Koniec chrześcijańskiej ery?
- 15 czerwca, 2004
- przeczytasz w 6 minut
Źródła naszej religijnej przeszłości już nie tryskają. Chrześcijańsko-żydowskie oraz antyczne dziedzictwo przeżyło się w oświeconym humanizmie współczesności. To nie ma nic wspólnego z niewdzięcznością, ani też z brakiem szacunku. Naszym przeznaczeniem jest zlaicyzowana nowoczesność. Żyjemy poza chrześcijaństwem… Takimi słowami zdiagnozował europejską rzeczywistość na łamach Süddeutsche Zeitung (SZ) znany niemiecki filozof Herbert Schnädelbach. Mając na uwadze toczący się konflikt wokół odwołania do Boga i wartości chrześcijańskich w powstającej w ciężkich […]
Źródła naszej religijnej przeszłości już nie tryskają. Chrześcijańsko-żydowskie oraz antyczne dziedzictwo przeżyło się w oświeconym humanizmie współczesności. To nie ma nic wspólnego z niewdzięcznością, ani też z brakiem szacunku. Naszym przeznaczeniem jest zlaicyzowana nowoczesność. Żyjemy poza chrześcijaństwem…
Takimi słowami zdiagnozował europejską rzeczywistość na łamach Süddeutsche Zeitung (SZ) znany niemiecki filozof Herbert Schnädelbach. Mając na uwadze toczący się konflikt wokół odwołania do Boga i wartości chrześcijańskich w powstającej w ciężkich bólach konstytucji Unii Europejskiej SZ zainaugurowała cykl dyskusyjny, w którym wybitni humaniści z różnych perspektyw oceniają kulturowe uwarunkowanie współczesnej Europy.
Jedni podkreślają ponadczasowość żydowsko-chrześcijańskiej kultury, która, mimo procesu sekularyzacji, kształtuje europejskie myślenie, a drudzy wskazują na naiwność uporczywego trwania przy wysłużonych i mało przekonywujących argumentów nadal licznego grona apologetów chrześcijaństwa.
Przedstawiciele różnych Kościołów chrześcijańskich apelują do przywódców państw europejskich o uwzględnienie Boga w konstytucji. Świat się jednak zmienił i głos Kościołów nie posiada takiego znaczenia jak jeszcze 50 lat temu, i to nawet gdy Boga dopomina się drżącym głosem papież Jan Paweł II. Czar i aura otaczająca papieża z Polski to jedno, a refleksja nad współczesnością to drugie. Wiedzą to szczególnie Polacy, gdy papież przyjeżdża do Polski i gdy znowu ją opuszcza. Głos podzielonych Kościołów jest zbyt słaby dla człowieka zatopionego w społeczeństwie nieustannego karnawału, przerywanego nekrologami o recesji gospodarczej lub śmierci prezydenta Reagana. Społeczeństwo tonie widzi nawet najmniejszej konieczności, by zastanowić się nad niezrozumiałymi dla niego problemami. Szkoda cennego czasu! Kościoły wyćwiczone w produkowaniu męczenników nie mogą sobie jednak poradzić z paraliżującą siłą fali obojętności i szokującej niewiedzy.
Schnädelbach ironizuje na samym początku swojego felietonu, że rzeczywiście jesteśmy poganami i dowodem na to jest choćby sam fakt, że musimy sobie przypominać o chrześcijaństwie. Jesteśmy tak pogańscy – uważa Schnädelbach – że nie wiemy nawet, że jesteśmy poganami i dlaczego nimi jesteśmy, a to dlatego, że zapomnieliśmy czym jest chrześcijaństwo i co ono w ogóle oznacza. Stwierdzenie Schnädelbacha wydaje się tak przerażająco uniwersalne, że można je odnieść zarówno do społeczeństw zeświecczonych (Francja, Szwecja), jak i tych, które określamy jako religijne (Hiszpania, Polska).
Dla tych pierwszych fenomen chrześcijaństwa jest załatwionym raz na zawsze rozdziałem mętnej historii, ewentualnie estetycznym przeżyciem na Święto Śniegu i Prezentów (bo przecież nie Boże Narodzenie!), tudzież hojnego zajączka i kolorowych jajek (bo przecież nie Zmartwychwstania Pańskiego!), natomiast dla drugich stał się powszednim chlebem, mantrą powtarzanych zaklęć, które nie wywołują już większych emocji. Religia stała się tak wszechobecna, że sacrum stało się problematyczne nawet wewnątrz kościelnych murów.
