Misjonarka prosi nas o modlitwę
- 3 września, 2004
- przeczytasz w 4 minuty
Lud Maxakali żyje w północno-zachodniej części Stanu Minas Gerais, w Brazylii, w dwóch wioskach liczących razem około tysiąca osób. Mówią swoim językiem, zachowują swoją kulturę i religijność. W latach 1959–1981 żyło wśród nich małżeństwo północno-amerykańskich misjonarzy-językoznawców, Harold i Frances Popovich. W tym czasie przeanalizowali i spisali oni język Indian Maxakali, przetłumaczyli dla nich cały Nowy Testament i służyli im swoją znajomością medycyny. W 1982 r. przybyły do wiosek […]
Lud Maxakali żyje w północno-zachodniej części Stanu Minas Gerais, w Brazylii, w dwóch wioskach liczących razem około tysiąca osób. Mówią swoim językiem, zachowują swoją kulturę i religijność. W latach 1959–1981 żyło wśród nich małżeństwo północno-amerykańskich misjonarzy-językoznawców, Harold i Frances Popovich. W tym czasie przeanalizowali i spisali oni język Indian Maxakali, przetłumaczyli dla nich cały Nowy Testament i służyli im swoją znajomością medycyny.
W 1982 r. przybyły do wiosek dwa małżeństwa misjonarzy brazylijskich z Misji Nowe Plemiona Brazylii (Missão Novas Tribos do Brasil). W 1999 r. przyłączyła się do nich pielęgniarka i misjonarka z Misji Emanuel (Missão Emanuel), Marlene Souza, która wykonuje piękną pracę dotyczącą opieki zdrowotnej i ewangelizacji. W 2002 r. dołączyło do nich kolejne małżeństwo, tym razem z Misji Nowe Horyzonty (Missão Novas Horizontes).
Pomimo tych wszystkich misyjnych wysiłków Maxakali do dzisiaj są tzw. „ludem nie osiągniętym”. Nie ma wśród nich nawet jednej osoby nawróconej na chrześcijaństwo. Tymczasem sytuacja ostatnio stała się bardzo trudna, co wynika z fragmentu listu misjonarki Marlene Souza, który poniżej przetłumaczyłem z języka portugalskiego:
„Ten 2004 r. jest dla mnie, bez wątpienia, jednym z najtrudniejszych. Od samego jego początku następują ciągle nowe zmiany, nagłe niespodzianki. W styczniu, po skończeniu mojej współpracy z Trzecim Kościołem Prezbiteriańskim w Belo Horizonte, zostałam zakontraktowana przez Misję Caiuá, ze Stanu Mato Grosso do Sul. Misia Caiuá posiada utworzoną pozarządową organizację, która pracuje dla FUNASA (Fundação Nacional de Saúde – Narodowa Fundacja Zdrowia) wśród Indian Maxakali.
W tym roku mieliśmy wiele przypadków śmierci, więcej niż w poprzednich latach. W maju doszło do czterech zabójstw i odtąd wybuchło wiele innych konfliktów spowodowanych pragnieniem zemsty ze strony rodzin tych, których zabito. Przed trzydziestoma dniami trzech Indian usiłowało zabić lekarza i kierowcę z naszej służby zdrowia. Nie zdoławszy ich zabić spalili ich samochód, który spadł z nasypu. Samochód był marki „Ranger”, nowiuteńki, który właśnie nam przysłano, aby służył nam do transportowania chorych i odwiedzania wiosek.
W tym tygodniu dwóch Indian napadło na nasze biuro kradnąc kluczyki od samochodu, który służy do transportowania ekipy służby zdrowia do indiańskich wiosek. Jeździli nim przez półtora dnia nie chcąc go nam zwrócić.
Dzisiaj w nocy doszło w rezerwacie do walki, z powodu której wiele osób zostało rannych. Jeden z Indian stracił u ręki trzy palce, drugi ma otwartą kość na czole, a jeszcze inny znalazł się w szpitalu. Wygląda to jak jakiś film-horror! Prawdziwy bang bang!
Zdaje się, że czym bardziej się modlimy za ten lud, to tym więcej jest przypadków tych horrorów! Dla nas są to dni walki i wielkiej niepewności. Cała ekipa jest dosyć zniechęcona, a niektórzy są przerażeni z powodu przeżytego horroru, kiedy to znajdowali się uwięzieni wewnątrz samochodu, a Indianie starali się spalić ich żywcem.
Bóg jest wierny i ochronił nasze życie pośród całego tego zniszczenia. W lipcu otrzymaliśmy wielkie błogosławieństwo, odwiedziny pastora Romera i grupy seminarzystów. To był bardzo dobry czas. Bardzo potrzebowałam ich towarzystwa i przyjaznego słowa od braci takich jak oni.
Bracia, módlcie się dalej za mnie, aby Pan ukazał mi kierunek, dał mądrość i opiekę. Przyznaję, że jestem bardzo zniechęcona i smutna z powodu całej tej sytuacji. Tutejsza wspólnota (w Santa Helena) dalej nie posiada swojego oficjalnego pastora i to ja, już od roku i dziewięciu miesięcy, stoję na czele wykonywanej pracy, gdyż dotąd nie ma jeszcze nikogo innego, kto by się tym zajął. Ten lud jest również bardzo biedny. Potrzebuje naszej pomocy i zwrócenia na nich naszej uwagi.
Bóg dokonał pięknego dzieła w życiu mojej rodziny. Zbawił niektórych moich braci. Alleluja!
Bracia, dziękuję wam za wasze modlitwy. Dalej będziemy kontynuować naszą pracę, aż Bóg zmieni kierunek ciążącej nad nami chmury.
Wszystkich Was ściskam serdecznie.Marlene Martins de Souza