Ojciec — trzecia ofiara aborcji
- 7 stycznia, 2008
- przeczytasz w 3 minuty
Mężczyzna również cierpi w wyniku aborcji, bowiem traci swoje ojcostwo — przestrzega twórca Projektu Rachela Vickie Thorn. Grupa ta wraz z archidiecezją San Francisco, Rycerzami Kolumba oraz National Office of Post-Abortion Reconciliation and Healing zorganizowała pierwszą konferencję na temat skutków aborcji dla ojców. — Nie można zapominać o pomocy dla mężczyzn, których żony lub kochanki dokonały aborcji — przestrzega Thorn. — Ale trzeba im pomagać inaczej niż […]
Mężczyzna również cierpi w wyniku aborcji, bowiem traci swoje ojcostwo — przestrzega twórca Projektu Rachela Vickie Thorn. Grupa ta wraz z archidiecezją San Francisco, Rycerzami Kolumba oraz National Office of Post-Abortion Reconciliation and Healing zorganizowała pierwszą konferencję na temat skutków aborcji dla ojców.
- Nie można zapominać o pomocy dla mężczyzn, których żony lub kochanki dokonały aborcji — przestrzega Thorn. — Ale trzeba im pomagać inaczej niż kobietom — dodaje, zastrzegając, że aborcja oznacza, że w mężczyźnie pewien rys jego osobowiści nie może się przekształcić dzięki ojcostwu.
- Są trzy ofiary każdej aborcji. Dziecko i jego rodzice. A dzięki tej konferencji chcemy, by powstały grupy w Kościele, które pomagać będą tym mężczyznom, którzy cierpią w milczeniu i samotności opłakując swoje utracone dzieci — uzupełnia Carl Anderson z organizacji Rycerze Kolumba.
W trakcie konferencji występowali mężczyźni, którzy opowiadali o swojej stracie. — Miałem aborcję — mówił Mark B. Morrow. A Jason Baier opowiadał, co czuje, gdy myśli o tym, jak wyglądałby jego chłopak, gdyby jego kobieta powiedziała mu o aborcji, zanim jej dokonała. — To byłby blondynek z niebieskimi oczkami, jak aniołek — opowiada Baier i dodaje: nie mogę nawet wypowiedzieć tego, co utraciłem.
I choć w syndrom postaborcyjny u mężczyzn nie wierzą działaczki pro choice psychoterapeuci zajmując się jego leczeniem nie mają wątpliwości: trudno dyskutować z jego istnieniem. — Trudno pomijać życiowe doświadczenia ludzi — tłumaczy Thorn. — Czas przyznać, że istnieje cierpienie mężczyzn pozbawionych ojcostwa — dodaje.
O swoim doświadczeniu cierpienia związanego z utratą dzieci opowiadał na konferencji Morrow. — Gdy moja żona przyszła do mnie, by podzielić się radością z tego, że jest w ciąży uświadomiłem sobie, że ja już mam czworo, martwych dzieci. To był cios — mówił Morrow. Kilka miesięcy później odnalazł swoją eks-dziewczynę, którą przed laty odprowadzał do kliniki, by usunęła ciążę bliźniaczą. — Spotkaliśmy się i pomodliliśmy, szukając pokoju. Kilka tygodni później przysłała do mnie list. Napisała w nim tylko: “tamtego dnia siedzieliśmy razem pod tą wyklętą przez Boga kliniką. Miałem nadzieję do ostatniego dnia, że wstaniesz i powiesz: nie róbmy tego. Ale tego nie zrobiłeś” — wspomina Morrow.
Jeszcze inną drogę przebył Chris Aubert, prawnik, obecnie zaangażowany działacz na rzecz życia. — Gdy w 1985 roku, gdy moja dziewczyna powiedziała mi, że jest w ciąży i zamierza ją przerwać, przyjąłem to całkowicie obojętnie. Gdy zapytała mnie, czy nie chciałbym pójść z nią do kliniki odpowiedziałem, że nie mam czasu, bo idę grać w softball. Dałej jej 200 dolarów i nigdy więcej z nią nie rozmawiałem. Równie obojętnie przyjąłem informację, że moja druga dziewczyna usunęła ciążę w 1991 roku — opowiadał. Co zrobił zrozumiał dopiero, gdy z żoną zobaczył ich dziecko na USG. — W tym momencie zrozumiałem, że aborcja jest zła — dodał. Krótko potem konwertował na katolicyzm. Obecnie ma z żoną pięcioro dzieci. Wszyscy razem często protestują przed klinikami aborcyjnymi. I choć często zadaje sobie pytanie, co by były, gdyby jego pierwsza dziewczyna nie dokonała aborcji, jest pewien, że obecne szczęście nie może usprawiedliwiać zła, które wydarzyło się w jego życiu, za jego sprawą.