“Nasz Dziennik” atakuje
- 18 grudnia, 2006
- przeczytasz w 4 minuty
Przypadł mi w udziale ogromny zaszczyt, rzadki i zacny. Nieczęsto można ogłosić Czytelnikom EAI Ekumenizm.pl, iż nasz serwis i redaktor naczelny, dr Tomasz Terlikowski, zostali zauważeni przez ks. Waldemara Kulbata na łamach Naszego Dziennika (ND). Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za ciepłe słowa pod adresem naczelnego — o tym “hołubionym przez liberalne media publicyście”, o zdiagnozowaniu u Terlikowskiego utraty rozsądku i, co najważniejsze, katolickiego zmysłu. Nie wiedzieliśmy, a co najgorsze sam Terlikowski nie wiedział! Z równie wielką troską przyjęliśmy […]
Przypadł mi w udziale ogromny zaszczyt, rzadki i zacny. Nieczęsto można ogłosić Czytelnikom EAI Ekumenizm.pl, iż nasz serwis i redaktor naczelny, dr Tomasz Terlikowski, zostali zauważeni przez ks. Waldemara Kulbata na łamach Naszego Dziennika (ND). Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za ciepłe słowa pod adresem naczelnego — o tym “hołubionym przez liberalne media publicyście”, o zdiagnozowaniu u Terlikowskiego utraty rozsądku i, co najważniejsze, katolickiego zmysłu. Nie wiedzieliśmy, a co najgorsze sam Terlikowski nie wiedział! Z równie wielką troską przyjęliśmy słowa o tym, że EAI Ekumenizm.pl staje się: “forum niewybrednych ataków na Kościół katolicki, miejscem wrednej i podstępnej krytyki ze strony różnego rodzaju sekciarzy, zwolenników dewiacji moralnych”. Słowa te są nam tym bardziej drogie, ponieważ płyną spod pióra wybitnego intelektualisty, cenionego duszpasterza, który od lat niestrudzenie walczy z szarżą liberałów.
Jest niewidzialna siła, która kieruje życiem milionów ludzi. Oddziaływuje na nasze myśli, wolę, uczucia, wyobraźnię. Budzi w nas entuzjazm lub zapala gniew. Porywa do działania lub skłania do bierności. Tą siłą są mass media, czyli środki masowego przekazu – pisał przed kilkoma laty ks. Kulbata recenzując książkę bp. Adama Lepy, biskupa pomocniczego Archidiecezji Łódzkiej kojarzonego z koncernem medialnym o. Tadeusza Rydzyka. Ks. Kulbat wierzy w niewidzialne siły i nieustannie z nimi walczy – niezwykła odwaga, księdza Kulbata – prałata nawet – budzi uznanie, nawet jeśli, pierwsza myśl, jaka nasuwa się po lekturze polemiki z ND budzi ów niesmak, którym Kulbat dzieli się z czytelnikami gazety na samym początku swoich refleksji.
Abstrahując na chwilę od merytorycznej strony tekstu – a raczej rażącego jej braku – dużą uwagę przyciąga konstrukcja mentalna artykułu, w tym generowana w nim z wielkim wysiłkiem i dbałością wspólnota strachu i duch walki z niewidzialnymi siłami, które zdają się być istotną inspiracją w tekstach ks. Kulbata. Na stronie Archidiecezji Łódzkiej znajduje się imponujący zbiór tekstów pisanych z frontu walki duchownego z byłym duchownym, założycielem i redaktorem naczelnym, antyklerykalnych Faktów i Mitów (FiM). Znów znajduje potwierdzenie stara, dobra zasada, że przeciwieństwa się przyciągają i wbrew deklarowanej niechęci, są sobie bardzo bliskie. Nie miejsce i czas, aby zgłębiać mistyczną więź między ND a FiM, ale warto pochylić się z troską nad słowami ks. Kulbata i zastanowić się, czy jego tekst nie jest kolejnym etapem w walce z niewidzialnymi siłami, którym tym razem upodobało się ucieleśnić w osobie “modnego publicysty”.
