Hillary za aborcją, Barack za związkami homoseksualnymi
- 23 stycznia, 2007
- przeczytasz w 3 minuty
W minionym tygodniu senator Hillary Rodham Clinton oficjalnie ogłosiła, iż w 2008 roku będzie ubiegać się o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia Partii Demokratycznej. Wcześniej uczynił to czarnoskóry senator Barack Obama, który podobnie, jak Hillary, będzie walczył o nominację Demokratów. Po przegranych o włos wyborach prezydenckich w 2004 r., Demokraci wyciągnęli wnioski i postanowili zwrócić się ku religijnemu elektoratowi, dotychczas domenie Republikanów. Sukces niedawnych wyborów do Kongresu uskrzydlił […]
W minionym tygodniu senator Hillary Rodham Clinton oficjalnie ogłosiła, iż w 2008 roku będzie ubiegać się o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia Partii Demokratycznej. Wcześniej uczynił to czarnoskóry senator Barack Obama, który podobnie, jak Hillary, będzie walczył o nominację Demokratów. Po przegranych o włos wyborach prezydenckich w 2004 r., Demokraci wyciągnęli wnioski i postanowili zwrócić się ku religijnemu elektoratowi, dotychczas domenie Republikanów. Sukces niedawnych wyborów do Kongresu uskrzydlił Demokratów, jednak zdaniem wielu obserwatorów, mogą oni roztrwonić dopiero co zdobyte zaufanie.
Przy okazji oficjalnego ogłoszenia swojej kandydatury na najwyższy urząd w państwie, sen. Hillary Clinton poinformowała, że jest za liberalizacją ustawy antyaborcyjnej. Opublikowane niedawno statystyki pokazują, że od 1973 roku w USA zamordowano 40 milionów nienarodzonych dzieci. Ochrona życia poczętego od zawsze była kością niezgody między Republikanami a Demokratami, można się więc spodziewać, że osłabieni po ostatnich wyborach Republikanie znów będą podkreślać postawę pro-life, tym bardziej, że Barack Obama podobnie jak pani Clinton, nie popiera rygorystycznej polityki antyaborcyjnej, ale za to opowiada się za większymi prawami dla homoseksualistów.
Hillary Clinton należy do Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego, a Barack Obama do liberalnego Zjednoczonego Kościoła Chrystusa, który wyrósł z tradycji ewangelicko — reformowanej (kongregacjonalizm) i unijnej.
Ostatnie deklaracje Clinton i Obamy doprowadzą do zaostrzenia stanowisk w obozie republikańskim. Jeszcze niedawno amerykańska prasa donosiła, że potencjalni kandydaci Partii Republikańskiej na sukcesję po George’u W. Bushu zerwali z konserwatywną ortodoksją – jak pisał ostatnio Los Angeles Times (LATimes). Teraz jednak wydaje się, że będą musieli zrewidować swój stosunek do kluczowych spraw i odzyskać część utraconego elektoratu identyfikowanego z ewangelikalnym fundamentalizmem.
W kolejce do nominacji Partii Republikańskiej stoi kilku wytrawnych polityków, którzy nie będą łatwymi przeciwnikami, nawet dla duetu Clinton-Obama.
Wśród najpoważniejszych kandydatów wymienia się senatora Johna McCain z Arizony, byłego gubernatora Massachusetts Mitta Romneya, senatora Sama Brownbacka z Kansas oraz legendarnego burmistrza Nowego Yorku, Rudolpha W. Giulianiego. Dotychczasowy wiceprezydent USA, Dick Cheney, oraz gubernator Jeb Bush, brat obecnego prezydenta, zapowiedzieli, że nie będą ubiegać się o nominację partii.
Walka między kandydatami będzie zacięta. Senator McCain, przeciwnik Busha z 2000 roku, nie tylko wspiera prezydenta w polityce irackiej, ale także pogodził się z konserwatystami religijnymi, których określał kiedyś agentami nietolerancji – informuje LATimes. Nieco mniejsze szanse ma Romney, który nie tylko zmieniał zdanie w tak drażliwych kwestiach jak aborcja czy homoseksualizm, ale również musi włożyć sporo wysiłków, aby przekonać chrześcijańską prawicę, że jest jednym z nich – Romney należy do Kościoła Jezusa Chrystusa Dni Ostatnich (mormoni), którego główne Kościoły nie chcą uznać za chrześcijański. Dość atrakcyjnym kandydatem jest Rudolph Giuliani, który utrzymuje poprawne stosunki z środowiskami religijnymi, ale jednocześnie daleki jest od niemodnego ostatnio fundamentalizmu.
:: Ekumenizm.pl: Bóg, partia, ojczyzna — religijna rewolucja demokratów