Społeczeństwo

Misjonarka prosi nas o modlitwę


Lud Maxa­ka­li żyje w pół­­no­c­no-zacho­d­niej czę­ści Sta­nu Minas Gera­is, w Bra­zy­lii, w dwóch wio­skach liczą­cych razem oko­ło tysią­ca osób. Mówią swo­im języ­kiem, zacho­wu­ją swo­ją kul­tu­rę i reli­gij­ność. W latach 1959–1981 żyło wśród nich mał­żeń­stwo pół­­no­c­no-ame­­ry­­ka­ń­skich misjo­­na­­rzy-języ­­ko­­zna­w­ców, Harold i Fran­ces Popo­vich. W tym cza­sie prze­ana­li­zo­wa­li i spi­sa­li oni język Indian Maxa­ka­li, prze­tłu­ma­czy­li dla nich cały Nowy Testa­ment i słu­ży­li im swo­ją zna­jo­mo­ścią medy­cy­ny. W 1982 r. przy­by­ły do wio­sek […]


Lud Maxa­ka­li żyje w pół­noc­no-zachod­niej czę­ści Sta­nu Minas Gera­is, w Bra­zy­lii, w dwóch wio­skach liczą­cych razem oko­ło tysią­ca osób. Mówią swo­im języ­kiem, zacho­wu­ją swo­ją kul­tu­rę i reli­gij­ność. W latach 1959–1981 żyło wśród nich mał­żeń­stwo pół­noc­no-ame­ry­kań­skich misjo­na­rzy-języ­ko­znaw­ców, Harold i Fran­ces Popo­vich. W tym cza­sie prze­ana­li­zo­wa­li i spi­sa­li oni język Indian Maxa­ka­li, prze­tłu­ma­czy­li dla nich cały Nowy Testa­ment i słu­ży­li im swo­ją zna­jo­mo­ścią medy­cy­ny.

W 1982 r. przy­by­ły do wio­sek dwa mał­żeń­stwa misjo­na­rzy bra­zy­lij­skich z Misji Nowe Ple­mio­na Bra­zy­lii (Mis­são Novas Tri­bos do Bra­sil). W 1999 r. przy­łą­czy­ła się do nich pie­lę­gniar­ka i misjo­nar­ka z Misji Ema­nu­el (Mis­são Ema­nu­el), Mar­le­ne Souza, któ­ra wyko­nu­je pięk­ną pra­cę doty­czą­cą opie­ki zdro­wot­nej i ewan­ge­li­za­cji. W 2002 r. dołą­czy­ło do nich kolej­ne mał­żeń­stwo, tym razem z Misji Nowe Hory­zon­ty (Mis­são Novas Hori­zon­tes).

Pomi­mo tych wszyst­kich misyj­nych wysił­ków Maxa­ka­li do dzi­siaj są tzw. „ludem nie osią­gnię­tym”. Nie ma wśród nich nawet jed­nej oso­by nawró­co­nej na chrze­ści­jań­stwo. Tym­cza­sem sytu­acja ostat­nio sta­ła się bar­dzo trud­na, co wyni­ka z frag­men­tu listu misjo­nar­ki Mar­le­ne Souza, któ­ry poni­żej prze­tłu­ma­czy­łem z języ­ka por­tu­gal­skie­go:

„Ten 2004 r. jest dla mnie, bez wąt­pie­nia, jed­nym z naj­trud­niej­szych. Od same­go jego począt­ku nastę­pu­ją cią­gle nowe zmia­ny, nagłe nie­spo­dzian­ki. W stycz­niu, po skoń­cze­niu mojej współ­pra­cy z Trze­cim Kościo­łem Pre­zbi­te­riań­skim w Belo Hori­zon­te, zosta­łam zakon­trak­to­wa­na przez Misję Caiuá, ze Sta­nu Mato Gros­so do Sul. Misia Caiuá posia­da utwo­rzo­ną poza­rzą­do­wą orga­ni­za­cję, któ­ra pra­cu­je dla FUNASA (Fun­da­ção Nacio­nal de Saúde – Naro­do­wa Fun­da­cja Zdro­wia) wśród Indian Maxa­ka­li.

