RPO przestrzega przed łamaniem zasady równości wobec prawa
- 26 września, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Według Rzecznika Praw Obywatelskich, dr. Janusza Kochanowskiego, nałożony na szkoły publiczne obowiązek organizowania lekcji religii dla uczniów nie należących do Kościoła rzymskokatolickiego nie zawsze jest realizowany. Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, Kochanowski napisał list do Ryszarda Legutki, ministra edukacji narodowej, w którym przekonuje, że brak zajęć zastępczych dla dzieci nierzymskokatolickich, naruszać może zasady równości wobec prawa. Problem dotyczy sytuacji, w której inne Kościoły […]
Według Rzecznika Praw Obywatelskich, dr. Janusza Kochanowskiego, nałożony na szkoły publiczne obowiązek organizowania lekcji religii dla uczniów nie należących do Kościoła rzymskokatolickiego nie zawsze jest realizowany.
Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, Kochanowski napisał list do Ryszarda Legutki, ministra edukacji narodowej, w którym przekonuje, że brak zajęć zastępczych dla dzieci nierzymskokatolickich, naruszać może zasady równości wobec prawa.
Problem dotyczy sytuacji, w której inne Kościoły i związki wyznaniowe nie są w stanie ze względu na małą liczbę dzieci stworzyć szkolnych lub międzyszkolnych punktów katechetycznych i dzieci. RPO zauważył, że uczniowie nie mogący chodzić na katechezę swojego wyznania będą mieli obliczaną średnią ocen z mniejszej liczby przedmiotów niż pozostali uczniowie.
Komentarz
Ktoś mógłby powiedzieć, że mała liczba dzieci z Kościołów mniejszościowych nie jest problemem Kościoła rzymskokatolickiego. Racja, nie jest. Jednak kwestia równych praw uczniów wyznania rzymskokatolickiego czy jakiegokolwiek innego jest problemem państwa, które, zgodnie z obowiązującą jeszcze konstytucją zobowiązane jest do identycznego traktowania wszystkich obywateli – bez względu na wyznawany światopogląd.
Kwestia wliczania ocen z religii do średniej jest kolejną odsłoną problemu, któremu na imię religia w szkołach publicznych (nie mylić z brakiem współodpowiedzialności państwa za edukację religijną dzieci). A jest to problem poważny, który polaryzuje, przynosi więcej szkód niż pożytku i w dodatku stawia pod znakiem zapytania prawa tych dzieci, które z różnych względów nie uczestniczą w katechezie rzymskokatolickiej i również z różnych powodów nie mają możliwości udziału w lekcjach religii w punktach katechetycznych swoich Kościołów. Co przyniesie list RPO? Z pewnością nic. Nie tylko dlatego, że trwa kampania wyborcza, a minister Legutko, jak wiemy, biskupów boi się panicznie, choć na pewno mniej niż Jarosław Kaczyński, ale również dlatego, że biskupi rzymskokatoliccy nadal postrzegają religię w szkołach jako wielkie dobrodziejstwo.
Cieszy jednak symboliczny fakt, że RPO dostrzega problem dzieci i ich rodziców, nienależących do Kościoła rzymskokatolickiego. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że niebawem dostrzeże to również Trybunał Konstytucyjny.
Dariusz Bruncz