Społeczeństwo

Koniec chrześcijańskiej ery?


Źró­dła naszej reli­gij­nej prze­szło­ści już nie try­ska­ją. Chrze­­­ści­­ja­ń­sko-żydo­w­skie oraz antycz­ne dzie­dzic­two prze­ży­ło się w oświe­co­nym huma­ni­zmie współ­cze­sno­ści. To nie ma nic wspól­ne­go z nie­wdzięcz­no­ścią, ani też z bra­kiem sza­cun­ku. Naszym prze­zna­cze­niem jest zla­icy­zo­wa­na nowo­cze­sność. Żyje­my poza chrze­ści­jań­stwem… Taki­mi sło­wa­mi zdia­gno­zo­wał euro­pej­ską rze­czy­wi­stość na łamach Süd­deut­sche Zeitung (SZ) zna­ny nie­miec­ki filo­zof Her­bert Schnädel­bach. Mając na uwa­dze toczą­cy się kon­flikt wokół odwo­ła­nia do Boga i war­to­ści chrze­ści­jań­skich w powsta­ją­cej w cięż­kich […]


Źró­dła naszej reli­gij­nej prze­szło­ści już nie try­ska­ją. Chrze­ści­jań­sko-żydow­skie oraz antycz­ne dzie­dzic­two prze­ży­ło się w oświe­co­nym huma­ni­zmie współ­cze­sno­ści. To nie ma nic wspól­ne­go z nie­wdzięcz­no­ścią, ani też z bra­kiem sza­cun­ku. Naszym prze­zna­cze­niem jest zla­icy­zo­wa­na nowo­cze­sność. Żyje­my poza chrze­ści­jań­stwem…

Taki­mi sło­wa­mi zdia­gno­zo­wał euro­pej­ską rze­czy­wi­stość na łamach Süd­deut­sche Zeitung (SZ) zna­ny nie­miec­ki filo­zof Her­bert Schnädel­bach. Mając na uwa­dze toczą­cy się kon­flikt wokół odwo­ła­nia do Boga i war­to­ści chrze­ści­jań­skich w powsta­ją­cej w cięż­kich bólach kon­sty­tu­cji Unii Euro­pej­skiej SZ zain­au­gu­ro­wa­ła cykl dys­ku­syj­ny, w któ­rym wybit­ni huma­ni­ści z róż­nych per­spek­tyw oce­nia­ją kul­tu­ro­we uwa­run­ko­wa­nie współ­cze­snej Euro­py.

Jed­ni pod­kre­śla­ją ponad­cza­so­wość żydow­sko-chrze­ści­jań­skiej kul­tu­ry, któ­ra, mimo pro­ce­su seku­la­ry­za­cji, kształ­tu­je euro­pej­skie myśle­nie, a dru­dzy wska­zu­ją na naiw­ność upo­rczy­we­go trwa­nia przy wysłu­żo­nych i mało prze­ko­ny­wu­ją­cych argu­men­tów nadal licz­ne­go gro­na apo­lo­ge­tów chrze­ści­jań­stwa.

Przed­sta­wi­cie­le róż­nych Kościo­łów chrze­ści­jań­skich ape­lu­ją do przy­wód­ców państw euro­pej­skich o uwzględ­nie­nie Boga w kon­sty­tu­cji. Świat się jed­nak zmie­nił i głos Kościo­łów nie posia­da takie­go zna­cze­nia jak jesz­cze 50 lat temu, i to nawet gdy Boga dopo­mi­na się drżą­cym gło­sem papież Jan Paweł II. Czar i aura ota­cza­ją­ca papie­ża z Pol­ski to jed­no, a reflek­sja nad współ­cze­sno­ścią to dru­gie. Wie­dzą to szcze­gól­nie Pola­cy, gdy papież przy­jeż­dża do Pol­ski i gdy zno­wu ją opusz­cza. Głos podzie­lo­nych Kościo­łów jest zbyt sła­by dla czło­wie­ka zato­pio­ne­go w spo­łe­czeń­stwie nie­ustan­ne­go kar­na­wa­łu, prze­ry­wa­ne­go nekro­lo­ga­mi o rece­sji gospo­dar­czej lub śmier­ci pre­zy­den­ta Reaga­na. Spo­łe­czeń­stwo tonie widzi nawet naj­mniej­szej koniecz­no­ści, by zasta­no­wić się nad nie­zro­zu­mia­ły­mi dla nie­go pro­ble­ma­mi. Szko­da cen­ne­go cza­su! Kościo­ły wyćwi­czo­ne w pro­du­ko­wa­niu męczen­ni­ków nie mogą sobie jed­nak pora­dzić z para­li­żu­ją­cą siłą fali obo­jęt­no­ści i szo­ku­ją­cej nie­wie­dzy.

