Społeczeństwo

O paradygmat bardziej teocentryczny


Otwar­tość na gest Bene­dyk­ta XVI czy uzna­nie, że chrze­ści­ja­nie i muzuł­ma­nie wie­rzą w tego same­go Boga nie ozna­cza ani naiw­no­ści, ani ire­ni­zmu. Wypły­wa ona z pew­nych teo­lo­gicz­nych, filo­zo­ficz­nych i antro­po­lo­gicz­nych zało­żeń, któ­rych nie trze­ba podzie­lać, ale któ­re są w peł­ni do pogo­dze­nia z chrze­ści­jań­ską orto­dok­sją. Prze­ko­na­nie, że wie­rzy­my w tego same­go Boga nie ozna­cza bowiem wca­le, że kto­kol­wiek twier­dzi iż wia­ra tak chrze­ści­jan jak i muzuł­ma­nów jest ident­tycz­na czy też, że kon­cep­cje Boga chrze­ści­jan i muzuł­ma­nów niczym się od sie­bie […]


Otwar­tość na gest Bene­dyk­ta XVI czy uzna­nie, że chrze­ści­ja­nie i muzuł­ma­nie wie­rzą w tego same­go Boga nie ozna­cza ani naiw­no­ści, ani ire­ni­zmu. Wypły­wa ona z pew­nych teo­lo­gicz­nych, filo­zo­ficz­nych i antro­po­lo­gicz­nych zało­żeń, któ­rych nie trze­ba podzie­lać, ale któ­re są w peł­ni do pogo­dze­nia z chrze­ści­jań­ską orto­dok­sją.

Prze­ko­na­nie, że wie­rzy­my w tego same­go Boga nie ozna­cza bowiem wca­le, że kto­kol­wiek twier­dzi iż wia­ra tak chrze­ści­jan jak i muzuł­ma­nów jest ident­tycz­na czy też, że kon­cep­cje Boga chrze­ści­jan i muzuł­ma­nów niczym się od sie­bie nie róż­nią. Był­by to kom­plet­ny absurd, absurd nie­bez­piecz­ny, by pomi­ja­ją­cy to, co w chrze­ści­jań­stwie jest naj­waż­niej­sze, czy­li Wcie­le­nie Boga, poja­wie­nie się na świe­cie Sło­wa, któe jest i sta­no­wi peł­nie Obja­wie­nia. Ale przy­ję­cie chrze­ści­jań­skiej kon­cep­cji obja­wie­nia, przy­ję­cie i zaak­cep­to­wa­nie cen­tral­nej roli chry­sto­lo­gii nie może prze­sła­niać tego, że na teo­lo­gii krzy­ża czy na nauce o wcie­le­niu chrze­ści­jań­stwo się nie koń­czy. Jest ono nie tyl­ko chry­sto­cen­trycz­ne, ale i teo­cen­trycz­ne (co jest poję­ciem szer­szym), obej­mu­je wresz­cie pew­ne naucza­nie, któ­re nie jest zdog­ma­ty­zo­wa­ne i jako takie pod­le­ga roz­ma­itym inter­pre­ta­cjom.


Pytań, któ­re rodzi kwe­stia sto­sun­ku do isla­mu i jego Boga, nie moż­na zatem spro­wa­dzić do kwe­stii sto­sun­ku do krzy­ża, pra­gnie­nia poko­ju czy tym bar­dziej do nadziei na trwa­łe zakoń­cze­nie kon­flik­tu cywi­li­za­cji (bo na to liczyć mogą jedy­nie naiw­ni), jego pod­staw nie leży tak­że pro­jekt jed­nej świa­to­wej reli­gii. Kry­je się w nim nato­miast bez wąt­pie­nia pew­ne rozu­mie­nie świa­ta i czło­wie­ka, z któ­rym nie każ­dy musi się zga­dzać.


