Reformowani i obrazy — przełom?
- 9 grudnia, 2004
- przeczytasz w 2 minuty
Czy nie można by jednak tolerować w kościołach obrazów, które spełniałyby rolę “książek dla ludu”? Nie, gdyż nie jesteśmy mądrzejsi od Boga, a On chce, by Jego lud nauczano nie za pomocą niemych bożków, lecz żywym głoszeniem Jego Słowa – głosi treśc Pytania 98 w Katechizmie Heidelberskim (1563), jednej z najpopularniejszych ksiąg wyznaniowych Kościołów tradycji ewangelicko-reformowanej. Stanowisko reformacji nurtu szwajcarskiego do wizerunków, czy sztuki sakralnej w ogóle był wysoce podejrzliwy, jeśli nie negatywny. Wrogości […]
Czy nie można by jednak tolerować w kościołach obrazów, które spełniałyby rolę “książek dla ludu”? Nie, gdyż nie jesteśmy mądrzejsi od Boga, a On chce, by Jego lud nauczano nie za pomocą niemych bożków, lecz żywym głoszeniem Jego Słowa – głosi treśc Pytania 98 w Katechizmie Heidelberskim (1563), jednej z najpopularniejszych ksiąg wyznaniowych Kościołów tradycji ewangelicko-reformowanej.
Stanowisko reformacji nurtu szwajcarskiego do wizerunków, czy sztuki sakralnej w ogóle był wysoce podejrzliwy, jeśli nie negatywny. Wrogości do ikon, posągów, czy innych przedmiotów sztuki kościelnej towarzyszyły niejednokrotnie spektakularne tumulty świątyń, które w świętym gniewie demolowano i oczyszczano z “bałwanów.” Nie przeszkadzało to jednak temu, żeby w krajach znajdujących się pod wpływem teologii Zwingliego, Bullingera i Kalwina rozwijało się bujnie malarstwo. Dziś coraz częściej reformowani odchodzą od tradycyjnej niechęci do obrazów i posługują się pomocami wizualnymi także przy głoszeniu kazań.
Tradycyjne świątynie reformowane posiadają Stół Pański (lub nawet nie) oraz wyeksponowaną ambonę. Słowo i tylko ono stoi w centrum nauczania. Wszystko, co odciąga od tego Słowa, mąci zmysły nie ma racji bytu w reformowanych Kościołach. Niektóre społeczności reformowane usunęły ze swoich świątyń nawet organy. Myślę, że reformatorzy pominęli coś bardzo ważnego. Jeśli ograniczamy Ewangelię do mówionego lub pisanego tekstu, to wtedy skracamy ją, ucinamy. Dusza jest przecież poruszana przez więcej rzeczy, aniżeli tylko przez słowo – mówi ks. Bruce Marcey, pastor ewangelicko-reformowany z Północnej Karoliny (USA).
Ksiądz Marcey używa podczas nabożeństw prezentacji multimedialnych (filmy, fotografie etc.) oraz dzieł sztuki. Żadne kazanie nie jest kompletne, jeśli zbór podejmuje refleksję wiary tylko za pomocą słowa, pomijając ilustracje – uważa duchowny. Marcey nie jest odosobniony w swoich poglądach. Coraz częściej na reformowanych fakultetach teologicznych w USA i Europie przyszli duchowni zajmują się problematyką obrazu, postrzegając w sztuce szanse, a zarazem wyzwanie dla tradycyjnego zwiastowania Słowa.W Kościołach reformowanych obserwuje się ponadto proces liturgicznego renesansu, obejmujący nie tylko przebieg nabożeństwa, lecz także wystrój świątyni oraz nowoczesną wersję „Biblii dla biednych.“ Bez przesady można powiedzieć, że przyczynił się do tego rozwój społeczeństw medialnych oraz ruch ekumeniczny.
Zobacz także:
Magazyn SR: Ekstaza Obrazu — film oraz przyszłość religii
Ekumenizm.pl: Taniec świętych na ikonach