Schnädel­bach iro­ni­zu­je na samym począt­ku swo­je­go felie­to­nu, że rze­czy­wi­ście jeste­śmy poga­na­mi i dowo­dem na to jest choć­by sam fakt, że musi­my sobie przy­po­mi­nać o chrze­ści­jań­stwie. Jeste­śmy tak pogań­scy – uwa­ża Schnädel­bach – że nie wie­my nawet, że jeste­śmy poga­na­mi i dla­cze­go nimi jeste­śmy, a to dla­te­go, że zapo­mnie­li­śmy czym jest chrze­ści­jań­stwo i co ono w ogó­le ozna­cza. Stwier­dze­nie Schnädel­ba­cha wyda­je się tak prze­ra­ża­ją­co uni­wer­sal­ne, że moż­na je odnieść zarów­no do spo­łe­czeństw zeświec­czo­nych (Fran­cja, Szwe­cja), jak i tych, któ­re okre­śla­my jako reli­gij­ne (Hisz­pa­nia, Pol­ska).

Dla tych pierw­szych feno­men chrze­ści­jań­stwa jest zała­twio­nym raz na zawsze roz­dzia­łem męt­nej histo­rii, ewen­tu­al­nie este­tycz­nym prze­ży­ciem na Świę­to Śnie­gu i Pre­zen­tów (bo prze­cież nie Boże Naro­dze­nie!), tudzież hoj­ne­go zającz­ka i kolo­ro­wych jajek (bo prze­cież nie Zmar­twych­wsta­nia Pań­skie­go!), nato­miast dla dru­gich stał się powsze­dnim chle­bem, man­trą powta­rza­nych zaklęć, któ­re nie wywo­łu­ją już więk­szych emo­cji. Reli­gia sta­ła się tak wszech­obec­na, że sacrum sta­ło się pro­ble­ma­tycz­ne nawet wewnątrz kościel­nych murów.

Mimo prze­ide­ali­zo­wa­nych insce­ni­za­cji prze­szło­ści i lawi­no­wo wypo­wia­da­nych życzeń, i dekla­ra­cji chrze­ści­jań­stwo jest w zde­cy­do­wa­nej defen­sy­wie. Czy dzię­ki temu obu­dzi się zno­wu Kościół wal­czą­cy? Czy będzie miał on na tyle odwa­gi i deter­mi­na­cji, by pójść na dno i to bez jakiej­kol­wiek gwa­ran­cji, że na dole znaj­du­je się poboż­na tram­po­li­na, a w koń­cu smak trium­fu? Było­by miło, ale śmiem wąt­pić w cudow­ne roz­wa­ża­nia i to nie dla­te­go, że jestem zgorzk­nia­łym scep­ty­kiem, ale na nudę i brak wyobraź­ni w ser­wo­wa­nych kolej­no recep­tach na uzdro­wie­nie. Zwróć­my uwa­gę, że pacjent jest obłoż­nie cho­ry i na doda­tek nie chce się leczyć, ponie­waż nie widzi takiej potrze­by. Czy osią­gnę­li­śmy kolej­ny sto­pień w ewo­lu­cji świa­do­mo­ści spo­łecz­nej? Od poli­te­izmu przez mono­te­izm do ate­izmu, któ­ry w grun­cie rze­czy nie uwol­nił się od meta­fi­zy­ki reli­gij­ne­go unie­sie­nia z tą róż­ni­cą, że owo unie­sie­nie nie ma nic wspól­ne­go z jakim­kol­wiek bóstwem.

W tym mniej wię­cej kie­run­ku podą­ża rów­nież przy­kra ana­li­za Schnädel­ba­cha. Jego argu­men­ta­cja może wyda­wać się nie­co powierz­chow­na i efek­ciar­ska, ale czy ozna­cza to, że jest nie­słusz­na? Oddaj­my głos Schnädel­ba­cho­wi: proś­bę o codzien­ny chleb nie kie­ru­je­my do Ojca w nie­bie, lecz do pań­stwa opie­kuń­cze­go. Zamiast modlić się o desz­cze, rol­nik włą­cza wia­do­mo­ści i przy dłu­go­trwa­łej suszy zwra­ca się do Bruk­se­li o sub­wen­cje. Przy cho­ro­bach cuda są być może naszą ostat­nią nadzie­ją, ale woli­my jed­nak nie pole­gać na poboż­nych uzdro­wi­cie­lach, lecz na szkol­nej medy­cy­nie. Schnädel­bach opi­su­jąc współ­cze­sną sytu­ację, powo­łu­je się na Ludwi­ka Feu­er­ba­cha i mówi o prak­tycz­nym ate­izmie, któ­ry nie musi nawet wyklu­czać reli­gij­nych cele­bra­cji czy prze­siąk­nię­tych reli­gią spo­łecz­nych czyn­ni­ków inte­gra­cyj­nych. Na wszyst­ko prze­cież znaj­dzie się miej­sce. Waż­ne, żeby rachu­nek się zga­dzał i nie powsta­wa­ły dodat­ko­we kosz­ty.