1. Czło­wiek ze swo­jej natu­ry poszu­ku­je Transcendencji2. Czło­wiek, choć w ogra­ni­czo­ny spo­sób, jest zdol­ny nie tyl­ko do stwier­dze­nia ist­nie­nia Boga, ale tak­że do pozna­nia Jego natu­ry. 3. Efek­tem tych ludz­kich poszu­ki­wań Boga są reli­gie i sys­te­my filo­zo­ficz­ne, któ­re zawie­ra­ją traf­ne (choć nieabsolutnie)intuicje doty­czą­ce natu­ry Boga.


Przy­ję­cie tych dwóch zało­żeń pro­wa­dzi do odrzu­ce­nia rady­kal­ne­go podzia­łu (pro­mo­wa­ne­go m.in. przez Kar­la Bar­tha) na reli­gię i wia­rę. Reli­gia, choć może być czy­sto natu­ral­na rozu­mia­na jest bowiem jako ludz­ka dro­ga do Boga, dro­ga, któ­ra nie musi nie­uchron­nie pro­wa­dzić do stwo­rze­nia boż­ków czy bał­wa­nów, nie musi rodzić zła i fał­szu, ale pro­wa­dzić może do spo­tka­nia z Jedy­nym Praw­dzi­wym Bogiem. Bogiem, któ­ry obja­wia się nie tyl­ko w Jezu­sie Chry­stu­sie, ale tak­że w stwo­rze­niu. To ludz­kie pozna­wa­nie Boga, jak zresz­tą każ­de ludz­kie pozna­nie, jest nie­do­sko­na­łe i nie­peł­ne. Czło­wiek skłon­ny jest do antro­po­mor­fi­za­cji, two­rze­nia Boga na swój obraz i podo­bień­stwo czy wresz­cie do błą­dze­nia. Fakt jed­nak, że jego pozna­nie czę­sto chy­bia celu nie może prze­sła­niać praw­dy, że dąży ono zawsze i nie­zmien­nie do pier­wot­ne­go źró­dła tych poszu­ki­wań, czy­li do Boga. To On, jak Stwór­ca czło­wie­ka, zawarł w jego ser­cu, pra­gnie­nia Abso­lu­tu i On spra­wia, że jest ono — choć w spo­sób nie­do­sko­na­ły zaspo­ka­ja­ne przez cza­sem czy­sto ludz­kie poszu­ki­wa­nia.


O inte­lek­tu­al­ną naiw­ność, by nie powie­dzieć nie­uczci­wość ocie­ra się już nato­miast suge­stia, że fakt iż chrze­ści­ja­nie i muzuł­ma­nie rozu­mie­ją Boga ina­czej ozna­cza, że wie­rzą oni w inne­go Boga. Fakt, że opi­su­je­my pewien przed­miot ina­czej (a to aku­rat nor­ma) nie ozna­cza, że jest to inny przed­miot, ale że ina­czej go postrze­ga­my. Moja żona jest rów­no­cze­śnie mamą Mary­si. Gdy­by popro­sić nas o opi­sa­nie Mał­go­si to każ­de z nas zro­bi­ło­by to ina­czej. Jesz­cze ina­czej zro­bił­by to mój teść, ina­czej moi rodzi­ce, a zapew­ne jesz­cze ina­czej jej mama. Opi­sy te mogły­by być cał­ko­wi­cie róż­ne. Na co inne­go zwra­ca­ły­by uwa­gę, inne cechy eks­po­no­wa­ły, a w pew­nych kwe­stiach zapew­ne były­by sprzecz­ne. Ta róż­no­rod­ność opi­sów nie wyklu­cza jed­nak fak­tu, że Mał­go­sia pozo­sta­je jed­ną i tą samą oso­bą. I podob­nie jest z Bogiem. Fakt, że chrze­ści­ja­nie i muzuł­ma­nie ina­czej GO postrze­ga­ją nie ozna­cza, że ist­nie­je dwóch Bogów, a jedy­nie, że każ­da ze stron postrze­ga Go odpo­wied­nio do swo­ich struk­tur myślo­wych, praw­nych, filo­zo­ficz­nych czy teo­lo­gicz­nych.


