Społeczeństwo

Poważnie o poważnych sprawach


Nie ma rze­czy waż­niej­szej dla czło­wie­ka niż zba­wie­nie. Jak wie­rzą chrze­ści­ja­nie doko­nu­je się ono w Jezu­sie Chry­stu­sie, przez wia­rę w Nie­go. Nie ma zatem decy­zji poważ­niej­szej niż odstęp­stwo od Jezu­sa Chry­stu­sa, wypar­cie się wia­ry w Nie­go i w Jego Boskość. Taką decy­zję pod­jął kil­ka tygo­dni temu prof. Tomasz Węcław­ski. Jego wol­ność i odpo­wie­dzial­ność. Jeśli jed­nak chce­my jego i pre­zen­to­wa­ną przez nie­go myśl trak­to­wać poważ­nie — to koniecz­na jest poważ­na reflek­sja nad tym, co dopro­wa­dzi­ło […]


Nie ma rze­czy waż­niej­szej dla czło­wie­ka niż zba­wie­nie. Jak wie­rzą chrze­ści­ja­nie doko­nu­je się ono w Jezu­sie Chry­stu­sie, przez wia­rę w Nie­go. Nie ma zatem decy­zji poważ­niej­szej niż odstęp­stwo od Jezu­sa Chry­stu­sa, wypar­cie się wia­ry w Nie­go i w Jego Boskość. Taką decy­zję pod­jął kil­ka tygo­dni temu prof. Tomasz Węcław­ski. Jego wol­ność i odpo­wie­dzial­ność. Jeśli jed­nak chce­my jego i pre­zen­to­wa­ną przez nie­go myśl trak­to­wać poważ­nie — to koniecz­na jest poważ­na reflek­sja nad tym, co dopro­wa­dzi­ło go do tak poważ­nej i decy­du­ją­cej decy­zji. A tej nie­ste­ty bra­ku­je.

Gdy dzie­kan wydzia­łu teo­lo­gicz­ne­go Uni­wer­sy­te­tu im. Ada­ma Mic­kie­wi­cza w Pozna­niu zapo­wie­dział, że spe­cjal­na komi­sja prze­ba­da pisma byłe­go teo­lo­ga, któ­ry wybrał ścież­kę apo­sta­zji — ucie­szy­łem się. Zna­czy­ło to bowiem, że ktoś poważ­nie trak­tu­je obo­wią­zek dba­nia o orto­dok­sję stu­den­tów teo­lo­gii, kle­ry­ków, ale i zwy­kłych wier­nych. Jeśli bowiem dro­gą do apo­sta­zji ks. Węcław­skie­go była jego myśl, a tak prze­cież twier­dzi on sam i jego obroń­cy — to trze­ba ją trak­to­wać poważ­nie i spraw­dzić, któ­re jej ele­men­ty są zde­cy­do­wa­nie nie­orto­dok­syj­ne. Decy­zja taka ozna­cza­ła rów­nież, że trak­tu­je się poważ­nie same­go myśli­cie­la. Jego poglą­dy są trak­to­wa­ne jako mają­ce zna­cze­nie, ich treść jest trak­to­wa­na jako zna­czą­cą­ca i waż­na, i bada­na, by nie rodzi­ła już w umy­słach i duszach wier­nych zamie­sze­nia. Nie­ste­ty szyb­ko oka­za­ło się, że tak nie jest. Wydział teo­lo­gicz­ny odro­czył bada­nia, zapew­ne na wiecz­ne nigdy. Ire­nizm, pozor­ny dia­lo­gizm i lęk przed afe­rą na łamach mediów dopro­wa­dził do rezy­gna­cji z obro­ny wia­ry przed tym, co może jej gro­zić, ale tak­że do odrzu­ce­nia rze­czy­wi­ste­go dia­lo­gu, któ­ry zakła­da przede wszyst­kim pozna­nie argu­men­ta­cji opo­nen­ta i sto­ją­cych za jego myśle­niem zagro­żeń czy wyzwań. Zwy­czaj­ny sza­cu­nek dla twór­czo­ści Węcław­skie­go wyma­ga, żeby zamiast uda­wać, że nic się nie sta­ło — potrak­to­wać jego dzie­ło na poważ­nie i zba­dać je od pod­szew­ki. A potem udzie­lić na nie odpo­wie­dzi: orto­dok­syj­nej.


Zamiast tego “Tygo­dnik Powszech­ny” posta­no­wił oddać głos Węcław­skie­mu, któ­ry “odpo­wia­da kry­ty­kom”. Za wcze­śnie jesz­cze, by odnieść się do tre­ści tego tek­stu. Trze­ba mieć czas, by wejść w jego treść i prze­drzeć się przez teo­lo­gicz­no-filo­zo­ficz­ną nowo­mo­wę. Ale jed­no moż­na powie­dzieć już teraz: jest dość zaska­ku­ją­ce, że kato­lic­ki tygo­dnik nie trak­tu­je poważ­nie kato­lic­kich poglą­dów. Wia­ra w Boskość Chry­stu­sa jest ich fun­da­men­tem, bez nich nie ma nie tyl­ko kato­li­cy­zmu, ale nawet chrze­ści­jań­stwa, odda­wa­nie gło­su komuś, kto ten fun­da­ment odrzu­ca, budu­jąc na “uczci­wo­ści” wobec sie­bie i wobec każ­dej “jed­nost­ko­wej egzy­sten­cji” nowe odpo­wie­dzi, któ­re są zwy­czaj­nym zakwe­stio­no­wa­niem praw­dy obja­wio­nej rodzi pyta­nie o to, na ile poważ­nie trak­tu­je się wia­rę. Bo roz­wa­ża­nia prof. Toma­sza Węcław­skie­go nie są tyl­ko “nie­groź­nym filo­zo­fo­wa­niem”, nie są tyl­ko pisa­niem publi­cy­sty, ale doty­ka­ją tego, co w naszym życiu naj­istot­niej­sze, bo rze­czy­wi­sto­ści zba­wie­nia. Apo­sta­zja, wypar­cie się Chry­stu­sa jest dla nie­go ogrom­nym zagro­że­niem. “Lecz kto się Mnie zaprze przed ludź­mi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, któ­ry jest w nie­bie” (Mt 10, 33) — mówi Jezus do uczniów.


Trud­no też nie zadać pyta­nia, czy rze­czy­wi­ście pro­pa­go­wa­nie odstęp­stwa, umoż­li­wie­nia jego inte­lek­tu­al­nej obro­ny i umoc­nie­nia rze­czy­wi­ście pozo­sta­je zada­niem kato­lic­kie­go pisma. Czy jego auto­rzy rze­czy­wi­ście mają świa­do­mość, że w ten spo­sób mogą skło­nić kogoś do powtó­rze­nia dro­gi Toma­sza Węcław­skie­go? Czy pamię­ta­ją o innych sło­wach z Ewan­ge­lii, w któ­rych Jezus powie­dział: “Lecz kto by się stał powo­dem grze­chu dla jed­ne­go z tych małych, któ­rzy wie­rzą we Mnie, temu było­by lepiej kamień młyń­ski zawie­sić u szyi i uto­pić go w głę­bi morza” (Mt 18, 6)? A jeśli tak to czy trak­tu­ją apo­sta­zję, odstęp­stwo, ale i orto­dok­sję rze­czy­wi­ście poważ­nie? Jeśli tak — to ich dzia­ła­nia pozo­sta­ją dla mnie nie­zro­zu­mia­łe.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.