Nadchodzi rewolucja
- 23 maja, 2013
- przeczytasz w 4 minuty
Chrześcijaństwo czeka wielka rewolucja – uważa episkopalny duchowny ks. Tom Ehrich, publicysta religioznawczego portalu RNS oraz autor książek poświęconych nowym formom religijności. Odwołując się do głośnej tezy Phyllis Tickle, amerykańskiej liderki ruchu „Kościoła wynurzającego się” również związanej z Kościołem episkopalnym, że co 500 lat chrześcijaństwo przeżywa rewolucję, Ehrich przekonuje, że już niebawem chrześcijaństwo, jakie znamy przejdzie do przeszłości. Od niespełna dekady Tickle przypomina, że co 500 […]
Chrześcijaństwo czeka wielka rewolucja – uważa episkopalny duchowny ks. Tom Ehrich, publicysta religioznawczego portalu RNS oraz autor książek poświęconych nowym formom religijności. Odwołując się do głośnej tezy Phyllis Tickle, amerykańskiej liderki ruchu „Kościoła wynurzającego się” również związanej z Kościołem episkopalnym, że co 500 lat chrześcijaństwo przeżywa rewolucję, Ehrich przekonuje, że już niebawem chrześcijaństwo, jakie znamy przejdzie do przeszłości.
Od niespełna dekady Tickle przypomina, że co 500 lat chrześcijaństwo przeżywało duże rewolucje – ok. roku 500 był to Sobór Chalcedoński (470) i upadek zachodniego Cesarstwa Rzymskiego. Ok. roku 1000 nastąpiła schizma wschodnia (1054), a pięćset lat później reformacja.
Podejmując tezę Tickle, ks. Ehrich twierdzi na łamach RNS, że chrześcijaństwo czeka nowe milenium wraz z zanikiem zachodniego chrześcijaństwa w Europie oraz chrześcijańskim odrodzeniu w Afryce oraz Ameryce Południowej. – Nastąpi Wielkie Wynurzenie i de-formacja chrześcijaństwa. Konserwatywni chrześcijanie obwiniają zewnętrzne siły za sytuację chrześcijaństwa, zamykając się w sobie i żądając powrotu do chrześcijańskich korzeni, podczas gdy progresywne chrześcijaństwo szuka wyjaśnienia, które skierowane jest ku przyszłości, a nie przeszłości, jednak jego infrastruktura zbyt szybko się załamuje tak, że idee przychodzą i odchodzą, oraz są mało obiecujące – uważa Ehrich.
Mówiąc o symptomach nowego millennium Ehrich odwołuje się do doświadczeń amerykańskich, wskazując, że w Ameryce Północnej „rzymscy katolicy próbują uświadomić sobie dlaczego Rzym i papież są tak ważni dla ich wiary”, podczas gdy inne Kościoły głównego nurtu (mainline) wyłamują się z sztywnych ram rasowych i klasowych, a chrześcijaństwo konserwatywne odkrywa, że „prawicowe opinie prowadzą donikąd, a wojująca, kontrkulturowa postawa sprawa, że wyglądają na rozzłoszczonych i skorych do osądzania.”
Inne symptomy wg. ks. Ehrich to fakt, że chrześcijaństwo przestało sprawować kontrolę nad przepływem idei, przestało kształtować kulturowy dialog i nie cieszy się już szerokim szacunkiem. – Budynki chrześcijańskie nie zapełniają się już przez sam fakt otwarcia drzwi. Nie ma ataku z zewnątrz, raczej zaobserwować można załamanie od wewnątrz – podsumowuje.
Komentarz
Wizja Ehricha jakkolwiek dla wielu smutna, pesymistyczna, czy nawet defetystyczna nie będzie taką dla wielu innych chrześcijan, czy sympatyzujących z chrześcijaństwem obserwatorów. Wielu z nadzieją patrzą na to, co innych martwi lub przepełnia nawet paraliżującym lękiem. Tą radość widać chociażby w krótkim, ale interesującym klipie (LINK), reklamującym książkę wspomnianej już Phyllis Tickle. Chrześcijaństwo się zmienia – to nie ulega żadnej wątpliwości. Pytanie tylko, czy jest to zmiana stopniowa, czy nastąpi tąpnięcie, religijne ruchy tektoniczne, które doprowadzą do rozkładu tego, co dobrze znane, czy może sprawią coś zupełnie odwrotnego. Cokolwiek się stanie i jakkolwiek potoczą się losy Kościołów pewne jest, że Polska nie pozostaje poza orbitą zmian.
Nie chcę absolutyzować prywatnych przeczuć i refleksji, ale gdy podczas ostatniego weekendu moja parafia po raz piąty włączyła się w Noc Muzeów, aby pośród kulturalnych atrakcji pokazać również żywą i działającą w stolicy społeczność luterańską, miałem nieodparte wrażenie ogromnego i rosnącego dystansu ludzi wobec religii, a konkretnie w jej zinstytucjonalizowanej postaci. I bynajmniej nie chodziło o to, że zwiedzający znaleźli się w kościele mniejszości religijnej, ale o spotkanie z religią, czy lepiej, kościelnością. Były osoby, które wręcz nie ukrywały niechęci. Pewna matka przekonywała swoich dorosłych już synów i męża, że po przekroczeniu progu świątyni „z pewnością się nie spalą”, a jeszcze inni w popłochu opuszczali kościół, gdy o północy zaczęła się liturgia komplety, „nabożeństwo dla wierzących, niewierzących i wątpiących” w święto Zesłania Ducha Świętego.
Od moich znajomych i przyjaciół z innych Kościołów mam podobne sygnały, dotyczące nie tylko kosmopolitycznej „warszafki”, lecz innych miejsc związanych z tradycyjną religijnością. Czy chrześcijaństwo w Polsce i poza nią czekają poważne, rewolucyjne zmiany? Czy chrześcijaństwo będzie się „musiało od nowa wymyślić”..?