Krajobraz po bitwie
- 8 stycznia, 2007
- przeczytasz w 3 minuty
Była bitwa, była szybka akcja, nieprzewidziane manewry, decyzje brzemienne w skutkach, była w końcu decydująca riposta, która doprowadziła do dramatycznego finału. Kto wygrał? Kto poniósł klęskę? Odpowiedzi na te proste z pozoru pytania wcale nie są łatwe. Zacznijmy od głównego bohatera tego dramatu – arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Najpierw broni się zacięcie i okopuje na szańcach kościelnego autorytetu. Potężnego wsparcia udziela mu Watykan. Później, przyparty do muru, ustępuje o krok, […]
Była bitwa, była szybka akcja, nieprzewidziane manewry, decyzje brzemienne w skutkach, była w końcu decydująca riposta, która doprowadziła do dramatycznego finału. Kto wygrał? Kto poniósł klęskę? Odpowiedzi na te proste z pozoru pytania wcale nie są łatwe.
Zacznijmy od głównego bohatera tego dramatu – arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Najpierw broni się zacięcie i okopuje na szańcach kościelnego autorytetu. Potężnego wsparcia udziela mu Watykan. Później, przyparty do muru, ustępuje o krok, ale wciąż idzie w zaparte. I w ciszy pałacowej twierdzy przejmuje władzę nad arcybiskupstwem warszawskim. Zaraz potem abp Wielgus niespodziewanie wydaje komunikat, w którym przyznaje się do winy. Ale z władzy nie rezygnuje.
I tu następuje decydująca sobota – pomiędzy piątkiem przejęcia władzy i przyznania się do winy, a niedzielą podania się do dymisji. Jak do tego doszło? Oficjalnie – abp Stanisław Wielgus złożył dobrowolną dymisję na ręce papieża Benedykta XVI, a ten ją przyjął.
Sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. Owa sobota miała zadecydować o tym, kto wyjdzie zwycięsko z tej bitwy. Nie wiemy dokładnie kto z kim rozmawiał ani jakich argumentów używał. Możemy jednak pokusić się o kilka wielce prawdopodobnych stwierdzeń.
Po pierwsze w tym czasie do Benedykta XVI docierają wyniki prac komisji historycznej Episkopatu Polski. Po drugie w konflikt podobno dyskretnie lecz bardzo aktywnie angażuje się Pałac Prezydencki. Po trzecie wychodzi na jaw, że przed papieżem najprawdopodobniej zatajono fakt, iż współpraca abp. Wielgusa z tajnymi służbami PRL nie jest kwestią pogłosek i oszczerstw prasowych, ale sprawą udokumentowaną przez akta zgromadzone w IPN. Dodatkowo Watykan uświadamia sobie, że w specyficznych polskich warunkach samo podpisanie zgody na współpracę jest moralnie kontrowersyjne i rzuca cień na wizerunek warszawskiego arcybiskupa.
Decyzję podjął zapewne sam Benedykt XVI. Abp Wielgus musiał złożyć rezygnację, bo narażał się na kompromitujące odwołanie z urzędu. Sprawa została zakończona.
Powróćmy do pytań postawionych na początku tego tekstu. Kto wygrał? Kto poniósł klęskę? Po stronie przegranych niewątpliwie trzeba umieścić abp. Wielgusa. Gdyby nawet przymknąć oko na jego gotowość do współpracy ze służbami specjalnymi, gdyby założyć, że rzeczywiście nikomu nie zaszkodził, to i tak fakt „mijania się z prawdą”, jak to sam ujął w swoim oświadczeniu, fakt zaprzeczania jakimkolwiek związkom ze służbami dyskwalifikuje go i pozbawia autorytetu niezbędnego do sprawowania funkcji arcybiskupa warszawskiego Kościoła.
Poważne szkody odniósł w tym starciu Kościół. A szczególnie hierarchia oraz Watykan i niestety sam papież. Ten poparł przecież nominację swoim autorytetem i zaświadczył powagą Stolicy Piotrowej. Największą kompromitacją jest kanał komunikacyjny na linii: Episkopat Polski – nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk – Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej – Kongregacja ds. Biskupów – Benedykt XVI. Papież zapewne wyciągnie z tego konsekwencjei ktoś z tego kręgu zapłaci głową za zaistniałą sytuację.
Kto zatem wygrał tę batalię? Bez wątpienia Kościół, ale nie mam tu na myśli jego hierarchii lecz laikat. Jeden ze znanych watykanistów powiedział, że na papieżu ogromne wrażenie wywarły sondaże społeczne przeprowadzone w Polsce i jednoznacznie świadczące o tym, że Polacy nie chcą abp. Wielgusa na urzędzie warszawskiego metropolity. Można by powiedzieć, że vox populi – vox Dei, głos ludu za sprawą Benedykta XVI stał się ostatecznie słowem Boga, które zakończyło ten tragiczny spektakl.
Są też tacy, którzy twierdzą, że w ostatecznym rozrachunku wygrał na tej sprawie również … abp Wielgus. Przecież przez dziesięciolecia żył w przeświadczeniu, że jego kontakty z tajnymi służbami PRL nie były niczym nagannym. Co w świetle przyjętego przez polskich biskupów w Częstochowie memoriału okazało się nieprawdą. Ten dokument jasno mówi, że sama gotowość do współpracy i podpisanie zobowiązania było paktowaniem z diabłem i trzeba traktować jako grzech. Zatem może cała ta dramatyczna historia przyczyni się do oczyszczenia sumienia arcybiskupa i okaże się w efekcie jego zwycięstwem nad zakłamaniem?