Ewolucja jako broń polityczna
- 9 stycznia, 2008
- przeczytasz w 2 minuty
Wybór na prezydenta osoby, która nie wyznaje teorii ewolucji może doprowadzić nasz naród do ruiny — uważa genetyk Gilbert Omenn z Uniwersytetu w Michigan. W ten sposób odniósł się on do kandydatury Mike Huckabee’go, który jako jedyny z wiodących kandydatów na prezydenta przyznaje, że nie jest zwolennikiem teorii ewolucji (a przynajmniej pewnej jej interpretacji).- Logika, która prowadzi nas do przyjęcia ewolucji jako faktu jest taka sama, jak ta, która prowadzi […]
Wybór na prezydenta osoby, która nie wyznaje teorii ewolucji może doprowadzić nasz naród do ruiny — uważa genetyk Gilbert Omenn z Uniwersytetu w Michigan. W ten sposób odniósł się on do kandydatury Mike Huckabee’go, który jako jedyny z wiodących kandydatów na prezydenta przyznaje, że nie jest zwolennikiem teorii ewolucji (a przynajmniej pewnej jej interpretacji).
- Logika, która prowadzi nas do przyjęcia ewolucji jako faktu jest taka sama, jak ta, która prowadzi nas do uznania, że palenie jest hazardem uprawianym z własnym zdrowiem oraz to, że posiadanie przez nas poważnej polityki energetycznej jest istotne dla globalnego ocieplenia — grzmiał Omenn podczas spotkania będącego promocją jego własnej książki poświęconej zwalczaniu kreacjonizmu. — Obawiam się, że prezydent, który nie wierzy w argumenty za ewolucją może nie uwierzyć także w te pozostałe. A to jest droga prowadzące nasze państwo do ruiny — uzupełnił genetyk.
Słowa te wszyscy komentatorzy odnoszą do Mike’a Huckabee’go, który w majowej debacie przyznał, że jeset kreacjonistą. — Jeśli chcecie werzyć, że wy i wasze rodziny pochodzicie od małp, to ja to akceptuje. Ale ja sam wierzę w proces kreacji — podkreślał. Jednocześnie zastrzegł, że nie domaga się obowiązkowego wprowadzenia kreacjonizmu (jako uzupełnienia ewolucjonizmu) do szkół publicznych, ale nie chciałby, aby w szkołach istniała tylko jedna, obowiązkowa teoria, przy wykluczeniu wszystkich innych. — Nie powinniśmy indoktrynować dzieci w szkołach — powiedział.
Jednak dla ewolucjonistów nawet wzmiankowanie o kreacjonizmie jest już uważane za zbrodnie przeciwko nauce. — Nie uczymy w szkołach astrologii, jako alternatywnej formy astronomii. Nie możemy też uczyć kreacjonizmu jako formy alternatywnej dla ewolucjonizmu — uważa Francisco Ayala, biolog z Universuty of California. Jego zdaniem wybór na prezydenta zwolennika kreacjonizmu oznaczałby pogłębienie procesu odrzucania ewolucjonizmu w szkołach.
Jak wynika z ostatnich badań przyjęcie ograniczenia praw wyborczych tylko do zwolenników ewolucjonizmu doprowadziłoby do tego, że niemal połowa Amerykanów nie mogłaby zostać prezydentem. Teorię ewolucji wyznaje bowiem 53 procent Amerykanów, z czego większość nie uznaje jej wcale za sprzeczną z kreacjonizmem, uważając, że Autorem i Stwórcą procesu ewolucji pozostaje Bóg. Dwie trzecie wszystkich Amerykanów uważa się zaś za kreacjonistów.