Po aborcyjnych igrzyskach
- 13 kwietnia, 2007
- przeczytasz w 2 minuty

LPR rozpętała antyaborcyjną wojenkę, licząc, że pod sztandarami ochrony życia nienarodzonego, uciuła kilka procentów w sondażach i odbierze PiS-owi radiomaryjny elektorat. Część PiS‑u dała się wciągnąć w propagandówkę LPR. Biskupi przyparci do muru powiedzieli, co musieli powiedzieć. Partyjno-aborcyjne igrzyska trwały: parlamentarzyści nieustannie musztrowali się w ortodoksji, walcząc o serce ojca Rydzyka, zamkniętego w toruńskiej twierdzy, z której dzielnie odgrzewał stare spory. Posłowie zamiast zajmować się ustawami ułatwiającymi kobietom urodzenie dziecka, wybrali kilkumiesięczny plebiscyt, z którego jest więcej szkód niż pożytku.
LPR rozpętała antyaborcyjną wojenkę, licząc, że pod sztandarami ochrony życia nienarodzonego, uciuła kilka procentów w sondażach i odbierze PiS-owi radiomaryjny elektorat. Część PiS‑u dała się wciągnąć w propagandówkę LPR. Biskupi przyparci do muru powiedzieli, co musieli powiedzieć. Partyjno-aborcyjne igrzyska trwały: parlamentarzyści nieustannie musztrowali się w ortodoksji, walcząc o serce ojca Rydzyka, zamkniętego w toruńskiej twierdzy, z której dzielnie odgrzewał stare spory. Posłowie zamiast zajmować się ustawami ułatwiającymi kobietom urodzenie dziecka, wybrali kilkumiesięczny plebiscyt, z którego jest więcej szkód niż pożytku.
Z kolei Tomasz Terlikowski dopatruje się w kolejnej zadymie PiS‑u i LPR testu na wierność katolickiemu nauczaniu. Wczoraj takim testem była Matka Boża Trybunalska: kto śmie być przeciw, ten żywi „najgłębsze przekonanie, że państwo ma być ateistyczne. Nie laickie, nie świeckie, ale konkretnie ateistyczne.” I tak dalej, i tak dalej. Testy, sprawdziany, odpytywania: nie zdasz rozpisanego przez nas konkursu, nie odpowiesz zadowalająco na pytanie, to jesteś wrogiem, człowiekiem układu lub po prostu świnią. A jeśli świnią nie jesteś, to jeszcze musisz to udowodnić.
Tomasz Terlikowski słusznie pisze, że wygrało partyjnictwo, ale tylko dlatego, że od samego początku cała ta debata była jednym wielkim partyjnictwem, sarmackim skowytem sondażowego planktonu, który zapragnął być chociaż kijanką nie bez pomocy części rzymskokatolickiej hierarchii. W całej tej sprawie życie było od początku spisane na straty, bo to nie o dzieci chodziło, a o zapisy, które poza religijnym samospełnieniem nadgorliwców, niczego by nie zmieniły.
Awantura o konstytucję ma wielu przegranych – jest nim na pewno Marek Jurek, którego poglądy w tej materii znane są od dawna i któremu szczerych intencji trudno odmówić. Głównymi przegranymi są dzieci, te nienarodzone, które stały się przedmiotem partyjnych przepychanek.
I na koniec refleksja ściśle kościelna: nie postkomunistyczne SLD, ani też rozhisteryzowane feministki, sprawujące dyktaturę nad własnymi brzuchami wg. zasady “mój brzuch, mój płód”, ani też układ demoliberałów doprowadzi do osłabienia autorytetu Kościoła w Polsce. Głównymi architektami ośmieszania wiary i chrześcijaństwa w Polsce będą politycy obecnej koalicji, którzy nie bez przychylności części episkopatu, będą chcieli odzyskać Polskę dla Kościoła — nawet, jeśli ten nie będzie chciał.