Zajmijmy się jednak meritum sprawy: ks. Kulbat zarzuca Terlikowskiemu wrogą postawę wobec polskich biskupów (czyli poniekąd przeciwną polskiemu Kościołowi rzymskokatolickiemu), a nawet posuwa się do stwierdzenia, że Terlikowski insynuuje, manipuluje, ba, popełnia świństwo wobec Benedykta XVI.
Kamieniem obrazy stał się tekst naczelnego EAI Ekumenizm.pl w Dzienniku, w którym stwierdził, że próby wycofania się Wydawnictwa Znak z wydania książki ks. Isakowicza-Zaleskiego, a także wybór abp. Stanisława Wielgusa na metropolitę warszawskiego oznacza, że Kościół nie zajmie się zdecydowanym wyjaśnieniem sprawy tajnych współpracowników SB wśród rzymskokatolickich księży. Terlikowski przedstawił swoją opinię i wyraził osobiste przekonanie, podzielane przez wielu katolików, że przeszłość eksponowanych ludzi Kościoła musi być wyjaśniona i to dla dobra całej wspólnoty. Dlaczego? Ponieważ lepiej jest, gdy o Kościele pisać będą jego członkowie, ludzie życzliwi, którzy z oddaniem służą mu na różnych płaszczyznach. W granicach eklezjalnego konsensusu dopuszcza się przecież, aby każdy katolik – jeśli ma ku temu merytoryczne powody – mógł się nie zgodzić z biskupem czy papieżem w sprawie, która nie dotyczy wiary i moralności Kościoła.
Terlikowski niejednokrotnie dowodził – zarówno na portalu EAI Ekumenizm.pl, a także w wielu programach radiowych i telewizyjnych, tudzież w mediach drukowanych – że daleko mu do relatywizowania tradycyjnego nauczania Kościoła w sprawach wiary i moralności. Wystarczy odważna lektura, bez bagażu uprzedzeń wyniesionych z szermierki z FiM, aby zobaczyć, że krytyka nie oznacza to samo, co krytykanctwo, a negowanie pewnych poglądów i przekonań nie jest destrukcyjnym negacjonizmem.
Trudno jednak uznać gotowość ks. Kulbata do wykazania dobrej woli, skoro w ferworze polemiki odmawia Terlikowskiemu w konsekwencji wspólnotowego zmysłu, a więc trwania w jedności z Kościołem. To smutne – przypomina nie tyle rzeczową polemikę, a jednoosobowy trybunał inkwizycyjny, którym sami przeciwnicy lustracji nieustannie straszą opinią publiczną. Prawem czarnej retoryki, tudzież nie do końca eleganckich zabiegów PR-owskich, jest sprowadzenie poglądów interlokutora ad absurdum, poddać je ideologicznej obróbce i na koniec makabrycznie wykoślawić. Jest to możliwe i poniekąd trudne, jednak ks. Kulbat doskonale sobie poradził.
Duchowny oskarża, obraża, zarzuca, osądza, imputuje i demaskuje “profesjonalnych oszczerców”. Sugeruje bezkrytyczny stosunek Terlikowskiego wobec materiałów SB, co jest po prostu kłamstwem. Ks. Kulbat bezpardonowo i brutalnie zaatakował Terlikowskiego i EAI Ekumenizm.pl. Uczynił to słowami, które zupełnie odwracają perspektywę i argumenty Terlikowskiego. Co więcej, wzbudził obawy tych, którzy twierdzą, że oto Kościół znów coś ukrywa, a na drodze stoją mu modni publicyści. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby tok rozumowania ks. Kulbata przyswoił sobie Kościół rzymskokatolicki w Stanach Zjednoczonych po 2002 roku. Panowie, czas opuścić schron!
:: Ekumenizm.pl: “Nasz dziennik kłamie!”
:: Dziennik: “Lustracji księży nie będzie”