Lęk przed prawdą
- 18 października, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
Polityczna retoryka spod znaku “ubekistanu”, “łże-elit” i “wykształciuchów” udzieliła się tym razem prymasowi Polski, który nazwał ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego nadUB-owcem. Oryginalne to określenie jak na dostojnego i zacnego hierarchę, który wypowiada się o innym duchownym, brutalnie doświadczonego przez bezpiekę. Czy to tylko wypadek przy pracy, nadużycie semantyczne wywołane roztargnieniem, zdenerwowaniem tudzież językowym niechlujstwem? A może jeszcze coś? Bez względu na to, jak ocenia się postępowanie ks. Zaleskiego, to i tak zaniepokojenie […]
Polityczna retoryka spod znaku “ubekistanu”, “łże-elit” i “wykształciuchów” udzieliła się tym razem prymasowi Polski, który nazwał ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego nadUB-owcem. Oryginalne to określenie jak na dostojnego i zacnego hierarchę, który wypowiada się o innym duchownym, brutalnie doświadczonego przez bezpiekę. Czy to tylko wypadek przy pracy, nadużycie semantyczne wywołane roztargnieniem, zdenerwowaniem tudzież językowym niechlujstwem? A może jeszcze coś? Bez względu na to, jak ocenia się postępowanie ks. Zaleskiego, to i tak zaniepokojenie ostatnimi wydarzeniami jest mocno uzasadnione.
Zdyscyplinowanie dwóch jezuitów oraz dekret metropolity krakowskiego, nakazujący milczenie ks. Zaleskiemu, wpisują się w przykrą serię wydarzeń, które nawet wśród osób zdystansowanych wobec całej afery lustracyjnej w Kościele, wywołują uzasadnione podejrzenie, że KTOŚ, COŚ próbuje ukryć, a powoływane komisje i deklarowana chęć rozwiązania problemu są po prostu mało wiarygodne.
Przykro to stwierdzić, ale w kościelnej nomenklaturze dominuje pobożnościowy słowotok, który można sprowadzić do jednej frazy “z pokorą pochylmy się nad tym problemem”. Owo pochylenie oznacza tyle, co “Nie róbmy nic — jakoś to będzie”, a w najlepszy wypadku “zastanawiajmy się tak długo, jak to tylko możliwe”. Włoski strajk w dochodzeniu do prawdy? Taka sama metoda preferowana jest w przypadku lustracji i podobbna była forsowana, gdy w USA wybuchł skandal związany z molestowaniem nieletnich przez duchownych (w tym biskupów). W Polsce arcypopisem pochylania się nad problemem była sprawa abp. Juliusza Paetza, do dziś nie załatwiona.
Najwyrazniej wielu polsckich duchownych (bez względu na wyznanie) aż tak bardzo żyje traumą PRL‑u, że jakakolwiek rysa na eklezjalnym krajobrazie musi być natychmiast i pod sutanną zwierzchników zaklejana tandetnym plastrem. Czy ta metoda jest naprawdę lepsza niż uczciwe, rzetelne wyjaśnienie WSZYSTKIEGO i wyciągnięcie konsekwencji wobec tych, którzy są odpowiedzialni za popełnione czyny? Wroga w postaci PRL-owskiego aparatu władzyjuż nie ma. Czego lub kogo boją się zatem dostojnicy kościelni? Pewnie ludzi i tego co sobie pomyślą. A może prawdy?
Dariusz Bruncz
:: Ekumenizm.pl: Zniszczyć przeciwników lustracji