O paradygmat bardziej teocentryczny
- 2 grudnia, 2006
- przeczytasz w 5 minut
Otwartość na gest Benedykta XVI czy uznanie, że chrześcijanie i muzułmanie wierzą w tego samego Boga nie oznacza ani naiwności, ani irenizmu. Wypływa ona z pewnych teologicznych, filozoficznych i antropologicznych założeń, których nie trzeba podzielać, ale które są w pełni do pogodzenia z chrześcijańską ortodoksją. Przekonanie, że wierzymy w tego samego Boga nie oznacza bowiem wcale, że ktokolwiek twierdzi iż wiara tak chrześcijan jak i muzułmanów jest identtyczna czy też, że koncepcje Boga chrześcijan i muzułmanów niczym się od siebie […]
Otwartość na gest Benedykta XVI czy uznanie, że chrześcijanie i muzułmanie wierzą w tego samego Boga nie oznacza ani naiwności, ani irenizmu. Wypływa ona z pewnych teologicznych, filozoficznych i antropologicznych założeń, których nie trzeba podzielać, ale które są w pełni do pogodzenia z chrześcijańską ortodoksją.
Przekonanie, że wierzymy w tego samego Boga nie oznacza bowiem wcale, że ktokolwiek twierdzi iż wiara tak chrześcijan jak i muzułmanów jest identtyczna czy też, że koncepcje Boga chrześcijan i muzułmanów niczym się od siebie nie różnią. Byłby to kompletny absurd, absurd niebezpieczny, by pomijający to, co w chrześcijaństwie jest najważniejsze, czyli Wcielenie Boga, pojawienie się na świecie Słowa, któe jest i stanowi pełnie Objawienia. Ale przyjęcie chrześcijańskiej koncepcji objawienia, przyjęcie i zaakceptowanie centralnej roli chrystologii nie może przesłaniać tego, że na teologii krzyża czy na nauce o wcieleniu chrześcijaństwo się nie kończy. Jest ono nie tylko chrystocentryczne, ale i teocentryczne (co jest pojęciem szerszym), obejmuje wreszcie pewne nauczanie, które nie jest zdogmatyzowane i jako takie podlega rozmaitym interpretacjom.
Pytań, które rodzi kwestia stosunku do islamu i jego Boga, nie można zatem sprowadzić do kwestii stosunku do krzyża, pragnienia pokoju czy tym bardziej do nadziei na trwałe zakończenie konfliktu cywilizacji (bo na to liczyć mogą jedynie naiwni), jego podstaw nie leży także projekt jednej światowej religii. Kryje się w nim natomiast bez wątpienia pewne rozumienie świata i człowieka, z którym nie każdy musi się zgadzać.
1. Człowiek ze swojej natury poszukuje Transcendencji2. Człowiek, choć w ograniczony sposób, jest zdolny nie tylko do stwierdzenia istnienia Boga, ale także do poznania Jego natury. 3. Efektem tych ludzkich poszukiwań Boga są religie i systemy filozoficzne, które zawierają trafne (choć nieabsolutnie)intuicje dotyczące natury Boga.
Przyjęcie tych dwóch założeń prowadzi do odrzucenia radykalnego podziału (promowanego m.in. przez Karla Bartha) na religię i wiarę. Religia, choć może być czysto naturalna rozumiana jest bowiem jako ludzka droga do Boga, droga, która nie musi nieuchronnie prowadzić do stworzenia bożków czy bałwanów, nie musi rodzić zła i fałszu, ale prowadzić może do spotkania z Jedynym Prawdziwym Bogiem. Bogiem, który objawia się nie tylko w Jezusie Chrystusie, ale także w stworzeniu. To ludzkie poznawanie Boga, jak zresztą każde ludzkie poznanie, jest niedoskonałe i niepełne. Człowiek skłonny jest do antropomorfizacji, tworzenia Boga na swój obraz i podobieństwo czy wreszcie do błądzenia. Fakt jednak, że jego poznanie często chybia celu nie może przesłaniać prawdy, że dąży ono zawsze i niezmiennie do pierwotnego źródła tych poszukiwań, czyli do Boga. To On, jak Stwórca człowieka, zawarł w jego sercu, pragnienia Absolutu i On sprawia, że jest ono — choć w sposób niedoskonały zaspokajane przez czasem czysto ludzkie poszukiwania.