W tym roku mie­li­śmy wie­le przy­pad­ków śmier­ci, wię­cej niż w poprzed­nich latach. W maju doszło do czte­rech zabójstw i odtąd wybu­chło wie­le innych kon­flik­tów spo­wo­do­wa­nych pra­gnie­niem zemsty ze stro­ny rodzin tych, któ­rych zabi­to. Przed trzy­dzie­sto­ma dnia­mi trzech Indian usi­ło­wa­ło zabić leka­rza i kie­row­cę z naszej służ­by zdro­wia. Nie zdo­ław­szy ich zabić spa­li­li ich samo­chód, któ­ry spadł z nasy­pu. Samo­chód był mar­ki „Ran­ger”, nowiu­teń­ki, któ­ry wła­śnie nam przy­sła­no, aby słu­żył nam do trans­por­to­wa­nia cho­rych i odwie­dza­nia wio­sek.

W tym tygo­dniu dwóch Indian napa­dło na nasze biu­ro krad­nąc klu­czy­ki od samo­cho­du, któ­ry słu­ży do trans­por­to­wa­nia eki­py służ­by zdro­wia do indiań­skich wio­sek. Jeź­dzi­li nim przez pół­to­ra dnia nie chcąc go nam zwró­cić.

Dzi­siaj w nocy doszło w rezer­wa­cie do wal­ki, z powo­du któ­rej wie­le osób zosta­ło ran­nych. Jeden z Indian stra­cił u ręki trzy pal­ce, dru­gi ma otwar­tą kość na czo­le, a jesz­cze inny zna­lazł się w szpi­ta­lu. Wyglą­da to jak jakiś film-hor­ror! Praw­dzi­wy bang bang!

Zda­je się, że czym bar­dziej się modli­my za ten lud, to tym wię­cej jest przy­pad­ków tych hor­ro­rów! Dla nas są to dni wal­ki i wiel­kiej nie­pew­no­ści. Cała eki­pa jest dosyć znie­chę­co­na, a nie­któ­rzy są prze­ra­że­ni z powo­du prze­ży­te­go hor­ro­ru, kie­dy to znaj­do­wa­li się uwię­zie­ni wewnątrz samo­cho­du, a India­nie sta­ra­li się spa­lić ich żyw­cem.

Bóg jest wier­ny i ochro­nił nasze życie pośród całe­go tego znisz­cze­nia. W lip­cu otrzy­ma­li­śmy wiel­kie bło­go­sła­wień­stwo, odwie­dzi­ny pasto­ra Rome­ra i gru­py semi­na­rzy­stów. To był bar­dzo dobry czas. Bar­dzo potrze­bo­wa­łam ich towa­rzy­stwa i przy­ja­zne­go sło­wa od bra­ci takich jak oni.

Bra­cia, módl­cie się dalej za mnie, aby Pan uka­zał mi kie­ru­nek, dał mądrość i opie­kę. Przy­zna­ję, że jestem bar­dzo znie­chę­co­na i smut­na z powo­du całej tej sytu­acji. Tutej­sza wspól­no­ta (w San­ta Hele­na) dalej nie posia­da swo­je­go ofi­cjal­ne­go pasto­ra i to ja, już od roku i dzie­wię­ciu mie­się­cy, sto­ję na cze­le wyko­ny­wa­nej pra­cy, gdyż dotąd nie ma jesz­cze niko­go inne­go, kto by się tym zajął. Ten lud jest rów­nież bar­dzo bied­ny. Potrze­bu­je naszej pomo­cy i zwró­ce­nia na nich naszej uwa­gi.

Bóg doko­nał pięk­ne­go dzie­ła w życiu mojej rodzi­ny. Zba­wił nie­któ­rych moich bra­ci. Alle­lu­ja!

Bra­cia, dzię­ku­ję wam za wasze modli­twy. Dalej będzie­my kon­ty­nu­ować naszą pra­cę, aż Bóg zmie­ni kie­ru­nek cią­żą­cej nad nami chmu­ry.

Wszyst­kich Was ści­skam serdecznie.Marlene Mar­tins de Souza

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.