­bie i winie i unik­nąć real­nej groź­by postrze­ga­nia w prze­isto­cze­niu czyn­no­ści magicz­nej. Nauka archi­dia­ko­na pozwa­la­ła tak­że racjo­nal­nie nasta­wio­nym scho­la­sty­kom unik­nąć trud­nych pytań o to, na czym pole­ga prze­isto­cze­nie z chle­ba i wina w Cia­ło i Krew oraz to, jak jest ona w ogó­le moż­li­wa.

Odpo­wie­dzi osta­tecz­nie udzie­lił dopie­ro św. Tomasz z Akwi­nu, któ­re­go nauka o trans­sub­stan­cja­cji sta­ła się dogma­tycz­ną pod­sta­wą kato­lic­kiej poboż­no­ści eucha­ry­stycz­nej. Jego zda­niem, pod­czas prze­isto­cze­nia doko­nu­je się prze­mia­na isto­ty (sub­stan­cji) chle­ba i wina w sub­stan­cję Cia­ła i Krwi Chry­stu­sa. Dla­cze­go zatem — choć isto­ta się zmie­nia — to nadal pod języ­kiem czu­je­my zwy­czaj­ny chleb? Tomasz odpo­wia­da za spo­ko­jem: bowiem przy­pa­dło­ści (nie­udol­nie tłu­ma­cząc ten scho­la­stycz­ny ter­min moż­na by powie­dzieć: mate­rial­ne cechy) chle­ba i wina pozo­sta­ją te same. Mówiąc krót­ko: pod­czas mszy świę­tej prze­mie­nia się więc isto­ta, ale cechy pozo­sta­ją takie same.

Takie sta­no­wi­sko — racjo­nal­nie wyja­śnia­ją­ce obec­ność Chry­stu­sa w Eucha­ry­stii — choć nie jest sprzecz­ne z naucza­niem pra­wo­sław­nym, zde­cy­do­wa­nie odróż­nia kato­li­cyzm od wschod­nie­go chrze­ści­jań­stwa. Pra­wo­sław­nie bowiem, choć tak­że afir­mu­je real­ną obec­ność, to uni­ka (przy­naj­mniej pió­rem poważ­nych teo­lo­gów) okre­śla­nia, jak się ono doko­nu­je. Przy­ję­cie rozu­mo­wej dok­try­ny trans­sub­stan­cja­cji było­by dla nie­go w pew­nym sen­sie pogwał­ce­niem tajem­ni­cy Sakra­men­tu Ołta­rza.

W opo­zy­cji wobec Kal­wi­na

Nowe­go zna­cze­nia uro­czy­stość Boże­go Cia­ła nabra­ła wraz z Refor­ma­cją. To wte­dy sta­ła się ona ostrą mani­fe­sta­cją kato­li­cy­zmu. Dla­cze­go? Bowiem jed­ną z głów­nych linii podzia­łów mię­dzy chrze­ści­ja­na­mi tam­tych cza­sów było pyta­nie, posta­wio­ne przez Beren­ga­riu­sza, o natu­rę Eucha­ry­stii. Naj­skraj­niej­sze sta­no­wi­sko zaję­li zwo­len­ni­cy Zwin­gle­go, dla któ­rych Eucha­ry­stia była tyl­ko sym­bo­lem Cia­ła i Krwi Chry­stu­sa. Kal­win uznał, że Chry­stus jest wpraw­dzie obec­ny w Komu­nii Świę­tej, ale jest to obec­ność czy­sto ducho­wa, nic nie zmie­nia­ją­ca w mate­rii chle­ba i wina. Luter — mio­ta­ją­cy obe­lgi na swo­ich pro­te­stanc­kich prze­ciw­ni­ków — uznał, że Chry­stus jest real­nie obec­ny w Eucha­ry­stii, ale rów­nie real­ny jest w niej chleb i wino (dok­try­na kon­sub­stan­cja­cji zakła­da­ją­ca, że w Komu­nii jest rów­no­cze­śnie sub­stan­cja cia­ła i krwi oraz chle­ba i wina). Dla Lutra i jego następ­ców pro­ble­mem stał się nato­miast kult odda­wa­ny Eucha­ry­stii i zagad­nie­nie trwa­ło­ści obec­no­ści eucha­ry­stycz­nej.

