Ksiądz wspiera euro
- 17 września, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego” został członkiem Rady Programowej Kampanii Pro Euro, której celem jest promowanie wprowadzenia w Polsce nowej waluty. Organizatorzy akcji chcą m.in. prowadzić lobbing na rzecz przyspieszenia wejścia Polski do strefy euro, planują także działania edukacyjne i informacyjne. Komentarz Nie mam nic do ks. Adama Bonieckiego, ani do samej akcji. Nie znam się na ekonomii i nie zamierzam wypowiadać się na temat tego, czy euro to dobre […]
Ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego” został członkiem Rady Programowej Kampanii Pro Euro, której celem jest promowanie wprowadzenia w Polsce nowej waluty.
Organizatorzy akcji chcą m.in. prowadzić lobbing na rzecz przyspieszenia wejścia Polski do strefy euro, planują także działania edukacyjne i informacyjne.
Komentarz
Nie mam nic do ks. Adama Bonieckiego, ani do samej akcji. Nie znam się na ekonomii i nie zamierzam wypowiadać się na temat tego, czy euro to dobre rozwiązanie dla Polski czy nie. Brakuje mi w tej kwestii wiedzy. Ale mam niejasne poczucie, że podobnie jak mi wiedzy na te tematy brakuje również ks. Adamowi Bonieckiemu. Ten zasłużony dla Kościoła duchowny nie dał się bowiem poznać jako szczególny ekspert w dziedzinie polityki finansowej czy ekonomii. O jego publikacjach w dziedzinie polityki monetarnej nie słyszeli najwięksi eksperci w tej dziedzinie.
Jeśli zatem powołano go do Rady Programowej to nie po to, by wspierał ją swą wiedzą i poszerzał wiedzę Polaków na te tematy, ale po to, by sprawić wrażenie, że wprowadzenie euro w Polsce spiera swoim autorytetem także Kościół, a przynajmniej jego światła część. Problem polega tylko na tym, że nie jest to prawda. Księża mogą oczywiście mieć w tej kwestii swoje zdanie, mogą się nim nawet dzielić z innymi (pytanie tylko po co?), ale nie powinni już sprawiać wrażenia, że popieranie (lub nie popieranie) wprowadzenia euro jest postawą jedynie katolicką.
Kościół bowiem jako taki nie ma i mieć nie powinien opinii w kwestii wprowadzenia euro, tak jak nie ma jej w sprawie choćby wyższości podatku liniowego nad progresywnym. W tej sprawie każdy katolik ma prawo do własnej opinii i do jej wyrażania. Równie uprawnione jest zatem przekonanie, że euro jest zbędne i szkodliwe, jak opinia, że jest wręcz przeciwnie. Każdy w tej sprawie ma prawo do własnego zdania, i nie należy włączać autorytetu Kościoła w przekonywanie ludzi, że jest inaczej.