Nabożeństwo Church of Fools
- 1 czerwca, 2004
- przeczytasz w 4 minuty
- Powstańmy wszyscy – woła strażnik kościoła. Punktualnie o 21.00 wśród wiernych pojawia się wielebny Jam. – Czy jesteś prawdziwym księdzem? – pyta Evelyn. – Tak – pada odpowiedź jednego z wiernych zakończona śmieszkiem, znanym SMS-owiczom. – OK, OK, tak tylko pytałam, bo nigdy nie wiadomo… — odpowiada lekko zażenowana Evelyn. Do wirtualnego nabożeństwa Church of Fools jeszcze godzina. Już na godzinę przed wirtualnym nabożeństwem kościół […]
- Powstańmy wszyscy – woła strażnik kościoła. Punktualnie o 21.00 wśród wiernych pojawia się wielebny Jam. – Czy jesteś prawdziwym księdzem? – pyta Evelyn. – Tak – pada odpowiedź jednego z wiernych zakończona śmieszkiem, znanym SMS-owiczom. – OK, OK, tak tylko pytałam, bo nigdy nie wiadomo… — odpowiada lekko zażenowana Evelyn. Do wirtualnego nabożeństwa Church of Fools jeszcze godzina.
Już na godzinę przed wirtualnym nabożeństwem kościół jest pełny. Wierni wymieniają pozdrowienia, padają nazwy państw, z których pochodzą: Wielka Brytania, Holandia, Meksyk. – Życzę wszystkim błogosławionego nabożeństwa – wykrzykuje na powitanie Willem z Królestwa Niderlandów. – Właśnie, kiedy się rozpocznie? – pyta Evelyn. – Już się zaczęło odpowiada Nick. Ale do rozpoczęcia jest jeszcze ponad 50 minut. Wierni z całego świata nie mogą się połapać, jaka jest różnica między czasem GMT a BST. Pozostaje im czekać. W Polsce jest kilka minut po 21-ej.
Nick: — Chyba jest w krypcie (pomieszczeniu, do którego przechodzi się bezpośrednio z kościoła; można tam porozmawiać z innymi i posiedzieć na wirtualnej kanapie). Evelyn: – Kto? Abel: — Ksiądz! Evelyn: — OK, przepraszam… Znudzony oczekiwaniem Nick zaczyna śpiewać pieśń…
Ok. 21.20 kościół pustoszeje. Większość wiernych udaje się do krypty. Tam, pod wirtualnym automatem z napojami, rozmawiają i… modlą się. – Pamiętacie, jak jakiś czas temu się tu modliliśmy, pod automatem? – pyta jeden z wiernych. – Pewnie – ktoś odpowiada. – Robię to teraz codziennie — chwali się pierwszy.
Śledząc dialogi oczekujących na nabożeństwo nietrudno wywnioskować, że są różnych wyznań i światopoglądów. – Dlaczego powinniśmy powstrzymywać się od seksu przed małżeństwem? – pyta jedna z uczestniczek. – A powinniśmy? – dziwi się inny internetowy chrześcijanin. – No tak, nigdy o tym nie słyszałeś? – dopytuje uczestniczka. – Nie, aż do tej chwili – pada odpowiedź.
O 22.00 rozbrzmiewa bicie dzwonów. Dwie minuty później, w czarnych garniturach, wchodzą księża Jam, opiekun cyberkościoła i Jonathan, zaproszony kaznodzieja. Ks. Jam instruuje: — Dziś są Zielone Świątki. Zaśpiewamy pieśń. Następnie tekst biblijny odczyta strażnik. Kazanie wygłosi ks. Jonathan. Z głośników komputera zaczyna dobywać się melodia, a na ekranie pojawia się tekst pieśni „Come down, o love divine”. Wszyscy wierni śpiewają.
Gdy milkną cyberorgany wielebny Jam napomina: — Osoby stojące przed ołtarzem proszone są o zajęcie miejsc w ławkach. Chyba, że prowadzą nabożeństwo. Strażnik Tartuf rozpoczyna czytanie 2. rozdziału Dziejów Apostolskich: — A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu…
Kilka minut później wielebny Jam wita kaznodzieję. – Dziękuję bardzo i przepraszam za małe spóźnienie. Korki… — odpowiada ks. Jonathan. Ks. Jam kontynuuje: — Wstańmy teraz wszyscy, aby powitać „niewidzialnych” uczestników dzisiejszego nabożeństwa (Church of Fools może pomieścić ograniczoną liczbę cyberchrześcijan, otrzymujących własną tożsamość i mogących brać pełny udział w projekcie, a więc rozmawiać z innymi i posiadających możliwość pełnego manewrowania swoją postacią; inni muszą zadowolić się „anonimowym cieniem”). Wszyscy wstają.
Kaznodzieja wchodzi na kazalnicę ok. 22.20: — W pierwszym wieku, do Jerozolimy zjeżdżali ludzie z całego świata, którzy poszukiwali Boga (…) – rozpoczyna kazanie. Wierni siadają. – (…) Pamiętajmy, powinniśmy wychwalać Stwórcę, nie stworzenie. On stworzył każdego z nas i dał nam możliwość modlenia się. (…) Zielone Świątki to w pewnym sensie święto komunikowania. To niesłychane, że możemy je przeżywać w cyberkościele, w gronie wiernych z całego świata (…).
Dwadzieścia minut później dobitne „amen” kończy kazanie, a duchowny schodzi z ambony. Ks. Jam: — Dziękuję. Teraz wszyscy uklęknijmy i pomódlmy się: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie…”
Po modlitwie część wiernych wstaje i zaczyna chodzić po kościele. – Módlmy się dalej – napomina ks. Jam. – O pokój… o tych, co biorą udział w wojnach… o tych, którzy muszą podjąć ciężkie decyzje… o mądrość… o chorych… o cierpiących… za tych, którzy biorą udział w naszym nabożeństwie, widocznych i niewidocznych… – z ust duchownego padają intencję. Wszyscy klęczą. O 22.40 pada słowo „amen”. Wierni wstają. Duchowni proszą, aby wszyscy wymienili między sobą znak pokoju. Ściskają ręce sobie i wiernym.
- Nasze nabożeństwo dobiega końca. Powstańmy do modlitwy i błogosławieństwa. Ale przedtem złóżmy życzenie pokoju niewidocznym uczestnikom nabożeństwa – mówi wielebny Jam. Rozbrzmiewa gromkie „Peace be with you”.
Duchowni rozpoczynają błogosławieństwo: — Odejdźcie w pokoju, by kochać i służyć Panu. W imieniu Chrystusa. Amen.
Bicie dzwonów.
Projekt Church of Fools (tłum. Kościół Głupców) sponsoruje Kościół Metodystyczny w Wielkiej Brytanii (Methodist Church in Great Britain). Cyberświątynię odwiedzą ok. 40 tys. osób dziennie. – Nie chcemy robić konkurencji prawdziwym kościołom – tłumaczy Stephen Goddard, rzecznik związanego z metodystami czasopisma „Ship of Fools”, na którego stronach znajduje się cyberkosciół. – Mamy nadzieję, że pewna grupa ludzi zrażonych do tradycyjnych wspólnot religijnych odnajdzie się w wirtualnej parafii – dodaje. Pierwsze wirtualne nabożeństwo odprawił anglikański biskup Londynu, wielebny Richard Chartres, który własnoręcznie kierował po ekranie swoją cyberfigurką.
Zobacz także: