“Pastor” ateista
- 28 grudnia, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Klaas Hendrikse jest reformowanym pastorem Protestanckiego Kościoła Holandii (PKN). Niedawno opublikował deklarację “Wierzyć w Boga, który nie istnieje — Manifest ateistycznego pastora”, która, jak donosi ewangelikalna agencja informacyjna idea powołując się na ENI, robi furorę w Holandii. – Bóg nie jest istotą, ale pojęciem na określenie pewnej relacji. Jeśli ktoś mówi: Nie opuszczę cię i trzyma się tego, to wówczas relację tę możemy nazwać Bogiem – twierdzi […]
Klaas Hendrikse jest reformowanym pastorem Protestanckiego Kościoła Holandii (PKN). Niedawno opublikował deklarację “Wierzyć w Boga, który nie istnieje — Manifest ateistycznego pastora”, która, jak donosi ewangelikalna agencja informacyjna idea powołując się na ENI, robi furorę w Holandii. – Bóg nie jest istotą, ale pojęciem na określenie pewnej relacji. Jeśli ktoś mówi: Nie opuszczę cię i trzyma się tego, to wówczas relację tę możemy nazwać Bogiem – twierdzi “pastor”.
PKN rozkłada ręce i na razie nie przewiduje kroków dyscyplinarnych wobec „pastora”. Bas Plaisier, sekretarz generalny PKN, przyznał wprawdzie, że Hendrikse traktuje wiarę chrześcijańską, jak śmietnik, jednak Kościół nie zajmie się sprawą, poprzestając na „świadectwie wiary” wobec „pastora”. Z kolei holenderski dziennik “De Volkskrant” wykazał mniej wyrozumiałości wobec „teologa” niż władze Kościoła, porównując Hendrikse’go z wegetarianinem, pracującym w charakterze rzeźnika.
Hendrikse nie jest pierwszym „ateistycznym pastorem”, który robi medialną karierę. W 2004 roku podobne poruszenie wywołał duchowny z Danii, Thorkild Grosboell. O sprawie szczegółowo informowaliśmy na łamach EAI Ekumenizm.pl.
Komentarz
Zarówno w przypadku Hendrikse’go i Grosboella wielką rolę odgrywają media. Kościoły pomijane zazwyczaj w zachodnich środkach masowego przekazu, oczywiście z wyjątkiem afer, skandali i doniesień o nieprawdopodobnych odkryciach, mających “rewolucyjnie zmienić oblicze chrześcijaństwa”, stają się tematem numer jeden bulwarówek i antyklerykalnych czytadeł.
Korzystają na tym wydawcy oraz sezonowi aktorzy – w tym wypadku Hendrikse’go. W takich sytuacjach powraca zawsze pytanie: jak ma reagować Kościół – zarówno w wymiarze wspólnotowym, jak i, przepraszam za słowo, administracyjnym? Czy lepiej sprawę zostawić, aby nie wzbudzać dodatkowej sensacji („Kościół walczy przed sądem z ateistycznym księdzem!”), czy może w duchu odpowiedzialności za Kościół, jasnego zaświadczania o Ewangelii, w imię wierności Bogu i Jego Kościołowi, powinno się sprawy takie nagłaśniać i robić wszystko, aby nie traktować ich jako „cnoty wolności słowa w Kościele”, ale jako atak na Kościół i apostazję, czyli porzucenie wiary, dzięki której Kościół żyje?
Nietrudno się domyśleć, że popis Hendrikse’go wywołał nieudawany entuzjazm tzw. wolnomyślicieli, posępnych stowarzyszeń na rzecz humanizmu, neutralności światopoglądowej państwa, do którego będzie się apelować, aby stanął w obronie ateistycznego duchownego, jeśli Kościół, w tym wypadku PKN, obudzi się, podejmie kroki dyscyplinarne, skreślając Hendrikse’go z listy duchownych. Każda taka sprawa nie dotyczy w żadnym wypadku sporu o wolność słowa, ale zupełnie innych kwestii: na czym polega wolność w Kościele i wiarygodność tegoż wobec świata, a przede wszystkim wobec Pana Jezusa, który jest przecież jego Głową. To fundamentalna sprawa — nie tylko w okresie świąt, przypominających o objawieniu Boga w Jezusie Chrystusie narodzonego z Marii Panny, ale każdego dnia.
Dariusz Bruncz