Powrót do przeszłości
- 24 lipca, 2006
- przeczytasz w 3 minuty
Wszyscy pamiętamy rządowe limuzyny pędzące do siedziby toruńskiej rozgłośni. Pamiętamy rozanielonego premiera, który na antenie Radia Maryja (RM) emanował świętym spokojem i radością. Rozczulony prawie do łez wyznawał, że oto wreszcie ma niepowtarzalną okazję powiedzenia tego, co myśli. I to bez obawy, że jakaś tam Olejnik, czy inny dziennikarz przypuści „zmasowany atak” na wizję IV RP. Premier został oddelegowany do pełnienia mniej zaszczytnych obowiązków, a na fotelu szefa rządu zasiadł Jarosław […]
Wszyscy pamiętamy rządowe limuzyny pędzące do siedziby toruńskiej rozgłośni. Pamiętamy rozanielonego premiera, który na antenie Radia Maryja (RM) emanował świętym spokojem i radością. Rozczulony prawie do łez wyznawał, że oto wreszcie ma niepowtarzalną okazję powiedzenia tego, co myśli. I to bez obawy, że jakaś tam Olejnik, czy inny dziennikarz przypuści „zmasowany atak” na wizję IV RP. Premier został oddelegowany do pełnienia mniej zaszczytnych obowiązków, a na fotelu szefa rządu zasiadł Jarosław Kaczyński. Od zaprzysiężenia rządu minął ledwie tydzień, a nowy premier już zagościł na antenie kościelnego nadawcy. Po raz kolejny umożliwiono spektakl bilateralnej adoracji między formacja rządzącą a Radiem Maryja. A miało być przecież inaczej…
Sprawa Radia Maryja przycichła. Spotkania rady programowej RM nie odbiły się większym echem w mediach. Nawet “Gazeta Wyborcza” ograniczyła się do kilku zdawkowych relacji. Biskupi odetchnęli z ulgą, że mają o jeden problem mniej. W świetle zamieszania z teczkami księży-agentów odfajkowanie sprawy RM miało niebagatelne znaczenie. Nic tak przecież nie osłabia efektywności działania aniżeli wojna na kilka frontów. Wydawało się, że RM skoncentruje się na tym, do czego zostało powołane: na ewangelizacji, modlitwie, a stare niesnaski, wyrzuty i żale spoczną w archiwum publicystyki.
Wczoraj wieczorem premier Kaczyński pojawił się w mediach o. Rydzyka. Powiedział, że Polska nie byłaby taka, jaka jest, gdyby nie ojciec dyrektor, pozostali redemptoryści i siostry nazaretanki. Według urzędującego premiera RM jest rozgłośnią zasłużoną dla Polski i Kościoła. Nie do końca jednak wiadomo, co dokładnie Polska, ta III RP, zawdzięcza RM, bo to, że kościelna rozgłośnia przyczyniła się do wystąpienia symptomów trójpartyjnej IV RP nikt chyba nie ma wątpliwości.
Po premierze przemówił o. Rydzyk. Złożył podziękowania premierowi za to, że nie przyłączył się do krytyki radia, któremu (oczywiście zupełnie niesłusznie) zarzucono zbytnie upolitycznienie i wspieranie konkretnej opcji politycznej. Ba! Premier nie tylko się nie przyłączył do ataku, ale nawet bronił radio. Co prawda, to prawda. Na tym jednak nie koniec. Ojciec Rydzyk rozwikłał wielką tajemnicę. Jak poznać szczerość intencji polityków? Po uczynkach? Nie. Po zamiarach? Też nie. Otóż: “Człowieka poznaje się po tym, co z tego (działalności politycznej — D.B.) ma materialnie.” Bez komentarza.
Chciałbym być złym prorokiem, ale obawiam się, że wraz ze zmianą premiera i wcześniejszych perturbacji wokół rozgłośni nie nastąpiło znaczące przewartościowanie w temacie RM. Po raz kolejny kościelna rozgłośnia, której jedynym celem powinno być głoszenie Ewangelii znalazła się w orbicie politycznych rozgrywek. Po raz kolejny szef polskiego rządu podniósł radiomaryjny sztandar i uwiarygodnił w ten sposób nadawcę, który od lat polaryzuje społeczeństwo i Kościół rzymskokatolicki. Premierowi zabrakło po raz kolejny wyobraźni, a RM siły, aby przeciwstawić się pokusie ponownego zbliżenia się do tronu, niestety nie Bożego.
:: Ekumenizm.pl: Sojusz tronu i ołtarza