Lewicujący protestanci
- 12 października, 2004
- przeczytasz w 2 minuty
Kościoły protestanckie głównego nurtu w Stanach Zjednoczonych zmieniają się dynamicznie. I nie chodzi tylko o stopniowe liberalizowanie doktryny w kwestiach etycznych, ale także o skłanianie się do coraz bardziej lewicowych poglądów społecznych i politycznych, szczególnie w kwestii znaczenie Ameryki oraz oceny Izraela. Przykłady można mnożyć: ostra polityczna krytyka prezydentury Busha jest niezwykle często obecna w wypowiedziach zwierzchników Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Ameryki, Kościoła Episkopalnego Stanów Zjednoczonych czy Kościoła Prezbiteriańskiego. Ten […]
Kościoły protestanckie głównego nurtu w Stanach Zjednoczonych zmieniają się dynamicznie. I nie chodzi tylko o stopniowe liberalizowanie doktryny w kwestiach etycznych, ale także o skłanianie się do coraz bardziej lewicowych poglądów społecznych i politycznych, szczególnie w kwestii znaczenie Ameryki oraz oceny Izraela.
Przykłady można mnożyć: ostra polityczna krytyka prezydentury Busha jest niezwykle często obecna w wypowiedziach zwierzchników Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Ameryki, Kościoła Episkopalnego Stanów Zjednoczonych czy Kościoła Prezbiteriańskiego. Ten ostatni zaczął, o czym informowaliśmy, wzywać swoich wyznawców do wycofania się z inwestycji z Izraela, sugerując, że wspomagając Izrael — przyczynia się do cierpień Palestyńczyków.
Ciekawe, że prezbiterianie nie wezwali do wycofania się swoich wyznawców z Arabii Saudyskiej, Chin, Korei Północnej czy Iranu, w których prawa ludzkie są łamane zdecydowanie częściej niż w broniącym się przed palestyńskimi terrorystami Izraelu. Czyżby lewicowo-społeczna wrażliwość prezbiterian nie pozwalała im dostrzeć cierpień w krajach innych niż Izrael? A może to pozostałości starych chrześcijańskich antysemickich uprzedzeń?
Obserwując wypowiedzi wyznań protestanckich głównego nurtu można zauważyć, że ich krytyka dotyczy głównie samych Stanów Zjednoczonych (32 procent wypowiedzi odnoszących się do łamanie praw człowieka odnosi się właśnie do tego kraju) oraz Izraela (37 procent), tylko 19 procent wypowiedzi dotyczyło krajów, które programowo łamią wolność religijną.
Jeszcze bardziej tragiczne wnioski przynosi prześledzenie treści wystąpień hierarchów wspólnot protestanckich. Wyłania się z nich obraz Stanów Zjednoczonych jako głównej przyczyna zła na świecie, i Izraela jako niebezpiecznego kolonialnego przeszczepu w zdrowej tkance Bliskiego Wschodu.
Taka postawa Kościołów i wspólnot protestanckich wynika oczywiście z tego, że chcą one być moralnym głosem sprzeciwu wobec imperialnych zakusów Zachodu. Jednak w ten sposób mogą się stać tylko przykładem jak w imię szlachetnych celów zdradza się prawdę i wyrzeka chrześcijańskiego posłannictwa.
Szkoda też, że wspólnoty te niczego się nie nauczyły. Ostatnio Konrad Raiser usprawiedliwiał fakt, że Światowa Rada Kościołów nie tylko nie popierała ruchów wolnościowych, np. Solidarności w latach 80-tych w krajach dawnego bloku sowieckiego, ale wręcz krytykowała je. Czy za 50 lat kolejni hierarchowie protestanccy będą musieli tłumaczyć się z poparcia jakiego udzielali muzułmańskim terrorystom czy dyktatorom niszczącym swoje narody? Wiele wskazuje na to, że tak.