Od dia­gno­zy prak­tycz­ne­go ate­izmu Schnädel­bach prze­cho­dzi do stop­nio­we­go demon­ta­żu „chrze­ści­jań­skiej kul­tu­ry”, któ­rą nazy­wa nie tyl­ko post-chrze­ści­jań­ską, ale też post-ate­istycz­ną. Jeśli chrze­ści­ja­nie mówią o histo­rii i dzie­dzic­twie kul­tu­ro­wym, to doko­nu­ją w spo­sób oczy­wi­sty histo­rycz­ne­go uję­cia (Histo­ri­sie­rung) chrze­ści­jań­stwa, co auto­ma­tycz­nie powo­du­je dystans (Distan­zie­rung). Oby­dwa czyn­ni­ki powo­du­ją, że chrze­ści­jań­stwo jawi się przed nami jako wyma­ga­ją­cy przy­po­mnie­nia feno­men, któ­ry uka­zu­je się nam niczym egzo­tycz­na zja­wa z przed­oświe­ce­nio­wych zaświa­tów, któ­rą chce­my za każ­dą cenę urze­czy­wist­nić. Schnädel­bach argu­men­tu­je jed­nak, że akt przy­po­mi­na­nia (Erin­ne­rung) nie jest kom­ple­men­tar­ny i zawie­ra wie­le luk; pro­ces przy­po­mi­na­nia jest jed­no­cze­śnie pro­ce­sem zapo­mi­na­nia, a selek­tyw­ny dobór uwa­run­ko­wa­ny jest świa­to­po­glą­do­wym tłem.

Schnädel­bach ana­li­zu­je korze­nie chrze­ści­jań­stwa spro­wa­dza­jąc je oczy­wi­ście do maria­żu juda­izmu z naucza­niem grec­kich filo­zo­fów oraz Paw­ła z Tar­su. Schnädel­bach zwra­ca uwa­gę, że chrze­ści­jań­stwo przy­własz­czy­ło sobie ideę miło­ści bliź­nie­go, wska­zu­jąc na filo­zo­fię sto­ików i ich ide­ał huma­ni­tas. Nie­miec­ki filo­zof nie stro­ni tak­że od wypo­mnie­nia chrze­ści­jań­stwu wybiór­cze­go podej­ścia do gło­szo­nych przez sie­bie tre­ści lub natręt­ne­go przy­wią­za­nia do lite­ry Pisma (tutaj poja­wia się cytat z Rz 13,1).

Pod­su­mo­wu­jąc swo­ją argu­men­ta­cję Schnädel­bach stwier­dza, że gdy przy­po­mi­na­my sobie o naszych korze­niach, to napo­ty­ka­my przy tym na ele­men­ty żydow­skie, chrze­ści­jań­skie i pogań­skie, i to w skom­pli­ko­wa­nej, histo­rycz­nie zmien­nej i boga­tej w kon­flik­ty mie­szan­ce. Powyż­sze ozna­cza, że mowa o korze­niach Euro­py pro­wa­dzi na błęd­ne dro­gi i zawie­ra ten­den­cyj­ne uprosz­cze­nie począt­ków naszej kul­tu­ry. Schnädel­bach posłu­gu­je się grą słów, któ­ra nie ist­nie­je w języ­ku pol­skim. Poję­cie począt­ku (Ursprung) zawie­ra w swo­im rdze­niu poję­cie sko­ku (Sprung), zatem począ­tek jest zawsze czymś, co z nie­go uprzed­nio wysko­czy­ło (entsp
run­gen ist
). Tym co było pier­wot­ne, któ­ry tema­ty­zu­je reto­rycz­ny arse­nał argu­men­ta­cyj­ny opar­ty na pocho­dze­niu i począt­kach rze­czy, jest dziś jed­nak mało kto zain­te­re­so­wa­ny.

Czy rze­czy­wi­ście żyje­my w erze post­chrze­ści­jań­skiej, a nawet posta­te­istycz­nej? Czy kolek­tyw­na obo­jęt­ność będzie śmier­tel­nym cio­sem dla chrze­ści­jań­stwa, mio­ta­ją­ce­go się mię­dzy agre­syw­nym inte­gry­zmem a bez­kształt­nym kon­for­mi­zmem? Zda­nia na ten temat są podzie­lo­ne. Moż­na jedy­nie spe­ku­lo­wać czy prze­wa­gę uzy­ska­ją opi­nie skraj­ne czy może idee wywa­żo­ne­go środ­ka i to zarów­no w filo­zo­fii oraz teo­lo­gii. Kry­zys nie jest dla Kościo­łów niczym nowym. Pro­blem pole­ga jed­nak na tym, że wro­giem nie jest here­zja, ale nie­wi­dzial­na i rela­ty­wi­zu­ją­ca wszyst­ko obo­jęt­ność.

Dariusz P. Bruncz

Arty­kuł prof. Her­ber­ta Schnädel­ba­cha uka­zał się w Süd­deut­sche Zeitung Nr. 133 z 12./13. czerw­ca 2004 roku, Str. 14.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.