Uzna­nie dopusz­czal­no­ści róż­no­rod­nych opi­sów nie ozna­cza przy tym wca­le real­ty­wi­za­cji chrze­ści­jań­skiej praw­dy. Jako chrze­ści­ja­nin mam bowiem pew­ność, że w Chry­stu­sie zawar­ta jest peł­nia obja­wie­nia. Tyle, że nie ozna­cza to uzna­nia, że wszyst­ko co nie wyni­ka z Obja­wie­nia biblij­ne­go, a pocho­dzi z osła­bio­ne­go przez grzech pozna­nia ludz­kie­go, czer­pią­ce­go z obja­wie­nia natu­ry — jest pozba­wio­ne war­to­ści, złe i nie kie­ru­ją­ce do Boga. Prze­ciw­nie dostrze­gam, że poga­nie (Ary­sto­te­les, Pla­ton, ale i twór­cy wiel­kich sys­te­mów reli­gij­nych — by wymie­nić tu tyl­ko sikhizm) szcze­rze szu­ka­jąc Tego co Abso­lut­ne docho­dzą do tego same­go Boga, co i ja. Nie obda­rze­ni łaską peł­ni obja­wie­nia postrze­ga­ją Go ina­czej, nie przyj­mu­ją peł­ni, któ­ra dostęp­na jest w wie­rze, ale szcze­rze szu­ka­jąc zysku­ją Boże bło­go­sła­wień­stwo.


W przy­pad­ku muzuł­ma­nów spra­wa jesz­cze się kom­pli­ku­je. Otóż — nie­za­leż­nie od róż­nic w kwe­stiach chry­sto­lo­gicz­nych — filo­zo­ficz­na kon­cep­cja Boga jest nie­zwy­kle zbli­żo­na. Bóg muzuł­ma­nów jest nie tyl­ko jeden, nie tyl­ko trans­cen­dent­ny, jest nie tyl­ko Stwór­cą świa­ta, ale jest tak­że Bogiem Abra­ha­ma, zupeł­nie jak u chrze­ści­jan i Żydów. Dokład­nie tak samo trosz­czy się o swo­je dzie­ci, tak samo pra­gnie ich dobra i tak samo wybie­ra sobie ludzi do gło­sze­nia swo­ich prawd. I tu poja­wia­ją się kolej­ne pyta­nie: skąd takie podo­bień­stwo? Odpo­wie­dzi mogą być róż­ne, ale mam wra­że­nie, że spro­wa­dzić je moż­na do czte­rech zasad­ni­czych:


1. Islam jest here­zją chrze­ści­jań­stwa iju­da­izmu i jako taki czer­pie z nich, ale i doda­je do nich fał­szy­we zało­że­nia, przez co osła­bia ich siłę2. Islam jest paro­dią chrze­ści­jań­stwa — stwo­rzo­ną przez Złe­go, by nisz­czyć naukę Chrystusa3. Islam jest szczy­to­wym osią­gnię­ciem ludz­kie­go rozu­mu czy­ste­go, naj­bliż­szą obja­wie­niu­re­li­gią naturalną4. Islam jest jakąś for­mą cząst­ko­we­go obja­wie­nia, ska­żo­ne­go ludz­ką sła­bo­ścią


I ja nie ukry­wam, że mi naj­bliż­sze jest to ostat­nie prze­ko­na­nie. Ale wca­le nie ozna­cza to nadziei na pojed­na­nia reli­gii czy ire­nizm. Peł­ny pokój mię­dzy dwp,a reli­gia­mi, któ­re pra­gną objąć swo­im dzia­ła­niem cały świat po pro­stu nie jest moż­li­wy. A pojed­na­nie dogma­tycz­ne ozna­cza­ło­by koniecz­ność wyrze­cze­nia się przez chrze­ści­jan tego, co dla nas naj­waż­niej­sze. Wia­ry we Wcie­le­nie.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.