- 13 października, 2026
- przeczytasz w 5 minut
Brytyjczycy, którzy najmocniej wiążą chrześcijaństwo z tożsamością narodową, rzadko chodzą do kościoła – wynika z raportu think tanku Theos.
Radykalna prawica chce przejąć Kościoły?
Brytyjczycy, którzy najmocniej wiążą chrześcijaństwo z tożsamością narodową, rzadko chodzą do kościoła – wynika z raportu think tanku Theos.
Pochody z krzyżami ulicami Londynu, jak choćby ten o nazwie „Unite the Kingdom” we wrześniu 2025 roku zorganizowany przez Tommy’ego Robinsona ze zdalnym wsparciem Elona Muska, demonstracyjne wywieszanie flag św. Jerzego i proklamowanie Chrystusa królem to coraz częściej spotykane formy manifestacji w Wielkiej Brytanii.
Napięcia związane ze społeczno-ekonomicznymi konsekwencjami wystąpienia z Unii Europejskiej oraz zewnętrzne inspiracje prawicy religijnej z USA to już stały element brytyjskiej rzeczywistości politycznej.
Populistyczna prawica w kościele
Pod koniec września 2026 roku w chrześcijańskich mediach w Wielkiej Brytanii pojawiły się doniesienia o zainteresowaniu ekstremistycznych ruchów prawicowych Kościołami. Przykładem jest Platforma Patriotów (PP) kierowana przez Danny’ego Thomasa (pseud. Danny Tommo). Zasłynął on nagraniem, na którym przecina nożem ponton używany przez migrantów na kanale La Manche. Przed sądem nie przyznał się do zarzutu zniszczenia mienia.
Thomas zaczął pojawiać się wraz ze swoimi zwolennikami na nabożeństwach w jednej z południowych dzielnic Londynu (kościół św. Wawrzyńca w Morden). Media informowały o ponad 25 osobach, które uczęszczają na nabożeństwo, co w sytuacji dość skromnego stopnia praktyk religijnych w Anglii wzbudziło zainteresowanie. Przedstawiciele PP nie wykluczają przyjęci chrztu, a w przestrzeni wirtualnej oraz na demonstracjach pojawiły się apele do zwolenników, aby zaangażowali się w lokalną wspólnotę religijną.
Anglikańska diecezja Southwark, do której należy parafia, wydała oświadczenie, że drzwi Kościoła otwarte są dla ludzi o różnym pochodzeniu etnicznym, reprezentujących odmienne światopoglądy. – Wierzymy, że Ewangelia jest dla każdego, że wszyscy potrzebujemy Boga, a ci, którzy Go poszukują w wierze, znajdą Go. Niemniej odrzucamy wszelkie przejawy przemocowego i zastraszającego zachowania, które jest niezgodne z prawem lub neguje godność i prawa innych. Chrześcijański nacjonalizm nie znajduje żadnego usprawiedliwienia w świadectwie Pisma Świętego – głosi stanowisko diecezji.
Nowa strategia prawicowych ruchów wzbudziła poruszenie, także w kontekście debat, na ile medialna opowieść o religijnym odrodzeniu na Wyspach jest prawdziwa, a na ile błędów statystycznych, o których informowaliśmy na łamach ekumenizm.pl.
Zainteresowanie prawicowych grup Kościołem, i to nie tylko anglikańskim, wzbudziło obawy, ale też radość chrześcijańskich komentatorów. – Musimy wytrwać w tym pięknym napięciu odmowy spisywania ludzi na straty, zanim mieli okazję spotkać Jezusa, jednocześnie stojąc u boku imigrantów i wykluczonych, oraz sprzeciwiając się rasizmowi, językowi usprawiedliwiającemu wrogość wobec bliźnich – napisał w komentarzu dla magazynu Premier Christian Rick Hill, odpowiedzialny za działania misyjne Kościoła Prezbiteriańskiego w Irlandii (Kościół obejmuje też Irlandię Północną – przyp. red.).
Niedługo po doniesieniach o prawicowej ofensywie w kościołach opublikowany został raport think tanku Theos. Wynika z niego, że osoby najmocniej łączące chrześcijaństwo z tożsamością narodową rzadko uczestniczą w życiu Kościołów.