O intelektualną naiwność, by nie powiedzieć nieuczciwość ociera się już natomiast sugestia, że fakt iż chrześcijanie i muzułmanie rozumieją Boga inaczej oznacza, że wierzą oni w innego Boga. Fakt, że opisujemy pewien przedmiot inaczej (a to akurat norma) nie oznacza, że jest to inny przedmiot, ale że inaczej go postrzegamy. Moja żona jest równocześnie mamą Marysi. Gdyby poprosić nas o opisanie Małgosi to każde z nas zrobiłoby to inaczej. Jeszcze inaczej zrobiłby to mój teść, inaczej moi rodzice, a zapewne jeszcze inaczej jej mama. Opisy te mogłyby być całkowicie różne. Na co innego zwracałyby uwagę, inne cechy eksponowały, a w pewnych kwestiach zapewne byłyby sprzeczne. Ta różnorodność opisów nie wyklucza jednak faktu, że Małgosia pozostaje jedną i tą samą osobą. I podobnie jest z Bogiem. Fakt, że chrześcijanie i muzułmanie inaczej GO postrzegają nie oznacza, że istnieje dwóch Bogów, a jedynie, że każda ze stron postrzega Go odpowiednio do swoich struktur myślowych, prawnych, filozoficznych czy teologicznych.
Uznanie dopuszczalności różnorodnych opisów nie oznacza przy tym wcale realtywizacji chrześcijańskiej prawdy. Jako chrześcijanin mam bowiem pewność, że w Chrystusie zawarta jest pełnia objawienia. Tyle, że nie oznacza to uznania, że wszystko co nie wynika z Objawienia biblijnego, a pochodzi z osłabionego przez grzech poznania ludzkiego, czerpiącego z objawienia natury — jest pozbawione wartości, złe i nie kierujące do Boga. Przeciwnie dostrzegam, że poganie (Arystoteles, Platon, ale i twórcy wielkich systemów religijnych — by wymienić tu tylko sikhizm) szczerze szukając Tego co Absolutne dochodzą do tego samego Boga, co i ja. Nie obdarzeni łaską pełni objawienia postrzegają Go inaczej, nie przyjmują pełni, która dostępna jest w wierze, ale szczerze szukając zyskują Boże błogosławieństwo.
W przypadku muzułmanów sprawa jeszcze się komplikuje. Otóż — niezależnie od różnic w kwestiach chrystologicznych — filozoficzna koncepcja Boga jest niezwykle zbliżona. Bóg muzułmanów jest nie tylko jeden, nie tylko transcendentny, jest nie tylko Stwórcą świata, ale jest także Bogiem Abrahama, zupełnie jak u chrześcijan i Żydów. Dokładnie tak samo troszczy się o swoje dzieci, tak samo pragnie ich dobra i tak samo wybiera sobie ludzi do głoszenia swoich prawd. I tu pojawiają się kolejne pytanie: skąd takie podobieństwo? Odpowiedzi mogą być różne, ale mam wrażenie, że sprowadzić je można do czterech zasadniczych:
1. Islam jest herezją chrześcijaństwa ijudaizmu i jako taki czerpie z nich, ale i dodaje do nich fałszywe założenia, przez co osłabia ich siłę2. Islam jest parodią chrześcijaństwa — stworzoną przez Złego, by niszczyć naukę Chrystusa3. Islam jest szczytowym osiągnięciem ludzkiego rozumu czystego, najbliższą objawieniureligią naturalną4. Islam jest jakąś formą cząstkowego objawienia, skażonego ludzką słabością
I ja nie ukrywam, że mi najbliższe jest to ostatnie przekonanie. Ale wcale nie oznacza to nadziei na pojednania religii czy irenizm. Pełny pokój między dwp,a religiami, które pragną objąć swoim działaniem cały świat po prostu nie jest możliwy. A pojednanie dogmatyczne oznaczałoby konieczność wyrzeczenia się przez chrześcijan tego, co dla nas najważniejsze. Wiary we Wcielenie.