“Rzeczpospolita” dezinformuje czytelników
- 23 listopada, 2006
- przeczytasz w 4 minuty
Dzisiejsze wydanie “Rzeczpospolitej” publikuje tekst Rafała Kostrzyńskiego z retorycznym, jak mniemam, tytułem: “Jak zakończyć anglikańską schizmę”. Zainteresowanie „Rz” Kościołem anglikańskim jest godne pochwały, szczególnie w świetle historycznego spotkania abp. Canterburyz Benedyktem XVI w Rzymie. Gorzej natomiast z rzetelną informacją nt. anglikanizmu i tego, co dzieje się we Wspólnocie Anglikańskiej. Dziwi rażąca nieznajomość anglikanizmu, który w tekście Kostrzyńskiego recenzowany jest przez pryzmat ustroju i doświadczeń Kościoła rzymskokatolickiego.Papież […]
Dzisiejsze wydanie “Rzeczpospolitej” publikuje tekst Rafała Kostrzyńskiego z retorycznym, jak mniemam, tytułem: “Jak zakończyć anglikańską schizmę”. Zainteresowanie „Rz” Kościołem anglikańskim jest godne pochwały, szczególnie w świetle historycznego spotkania abp. Canterburyz Benedyktem XVI w Rzymie. Gorzej natomiast z rzetelną informacją nt. anglikanizmu i tego, co dzieje się we Wspólnocie Anglikańskiej. Dziwi rażąca nieznajomość anglikanizmu, który w tekście Kostrzyńskiego recenzowany jest przez pryzmat ustroju i doświadczeń Kościoła rzymskokatolickiego.
Papież może mówić w imieniu swojego Kościoła. Dla arcybiskupa to nieosiągalny komfort – pisze Kostrzyńskim, twierdząc, że arcybiskup Canterbury ma poważny problem, ponieważ nie może dysponowac biskupami w taki sam sposób jak jego kolega w Rzymie. Otóż wygląda to zupełnie inaczej, choćby dlatego, że autorytet arcybiskupa Canterbury, podobnie jak ten ekumenicznego patriarchy Konstantynopola, ma wymiar symboliczny. Prymat honorowy ma zupełnie inne zadania niż prymat jurysdykcyjny, wyposażony dodatkowo w przywilej nieomylności w sprawach wiary i moralności. Kostrzyński przedstawia brak jednomyślności (może chodzi o uniformizm) jako wadę.
Wrażenie to potęguje tendencyjna wypowiedź o. Dariusza Kowalczyka SJ, który mówi o mocno zdecentralizowanym i podzielonym Kościele. Obawiam się, że o. Kowalczyk pomylił ustrój Kościoła anglikańskiego z kongrecjonalizmem. Anglikanie na całym świecie posiadają prawo kanoniczne, które w najdrobniejszych szczegółach określa zasięg biskupiej jurysdykcji, kary kanoniczne oraz defininuje to, co potocznie określamy mianem konsensusu Kościoła.
Czy rzeczywiście Wspólnota Anglikańska w przeciwieństwie do Kościoła rzymskokatolickiego mówi wieloma głosami? Oczywiście, że mówi, ale nie w przeciwieństwie, ale podobnie jak Kościół rzymskokatolicki, w którym, dzięki Bogu, żywa jest symfonia różnorodnej duchowości i teologicznej refleksji. Choćby pobieżna analiza periodyków teologicznych w Polsce pokazuje, jak różny potrafi być katolicyzm. Dla anglikanizmu z kolei, różnorodność nie jest manifestem narzuconym przez poprawność polityczną lub brak wszechwładnego i scentralizowanego ośrodka władzy. Różnorodność jest żywiołem anglikanizmu, esencją katolickości pojmowanej jako nieustanne trwanie w Tradycji Ojców Kościoła i otwieranie się na działanie Ducha Świętego tu i teraz.
Autor tekstu w „Rz” pisze o tym, że Kościół Nigerii zerwał relacje z Canterbury. Kiedy? Jak? Kościół Nigerii pozostaje członkiem Wspólnoty Anglikańskiej (wystarczyło spojrzeć na stronę Wspólnoty lub nigeryjskich anglikanów), wciąż uznaje arcybiskupa Canterbury za honorowego zwierzchnika Wspólnoty. Być może Kostrzewski pomylił Kościół Nigerii z Kościołem Episkopalnym USA (ECUSA)? Różnica – przyznają Państwo – jest dość znaczna. To właśnie w USA Kościół Nigerii buduje alternatywne wobec ECUSA struktury kościelne z osobną hierarchią i nie utrzymuje kontaktów z obecnymi władzami ECUSA z wyjątkiem grupki konserwatywnych biskupów.
Ad. ordynacji kobiet Kostrzyński sugeruje, że arcybiskup Canterbury przestraszył się liberałów i miał przez swoich przedstawicieli odwołać to, co rzekomo powiedział wcześniej, że wyświęcanie kobiet na duchowne, także do episkopatu, było błędem. Otóż znów nic bardziej mylnego: twórczość abp. Rowana Williamsa oraz oficjalny komunikat Pałacu Lambeth opatrzony wypowiedziami prymasa Williamsa pokazują coś zupełnie innego. Pomijam już fakt, że powstanie anglikanizmu autor ogranicza do afery rozporkowej Henryka VIII (za czasów Henryka VIII angielski Kościół nie był anglikański!) i problemów z sukcesją. Historia ma głębsze dno związane z niezwykle bogatą historią brytyjskiego chrześcijaństwa. Jednak nie to najbardziej razi w tekście Rafała Kostrzyńskiego.
Porażająca jest niewiedza, dotycząca wiary anglikanów. U anglikanów istnieje rzekomo symboliczne rozumienie Eucharystii. Abstrahując od tego, jak rozumiemy symbol warto przypomnieć, że 39 Artykułów Wiary, pełniących funkcję księgi wyznaniowej anglikanizmu, nie pozostawiają wątpliwości, że anglikanie wierzą w realną, duchową obecność Chrystusa w elementach Wieczerzy Świętej, zresztą identycznie jak ewangelicy reformowani związani bardziej z nurtem kalwińskim niż zwingliańskim. Na dodatek warto wspomnieć o wysokokościelnej frakcji w Kościele anglikańskim, która bez konieczności zasięgania indultu odprawia nabożeństwo według starego porządku „trydenckiego” i pielęgnuje adorację Najświętszego Sakramentu oraz wiarę eucharystyczną, która do złudzenia przypomina luterańską naukę o konsubstancjacji, a nawet rzymskokatolicką o transsubstancjacji.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w przyszłości „Rz” nie będzie wprowadzać rzymskokatolickich, i nie tylko, Czytelników w błąd.