Rewolucji nie będzie
- 7 kwietnia, 2006
- przeczytasz w 4 minuty
Sytuację z Radiem Maryja można oddać parafrazującsłowa piosenki Elektrycznych Gitar „wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”. Bo choć list nuncjusza apostolskiego do polskich biskupów i prowincjała ojców redemptorystów utrzymany był, w granicach języka kościelnego, w niezwykle ostrym tonie, to na razie nic nie wskazuje na to, by wywołał odpowiednią do swojej ostrości reakcję. Było za to, jak zwykle. W mediach wypowiedzieli się dyżurni (nie ma co ukrywać, że mający rację) oskarżyciele […]
Sytuację z Radiem Maryja można oddać parafrazującsłowa piosenki Elektrycznych Gitar „wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”. Bo choć list nuncjusza apostolskiego do polskich biskupów i prowincjała ojców redemptorystów utrzymany był, w granicach języka kościelnego, w niezwykle ostrym tonie, to na razie nic nie wskazuje na to, by wywołał odpowiednią do swojej ostrości reakcję.
Było za to, jak zwykle. W mediach wypowiedzieli się dyżurni (nie ma co ukrywać, że mający rację) oskarżyciele toruńskiej rozgłośni i powtórzyli to, co od dawna mówili. Mniej lub bardziej zdecydowani zwolennicy zamilkli – i albo unikali wypowiadania się do mediów, albo informowali, jak sekretarz metropolity przemyskiego abp. Józefa Michalika, że sprawą zajmą się biskupi podczas najbliższego, majowego posiedzenia konferencji episkopatu.
Tyle, że tym razem nie da się już udawać, jak to robili piewcy Radia Maryja po ubiegłorocznej wizycie ad limina polskich biskupów w Watykanie, że uwagi Benedykta XVI odnoszą się do mediów katolickich w ogóle, a nie do konkretnego radia z Torunia. Nie da się już także, jak to czynił, w liście do prowincjała ojców redemptorystów, biskup Antoni Pacyfik Dydycz, twierdzić, że zarzuty sekretariatu Episkopatu do upolitycznienia mediów odnoszą się raczej do Radia Zet czy TVN 24, niż do rozgłośni ojca Rydzyka. Ten okres bezpowrotnie się skończył. Jak bowiem przypominał w rozmowie z dziennikarzami wybitny polski kanonista ks. prof. Remigiusz Sobański – zawarte w liście sformułowanie: „od dłuższego czasu z uwagą i cierpliwie śledzimy” należy przetłumaczyć jako: „jak długo to jeszcze potrwa?”.
Tyle, że czas w Kościele płynie inaczej, niż w polityce. Dlatego rewolucji nie będzie. Sytuacja wokół radia Maryja jest zbyt skomplikowana. A nawet najwytrwalsi jego krytycy, równie chętnie, jak o nadmiernej polityzacji mówią o wspólnocie jaką od lat buduje toruńska rozgłośnia, o jej roli katechetycznej czy ewangelizacyjnej. Strata tego narzędzia byłaby ostatnią rzeczą, o jakiej myślą polscy biskupi. Tym bardziej, że imperium o. Rydzyka, jest jedynym medialnym sukcesem polskiego Kościoła.
Czego zatem możemy się spodziewać, zamiast rewolucji polegającej na zamknięciu toruńskiej rozgłośni, czy odwołaniu jej szefa? Wszystko wskazuje na to, że zintensyfikowania narzędzi nacisku stosowanych do tej pory. Do tego wzywa zresztą sam Watykan, nakazując, by „uciążliwą sprawą Radia Maryja z pełną uwagą i stanowczością powinni się zająć: biskup toruński (gdzie radio ma siedzibę), władze zakonne Zgromadzenia Ojców Redemptorystów oraz Konferencja Episkopatu Polski”. Jak do tej pory więc sprawa ta będzie załatwiana poprzez cierpliwy dialog, wymianę pism i spotkania między sekretariatem Konferencji Episkopatu i jego Zespołem Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja, biskupem toruńskim a przełożonym ojców redemptorystów w Polsce.
Większość z tych dokumentów i zapisów spotkań zapewne nie ujrzy światła dziennego. Bo nie jest w interesie ani biskupów, ani redemptorystów, ujawnianie jakich metod chwycono się, by zdyscyplinować o. Tadeusza Rydzyka. Nie jest też niczym pożytecznym dla Kościoła przypominanie, że napięcie między interesami zgromadzenia, dla którego imperium medialne jest największą i najważniejszą instytucją na świecie a interesem Episkopatu Polski, który chce, by media katolickie, rzeczywiście służyły ewangelizacji, a nie uprawianiu polityki – jest elementem utrudniającym szybkie załatwienie sprawy. A do tego są jeszcze słuchacze Radia Maryja, o których biskupi także muszą się troszczyć, tak by załatwienie sprawy o. Rydzyka nie stało się dla nich zgorszeniem.
Ale w tle tej cichej (może niekiedy przerywanej kontrolowanym przeciekiem, jak ten z listem skierowanym przez Sekretariat Konferencji Episkopatu do prowincjała redemptorystów) wymiany ciosów, listów i argumentów – trwać będzie powolna zmiana oblicza Radia Maryja. Zapewne nieco szybsza niż do tej pory, ale ewolucyjna. Już teraz po kilku latach działalności zespołu duszpasterskiej troski widać gołym okiem zmiany w profilu tego radia.
Ojciec Tadeusz Rydzyk nie tworzy już własnych partii politycznych, ale przyłącza się do już istniejącej. I to do tego takiej, w której istotną rolę odgrywają politycy, których jeszcze kilka lat temu nie tylko nie zaprosiłby do toruńskiej rozgłośni, ale wręcz potępiał ich jako „Żydów i masonów”. Wpadki (obrzydliwe i niefortunne) w rodzaju antysemickich felietonów Stanisława Michalkiewicza, także zdarzają się na falach toruńskiej rozgłośni, o wiele rzadziej niż kilka lat temu. I wszystko wskazuje, że ten proces obecnie nabierze przyspieszenia. I za dwa trzy lata radio Maryja – stanie się nieco inne. Nadal oczywiście będzie prezentowało fobie, strachy i obawy Polaków, ale już w o niebo spokojniejszym tonie.
A jeśli nie, jeśli ojciec Tadeusz Rydzyk nie podporządkuje się biskupom, albo jego własne zgromadzenie zdecyduje się go bronić jak niepodległości? I wtedy Watykan ma stosowne narzędzia nacisku. Sekretariat Stanu może nakazać kongregacji zajmującej się zakonami – wezwanie generała redemptorystów i nakazanie mu rozwiązania sprawy, a odpowiednie władze mogą (choć jak na razie to dość trudne z przyczyn formalnych) nawet zawiesić ojca Rydzyka w sprawowaniu funkcji kapłańskich. Nic jednak nie wskazuje na to, by takie kroki były potrzebne. Ojciec Rydzyk może bowiem budować swoje imperium tylko jako lojalny, choć czasem nieposłuszny, syn Kościoła. Poza nim – stanie się tylko Obirkiem polskiej kościelnej prawicy. A na tym ani jemu, ani redemptorystom, ani tym bardziej Episkopatowi, nie zależy.