Ratować jedność Kościoła przed Radiem Maryja
- 4 września, 2007
- przeczytasz w 4 minuty
Wydaje się bezwzględnie koniecznym ustanowienie nowego zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam, które będą służyły Kościołowi w Polsce pod kierownictwem biskupów zjednoczonych z Ojcem świętym Benedyktem XVI, spadkobiercą ducha Jana Pawła II — powiedział podczas ostatniego spotkania biskupów diecezjalnych na Jasnej Górze 25 sierpnia 2007 roku kard. Stanisław Dziwisz. Treść przemówienia ujawniła na swoich stronach internetowych “Rzeczpospolita”. Nadszedł czas, aby w imię odpowiedzialności przed Ojcem […]
Wydaje się bezwzględnie koniecznym ustanowienie nowego zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam, które będą służyły Kościołowi w Polsce pod kierownictwem biskupów zjednoczonych z Ojcem świętym Benedyktem XVI, spadkobiercą ducha Jana Pawła II — powiedział podczas ostatniego spotkania biskupów diecezjalnych na Jasnej Górze 25 sierpnia 2007 roku kard. Stanisław Dziwisz. Treść przemówienia ujawniła na swoich stronach internetowych “Rzeczpospolita”.
Nadszedł czas, aby w imię odpowiedzialności przed Ojcem świętym i Kościołem, a także przed tymi, którzy po nas przyjdą zabrać ostateczny głos w sprawie zasadniczej, a sprowokowanej przez Radio Maryja — mówił kard. Dziwisz. — Nie możemy być obojętni na to, co się dzieje i bezkrytycznie czekać na rozwój wydarzeń — dodał.
Metropolita krakowski podkreślił, że decyzje muszą być podjęte, by zachować jedność Kościoła w Polsce. — Chodzi o zachowanie jedności wewnątrz wspólnoty kościelnej. Jak mamy światu ukazywać jedność, skoro sami jesteśmy podzieleni? A przecież jedność jest naszą racją stanu. Jako biskupi powinniśmy mówić językiem Ewangelii, czyli językiem jednoczącym. Tylko wtedy świat nas pozna, gdy będziemy stanowili jedno w kluczowych sprawach Kościoła — podkreślał kard. Dziwisz i dodawał: “Nie chodzi tu tylko o samą osobę dyrektora, lecz o naszą odpowiedzialność za duszpasterstwo, które stopniowo wymyka się spod kontroli biskupów i przechodzi w inne ręce. Inaczej mówiąc: chodzi o odpowiedzialność za cały Kościół w Polsce! Nie możemy być obojętni na to, co się dzieje i bezkrytycznie czekać na rozwój wydarzeń. Sami powinniśmy ten problem rozwiązać i odpowiednio ukierunkować! Jesteśmy na progu niebezpieczeństwa kryzysu – ktoś inny przejmuje decydowanie o kierunku duszpasterstwa w Polsce”.
Całość przemówienia kard. Stanisława Dziwisza na stronach internetowych “Rzeczpospolitej”.
Komentarz
Teraz można powiedzieć już z dużą dozą pewności: wcześniej lub później problem Radia Maryja zostanie rozwiązany. Kard. Stanisław Dziwisz, choć nie mówi zbyt wiele, to jednak jest niezwykle skuteczny w załatwianiu spraw, na których mu zależy. A to oznacza, że ojciec Tadeusz Rydzyk ma problem. Ktoś bowiem zamiast mówić o problemie zdecydował się go rozwiązać, a nawet wskazał jak to zrobić. I nie są to kolejne pomysły, jak załatwić sprawę, żeby jej nie załatwić, ale konkretna decyzja, ostateczna i przecinająca wszystkie wątpliwości. Ojciec Rydzyk i jego obrońcy muszą się także przygotować na to, że teraz o wiele trudniej będzie im przekonywać, że atak na nich jest inspirowany przez liberałów i masonów. No chyba, że zdecydują się oni na udowanianie, że liderem tych środowisk jest najbliższy współpracownik Jana Pawła II.
Niełatwo też będzie dyskutować z zarzutami jakie przedstawił charyzmatycznemu zakonnikowi, ale pośrednio także biskupom, kard. Stanisław Dziwisz. Nie są one bowiem polityczne i próżno doszukiwać się w nich troski o jedno środowisko polityczne. Wyrastają one raczej ze świadomości wartości, o których hierarchowie zapominać nie mogą. Jedność Kościoła jest przecież wartością fundamentalną, od obrony której pasterze odstąpić nie mogą. Działania, nawet najbardziej w zamyśle ich autorów szlachetne i słuszne, jeśli tylko zaczynają jej szkodzić powinny natychmiast być przerwane lub zmodyfikowane. Rolą biskupów nie jest zaś chowanie głowy w piasek, ale decydowanie i przewodzenie.
Piszę to jednak ze świadomością, że choć ujawniona przez “Rzeczpospolitą” wypowiedź jest przełomowa, to nic na razie jeszcze się w istocie nie wydarzyło. Zdecydowano wprawdzie, że ma powstać list do generała, ale nie wiadomo jeszcze ani kto będzie go pisał, ani jak będzie on przyjmowany. Doświadczenie uczy, że zazwyczaj nawet najlepsze listy są psute podczas procesu ich redagowania czy głosowania. Jednak niezależnie od tego, czy list postanie czy nie, i jaka będzie jego treść jedno można powiedzieć już bez większych wątpliwości: toruński redemptorysta ma przeciwko sobie naprawdę poważnego przeciwnika. I ma tego świadomość nie tylko on, ale i jego przełożeni. A to oznacza, że zrobią oni wszystko, by załatwić tę sprawę. Nawet jeśli ceną za to będzie odwołanie ojca Rydzyka.
Jeśli decyzja taka zostanie podjęta to będzie to tylko pierwszy krok na drodze uzdrawiania relacji w Polsce. Później trzeba będzie zająć się wyjaśnieniem słuchaczy dlaczego doszło do odwołania, pokazać, że nie oznacza ono odrzucenia słuchaczy RM, ale także, że nie było ono spowodowane wyłącznie naciskami zewnętrznymi. Słowem trzeba będzie sprawę do końca wyjaśnić (nie tak, jak działo się to w przypadku abp. Juliusza Paetza czy abp Stanisława Wielgusa). Konieczne będzie także nowa odpowiedź na wyzwania, na które dotąd odpowiadało RM. Mówił zresztą o tym kard. Dziwisz wzywając do podejmowania pasterskiej odpowiedzialności przez biskupów.