Kato­li­cy pozo­sta­li oczy­wi­ście przy Toma­szo­wym sta­no­wi­sku, a pro­ce­sja Boże­go Cia­ła sta­ła się oka­zją do mani­fe­sto­wa­nia przy­wią­za­nia do sub­stan­cjal­nie i trwa­le rozu­mia­nej obec­no­ści Chry­stu­sa w Eucha­ry­stii. Podob­nie rozu­mie­li zresz­tą to świę­to tak­że pro­te­stan­ci, dla któ­rych było ono impre­zą uka­zu­ją­cą bał­wo­chwal­cze obli­cze kato­li­cy­zmu i jego przy­wią­za­nie do stwo­rze­nia. Dla­te­go tak czę­sto pro­te­stanc­cy raj­cy zaka­zy­wa­li orga­ni­zo­wa­nia pro­ce­sji Boże­go Cia­ła (w Amster­da­mie to nabo­żeń­stwo odbę­dzie się w tym roku po raz pierw­szy od cza­sów Refor­ma­cji), a gor­li­wi neo­fi­ci — nawet w tole­ran­cyj­nej Pol­sce — ocho­czo bez­cze­ści­li Mon­stran­cje i zawar­ty w nich Naj­święt­szy Sakra­ment, w ten spo­sób mani­fe­stu­jąc pogar­dę dla samej isto­ty kato­li­cy­zmu.

Przej­mu­ją­ca obec­ność

Zna­cze­nia Boże­go Cia­ła nie moż­na jed­nak spro­wa­dzić tyl­ko do sta­rych spo­rów dok­try­nal­nych. Prze­ciw­nie — odpu­sto­wa pro­ce­sja — jeśli oczy­ścić ją z nie­jed­no­krot­nie prze­sa­dzo­nych przy­pa­dło­ści — uka­zu­je rów­nież obec­nie esen­cję kato­lic­ko­ści. Każ­da z pro­ce­sji skła­da się bowiem z trzech zasad­ni­czych ele­men­tów: słu­cha­nia Ewan­ge­lii (jest ona odczy­ty­wa­na przy każ­dym ołta­rzu), oglą­da­nia rze­czy­wi­sto­ści Kościo­ła, któ­rą naj­le­piej uświa­da­mia tłum wier­nych (to oczy­wi­ście może razić, ale nigdzie nie jest napi­sa­ne, że Kościół jest wspól­no­tą este­tycz­nych, dobrze ubra­nych i pach­ną­cych pięk­ni­siów), oraz obec­no­ści Chry­stu­sa w Eucha­ry­stii. Obno­sze­nie Chry­stu­sa po uli­cach miast i wsi — przy­po­mi­na tak­że, że kato­li­cyzm ma swój wymiar spo­łecz­ny, że wier­ni zobo­wią­za­ni są do gło­sze­nia Chry­stu­sa i jego nauki zawsze i wszę­dzie.

Naj­le­piej jed­nak zna­cze­nie Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu, a co za tym idzie tak­że poświę­co­nej mu uro­czy­sto­ści, wyra­ził przed laty nie­miec­ki teo­log Karl Adam: “To nie rado­sne migo­ta­nie wiecz­ne­go świa­teł­ka, któ­re pali się przed ołta­rzem, to nie pod­nio­słe obra­zy świę­tych na ścia­nach kościo­łów ani uro­czy­sty pół­mrok i maje­sta­tycz­na cisza panu­ją­ca w budyn­ku two­rzą obec­ną w kościo­łach kato­lic­kich peł­ną cza­ru atmos­fe­rę bli­sko­ści Boga i poboż­no­ści. Wszyst­ko to może chro­nić i wspie­rać poboż­ność. Tym jed­nak, co ją roz­pa­la, jest żywa obec­ność Jezu­sa”. W taber­na­ku­lum, bez któ­re­go nie ma kato­lic­kie­go kościo­ła i któ­re sta­no­wi jego ser­ce.

Dłuż­sza wer­sja tek­stu uka­za­ła się w dzien­ni­ku “Życie”.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.