Problem z wiarygodnością — niemieckie komentarze po watykańskim dokumencie
- 2 sierpnia, 2004
- przeczytasz w 4 minuty
Bez przesady można powiedzieć, że w Niemczech istnieje pewien niepisany rytuał, gdy Watykan ogłasza liturgiczne instrukcje, tudzież encykliki, dotyczące Eucharystii: członkowie rzymskokatolickiej Konferencji Biskupów Niemieckich (DBK) mówią zazwyczaj o wizjonerskim, ale zarazem niezmiennym charakterze ogłoszonego dokumentu (nihil novi!), natomiast organizacje laickie i prasa (nawet konserwatywna) nie unikają ostrych słów krytyki. Nie mogło być też inaczej w odniesieniu do najnowszego dokumentu rzymskiej Kongregacji Nauki Wiary o roli kobiet […]
Bez przesady można powiedzieć, że w Niemczech istnieje pewien niepisany rytuał, gdy Watykan ogłasza liturgiczne instrukcje, tudzież encykliki, dotyczące Eucharystii: członkowie rzymskokatolickiej Konferencji Biskupów Niemieckich (DBK) mówią zazwyczaj o wizjonerskim, ale zarazem niezmiennym charakterze ogłoszonego dokumentu (nihil novi!), natomiast organizacje laickie i prasa (nawet konserwatywna) nie unikają ostrych słów krytyki. Nie mogło być też inaczej w odniesieniu do najnowszego dokumentu rzymskiej Kongregacji Nauki Wiary o roli kobiet i mężczyzn w świecie i Kościele.
Dokumenty najważniejszej rzymskiej kongregacji śledzone są w Niemczechz wielką uwagą i to nie tylko dlatego, że na jej czele stoi pochodzący z Bawarii kardynał Joseph Ratzinger, który przez kilka lat był ordynariuszem prestiżowej Archidiecezji Monachium-Freising. Niemiecka prasa obficie informuje o watykańskim tekście, przytaczając głosy oburzenia zarówno rządzących zielonych (Die Grünen), jak i opozycyjnych liberałów (FDP). Dokument nie wzbudził też wielkiego zachwytu wśród chadeków (CDU), ani tym bardziej socjaldemokratów (SPD), zajętych reformą emerytalną. Tradycyjnie pełne poparcie dla dokumentu wyraził przewodniczący DBK kardynał Karl Lehmann z Moguncji, utożsamiany z liberalnymi kręgami w niemieckim Kościele Rzymskokatolickim.
W komentarzach niemieckiej prasy przeważają ironiczne uwagi, podkreślające uparte i zdezaktualizowane spojrzenie watykańskich purpuratów na realia życia społecznego. Ratzinger pisze o świecie, którego już nie ma. Ten dokument mógł zostać napisany również przez imama z meczetu Al-Azar w Kairze – napisała gazeta Erlanger Nachrichten, powołując się na znaną we Włoszech polityk 77-letnią Ennę Bonino.
W bardziej wyważonym, aczkolwiek stanowczym tonie wypowiada się Matthias Drobinski, znany felietonista i redaktor ds. religijnych jednego z najpoczytniejszych dzienników ogólnoniemieckich Süddeutsche Zeitung (SZ), wydawanej w bawarskiej stolicy.
Drobinski przyznaje Ratzingerowi rację, że agresywny feminizm, domagający się radykalnego odwrócenia życia społecznego i sprowadzający różnice między kobietą a mężczyzną do historii ucisku kobiety jest przesadzony. Jeśli ktoś chce przyznać rację takim “feministkom” ten powinien bez obawy o posądzenie go o unieszczęśliwianie dzieci odciągnąć chłopców od samochodów, a dziewczynki od lalek – zauważa ironicznie Drobinski. Rację ma również Ratzinger, gdy sprzeciwia się redukowaniu kobiet “tylko” do roli kur domowych, domagając się, aby kobiety pogodziły dar macierzyństwa z planami zawodowymi. Mimo wielu przyjaznych akcentów wobec kobiet dokument powiększy przepaść między nimi a hierarchią – uważa Drobinski – a to przede wszystkim dlatego, że Ratzinger posługuje się patologicznym obrazem ruchu feministycznego (feministki odpowiedzialne są egoizm, rozpad rodziny, a nawet za akceptację homoseksualizmu) oraz promuje pesymistyczną wizję kultury.
Czy rzeczywiście watykański dokument, autoryzowany przez papieża Jana Pawła II, rozciąga przed czytelnikami wizję kultury upadku opakowanej w tradycyjną naukę o grzechu pierworodnym? Problem ten wymagałby, można bez przesady powiedzieć, szczegółowej pracy egzegetycznej. Jeśli Ratzinger stwierdza, że błędne jest stwierdzenie, że różnice między kobietą a mężczyzną wynikają z uwarunkowań historyczno-politycznych, to należy zapytać czy rzeczywiście kobieta i mężczyzna mają niezmienne miejsca w społeczeństwie.
Największym problemem dokumentu jest jednak to – pisze Drobinski – że zostaje on opublikowany podczas wielkiego kryzysu wiarygodności Kościoła Rzymskokatolickiego. Jeśli Kościół ogłasza sprawę kapłaństwa kobiet za zakończoną (tak jakby inne myślenie było zabronione), jeśli systematycznie redukuje katedry teologii feministycznej na fakultetach teologii katolickiej, niezłomnie podkreśla obowiązek celibatu wśród kleru i swoje homofobiczne nastawienie, to wśród ludzi rodzi się dysonans poznawczy oparty nie tylko na wyraźnej nadreprezentacji homoseksualnych księży w Kościele, lecz także na kanwie skandali seksualnych w Europie (St Pölten, Wiedeń) i poza nią (USA). Powyższe dane można oczywiście uzupełnić o wątki polskie (Poznań i Tylawa, a ostatnio także i Gdańsk).
Wspomniany dysonans poznawczy zniechęca ludzi wobec Kościoła, który nie potrafi poradzić sobie z praktycznym urzeczywistnieniem głoszonych przez siebie zakazów i nakazów. Drobinski kończy swój wywód istotnym spostrzeżeniem: wprawdzie watykański dokument skierowany jest do biskupów (choć nie tylko do nich, jak zauważa np. kardynał Lehmann), to jednak chce być pouczeniem, upewnieniem, przypomnieniem obowiązujących reguł w Kościele, “celem uniknięcia zamętu.”
Jeszcze na samym początku tekstu Drobinski wskazuje na liczne kordialności, jakie wypowiada Ratzinger pod adresem kobiet, przemilczając zupełnie rolę i znaczenie mężczyzn. Na końcu zaś Drobinski stwierdza: “Uniknięcie zamętu jest prawdziwym powodem, dla którego mężczyźni nie występują w dokumencie Ratzingera, a mowa jest wyłącznie o roli kobiet. List jest, przy wszystkich serdecznościach, dziełem mężczyzn, którzy walczą o obowiązującą moc definicji, mającej określić co należy, a co nie do istoty kobiety. I to nie dlatego, żeby zmienić świat, ale żeby uratować własne spojrzenie na świat.”
Matthias Drobinski: Männerwerk. W: Süddeutsche Zeitung z 2. sierpnia 2004, S. 4.
Peer Meinert (dpa): “Das könnte ein Imam schreiben”. W: Erlanger Nachrichten z 2. sierpnia 2004, S. 2.
Ekumenizm.pl — “List o współdziałaniu mężczyzny i kobiety” — pierwsze refleksje