Mimo przeidealizowanych inscenizacji przeszłości i lawinowo wypowiadanych życzeń, i deklaracji chrześcijaństwo jest w zdecydowanej defensywie. Czy dzięki temu obudzi się znowu Kościół walczący? Czy będzie miał on na tyle odwagi i determinacji, by pójść na dno i to bez jakiejkolwiek gwarancji, że na dole znajduje się pobożna trampolina, a w końcu smak triumfu? Byłoby miło, ale śmiem wątpić w cudowne rozważania i to nie dlatego, że jestem zgorzkniałym sceptykiem, ale na nudę i brak wyobraźni w serwowanych kolejno receptach na uzdrowienie. Zwróćmy uwagę, że pacjent jest obłożnie chory i na dodatek nie chce się leczyć, ponieważ nie widzi takiej potrzeby. Czy osiągnęliśmy kolejny stopień w ewolucji świadomości społecznej? Od politeizmu przez monoteizm do ateizmu, który w gruncie rzeczy nie uwolnił się od metafizyki religijnego uniesienia z tą różnicą, że owo uniesienie nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek bóstwem.
W tym mniej więcej kierunku podąża również przykra analiza Schnädelbacha. Jego argumentacja może wydawać się nieco powierzchowna i efekciarska, ale czy oznacza to, że jest niesłuszna? Oddajmy głos Schnädelbachowi: prośbę o codzienny chleb nie kierujemy do Ojca w niebie, lecz do państwa opiekuńczego. Zamiast modlić się o deszcze, rolnik włącza wiadomości i przy długotrwałej suszy zwraca się do Brukseli o subwencje. Przy chorobach cuda są być może naszą ostatnią nadzieją, ale wolimy jednak nie polegać na pobożnych uzdrowicielach, lecz na szkolnej medycynie. Schnädelbach opisując współczesną sytuację, powołuje się na Ludwika Feuerbacha i mówi o praktycznym ateizmie, który nie musi nawet wykluczać religijnych celebracji czy przesiąkniętych religią społecznych czynników integracyjnych. Na wszystko przecież znajdzie się miejsce. Ważne, żeby rachunek się zgadzał i nie powstawały dodatkowe koszty.
Od diagnozy praktycznego ateizmu Schnädelbach przechodzi do stopniowego demontażu „chrześcijańskiej kultury”, którą nazywa nie tylko post-chrześcijańską, ale też post-ateistyczną. Jeśli chrześcijanie mówią o historii i dziedzictwie kulturowym, to dokonują w sposób oczywisty historycznego ujęcia (Historisierung) chrześcijaństwa, co automatycznie powoduje dystans (Distanzierung). Obydwa czynniki powodują, że chrześcijaństwo jawi się przed nami jako wymagający przypomnienia fenomen, który ukazuje się nam niczym egzotyczna zjawa z przedoświeceniowych zaświatów, którą chcemy za każdą cenę urzeczywistnić. Schnädelbach argumentuje jednak, że akt przypominania (Erinnerung) nie jest komplementarny i zawiera wiele luk; proces przypominania jest jednocześnie procesem zapominania, a selektywny dobór uwarunkowany jest światopoglądowym tłem.
Schnädelbach analizuje korzenie chrześcijaństwa sprowadzając je oczywiście do mariażu judaizmu z nauczaniem greckich filozofów oraz Pawła z Tarsu. Schnädelbach zwraca uwagę, że chrześcijaństwo przywłaszczyło sobie ideę miłości bliźniego, wskazując na filozofię stoików i ich ideał humanitas. Niemiecki filozof nie stroni także od wypomnienia chrześcijaństwu wybiórczego podejścia do głoszonych przez siebie treści lub natrętnego przywiązania do litery Pisma (tutaj pojawia się cytat z Rz 13,1).
Podsumowując swoją argumentację Schnädelbach stwierdza, że gdy przypominamy sobie o naszych korzeniach, to napotykamy przy tym na elementy żydowskie, chrześcijańskie i pogańskie, i to w skomplikowanej, historycznie zmiennej i bogatej w konflikty mieszance. Powyższe oznacza, że mowa o korzeniach Europy prowadzi na błędne drogi i zawiera tendencyjne uproszczenie początków naszej kultury. Schnädelbach posługuje się grą słów, która nie istnieje w języku polskim. Pojęcie początku (Ursprung) zawiera w swoim rdzeniu pojęcie skoku (Sprung), zatem początek jest zawsze czymś, co z niego uprzednio wyskoczyło (entsp
rungen ist). Tym co było pierwotne, który tematyzuje retoryczny arsenał argumentacyjny oparty na pochodzeniu i początkach rzeczy, jest dziś jednak mało kto zainteresowany.
Czy rzeczywiście żyjemy w erze postchrześcijańskiej, a nawet postateistycznej? Czy kolektywna obojętność będzie śmiertelnym ciosem dla chrześcijaństwa, miotającego się między agresywnym integryzmem a bezkształtnym konformizmem? Zdania na ten temat są podzielone. Można jedynie spekulować czy przewagę uzyskają opinie skrajne czy może idee wyważonego środka i to zarówno w filozofii oraz teologii. Kryzys nie jest dla Kościołów niczym nowym. Problem polega jednak na tym, że wrogiem nie jest herezja, ale niewidzialna i relatywizująca wszystko obojętność.
Dariusz P. Bruncz
Artykuł prof. Herberta Schnädelbacha ukazał się w Süddeutsche Zeitung Nr. 133 z 12./13. czerwca 2004 roku, Str. 14.