Gorzki smak porażki
- 23 grudnia, 2006
- przeczytasz w 3 minuty
Skandal lustracyjny z abp. Stanisławem Wielgusem w roli głównej to skutek wcześniejszych decyzji hierarchii. Problem polega na tym, że wczoraj decyzje te uzyskały potwierdzenie ze strony Stolicy Apostolskiej. „Upadać jest rzeczą ludzką, ale szatańską jest trwać w błędzie” – mawiał kard. Stefan Wyszyński. I słów tych trudno nie odnieść do obecnej sytuacji. Niszczenie zwolenników lustracji, udawanie, że kolejne ujawniane dokumenty i raporty agentów w sutannach są całkowicie niewiarygodne a księża, których dotyczą […]
Skandal lustracyjny z abp. Stanisławem Wielgusem w roli głównej to skutek wcześniejszych decyzji hierarchii. Problem polega na tym, że wczoraj decyzje te uzyskały potwierdzenie ze strony Stolicy Apostolskiej.
„Upadać jest rzeczą ludzką, ale szatańską jest trwać w błędzie” – mawiał kard. Stefan Wyszyński. I słów tych trudno nie odnieść do obecnej sytuacji. Niszczenie zwolenników lustracji, udawanie, że kolejne ujawniane dokumenty i raporty agentów w sutannach są całkowicie niewiarygodne a księża, których dotyczą całkowicie niewinni – mogło wydawać skuteczną (choć niemoralną) metodą obrony dobrego imienia Kościoła jeszcze dwa lata temu. Jednak kolejne skandale lustracyjne wyraźnie pokazały, że zamiatanie spraw pod dywan i rzucanie gromów na dziennikarzy i historyków zajmujących się lustracją jest działaniem nie tylko przynoszącym ujmę wiarygodności moralnej hierarchii, ale także nieskutecznym. Badania i tak są bowiem prowadzone, a lepiej lub gorzej udokumentowane (w przypadku publikacji “Gazety Polskiej” raczej gorzej) teksty dziennikarskie powstają. I będą one powstawać także po oświadczeniu Stolicy Apostolskiej.
Co zatem ono zmieniło? Otóż od tego momentu najnaturalniejsza droga wyjaśnienia wątpliwości nie będzie już brana pod uwagę. Zamiast prosić IPN o natychmiastowe odtajnienie dokumentów i błyskawiczne ich przebadanie (tu standardy działań wyznaczyła redakcja „Więzi”) i opublikowanie ich wyników — hierarchowie będą już mogli z czystym sumieniem powoływać się na stanowisko Watykanu i papieża. Do powtarzanych jak mantra zapewnień o „wierze w osobistą uczciwość abp. Wielgusa” dołączą teraz wezwania do „szacunku dla Ojca Świętego”. A przecież nikt, kto ma pojęcie o teologii papiestwa nie może twierdzić, że papieskie decyzje w sprawach personalnych są nieomylne czy choćby nie podlegające krytyce.
Komunikat Stolicy Apostolskiej utrudni, jeśli nie uniemożliwi, konieczne dalsze działania lustracyjne. Trudno już sobie wyobrazić, by powstały sprawnie działające komisje, która zajęłaby się opublikowaniem (z odpowiednimi komentarzami) wszystkich akt dotyczących Kościoła. A już powołanie specjalnej komisji pojednawczej, która mogłaby pomagać rzeczywiście skruszonym TW w pojednaniu się z Kościołem trzeba włożyć między bajki. Nikt przecież nie będzie już twierdził, wbrew Ojcu Świętemu, że spotkania z oficerami dla uzyskania paszportu były czymś nagannym (a przecież do takich spotkań sam arcybiskup już się przyznał), a za obowiązującą zostanie uznana opinia wyrażona przez Radę Stałą Konferencji Episkopatu Polski, że „sam fakt rozmowy księdza z pracownikami komunistycznych służb bezpieczeństwa nie może świadczyć o niemoralnej współpracy, jako że niejednokrotnie miała ona charakter urzędowy, bądź też musiała być podjęta z racji naukowych czy duszpasterskich”…
Na krótką metę oznacza to tyle, że prawdopobnie nie poznamy prawdy o domniemanej współpracy lub jej braku abp. Wielgusa z SB; a sam arcybiskup nie będzie miał możliwości oczyszczenia się (pytanie, czy sam jej chce?). Zamiast nich otrzymamy nakaz wiary w czystość abp Wielgusa. Problem polega tylko na tym, że wiara dotyczy rzeczy niewidzialnych, a nie jak najbardziej empirycznego faktu współpracy (lub jej braku) z bezpieką.
Ale to nie wszystko. Nowy metropolita warszawski rozpocznie bowiem swoje urzędowanie w cieniu niewyjaśnionej (jeśli „Gazeta Polska” lub kto inny opublikuje dokumenty to już wyjaśnionej) współpracy z bezpieką. Trudno zaś sobie wyobrazić, by takie podejrzenia (czy być może w przyszłości już nie podejrzenia) nie miały wpływu na autorytet metropolity. Jakby tego było mało w bieżącą debatę historyczną wplątano Stolicę Apostolską (a może lepiej powiedzieć Kurii Rzymskiej, bo jakoś nie wierzę, by papież osobiście zapoznał się z publikacjami “Gazety Polskiej”). Czy biskupi naprawdę tego nie dostrzegają? Czy naprawdę są przekonani, że tak poważne zarzuty można przemilczeć? Czy nie mają świadomości, że w ten sposób podważają zaufanie do najbardziej szanowanej przez Polaków instytucji i w imię świętego spokoju dla agentów w sutannach rozmywają standardy, których Kościół od wieków nauczał?
Tekst ukazał się w dzisiejszym wydaniu dziennika “Fakt”.