Raport zatytułowany Beyond ‘Christian Nationalism’: measuring attitudes to Christianity and Britishness today (pol. Poza chrześcijańskim nacjonalizmem: pomiar dzisiejszych postaw wobec chrześcijaństwa i brytyjskości) przeanalizował relacje między chrześcijaństwem a przynależnością narodową.
Separatyści i integracjoniści
Raport wyszczególnił pięć grup respondentów, z których największą (34%) stanowią tzw. „zagorzali separatyści”, odrzucający wszelkie przejawy chrześcijańskiego nacjonalizmu, jak i jakikolwiek wpływ chrześcijan na brytyjską politykę, prawo czy infrastrukturę.
Kolejną tworzą „kulturowi separatyści” (16%), którzy prezentują podobne, choć mniej radykalne poglądy. Ponad połowa tej grupy (56%) obawia się wzrostu liczby muzułmanów, a niemal wszyscy (99%) byliby niezadowoleni, gdyby lokalny kościół zamieniono w meczet.
Następną grupą są „tożsamościowi integracjoniści” (11%), uważający, że chrześcijaństwo jest fundamentem brytyjskości, stąd konieczność jego obrony. 61% ankietowanych grupy uważa, że bycie chrześcijaninem jest warunkiem koniecznym bycia Brytyjczykiem. To właśnie w tej grupie najmocniej zadomowiony jest chrześcijański nacjonalizm.
Grupę najczęściej uczestniczącą w praktykach religijnych stanowią religijni integracjoniści (13%), spośród których 31% bierze udział w cotygodniowych praktykach religijnych. Dla tej grupy ważniejsze od zachowywania chrześcijańskich wartości i tożsamości religijnej narodu jest promowanie wiary chrześcijańskiej, głoszenie Ewangelii.
Ostatnia, liczną grupę (26%) stanowią ci, którzy koncentrują się na wartościach przekazywanych w społeczeństwie („integracjoniści wartości”). Uważają, że nie trzeba być chrześcijaninem, aby być Brytyjczykiem, jednak postrzegają chrześcijaństwo jako istotny element brytyjskiej kultury, który należy uznać i chronić.
Badania pokazały, że grupą, dla której kluczowy jest związek między narodem a chrześcijaństwem („tożsamościowi integracjoniści”), napędzana jest obawami i lękiem wobec zmian społecznych. Jest to grupa, która w zdecydowanej większości deklaruje się jako chrześcijańska (81%), ale w cotygodniowych nabożeństwach uczestniczy zaledwie 13% jej członków.
Wiara to nie hasła, a naśladowanie
W rozmowie z dziennikiem The Guardian biskup Kirkstall Arun Arora z diecezji Leeds zaznaczył, że kluczowe jest rozróżnienie między kulturowym chrześcijaństwem a praktykowaną wiarą. Hierarcha stwierdził, że to, co rzuca się w oczy, to fakt, że nacjonaliści chcą nieść krzyż na marszach i eksponować go, ale są mniej chętni, aby zaprzeć się samych siebie i podążać za Jezusem. Duchowny odniósł się do słów Jezusa z ewangelii synoptycznych, który nawołuje do zaparcia się samego siebie, wzięcia krzyża i naśladowania Go (por. Mk 8,34; Mt 16,24; Łk 9,23).
Według biskupa Kościół nie powinien zachęcać tylko do uczestniczenia w nabożeństwach. – Jeśli jako Kościół mamy zamiar czekać na ludzi, aby przyszli do arki, co by posłużyć się analogią Arki Noego, to trochę sobie poczekamy. Naszą odpowiedzialnością jest przekazywanie pełnej Ewangelii uczniostwa, a to kosztuje – dodał.
Analitycy ruchów prawicowych w chrześcijaństwie, jak choćby baptystyczna teolożka ks. dr Helen Paynter z Bristolu, podkreślają, że chrześcijaństwo od samego początku było wieloetniczne, a rzeczywistość globalna jest taka, że przeciętny chrześcijanin to uboga czarnoskóra kobieta.
» Ekumenizm.pl: Ciche odrodzenie — jest czy nie ma?