Środa atakuje Kościół katolicki
- 9 grudnia, 2004
- przeczytasz w 3 minuty
W Polsce, w przeważającej mierze katolickiej, nie stosuje się wprawdzie tzw. śmierci honorowej, ale jest problem z przemocą wobec kobiet. Korzenie tej przemocy tkwią w silnym wpływie Kościoła katolickiego na życie publiczne. Taka skandaliczna wypowiedź miała paść z ust minister Magdaleny Środy, pełnomocnik rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn, podczas konferencji w Sztokholmie. Informuje o tym dziennik “Rzeczpospolita”. Na zakończonej w Szwecji międzynarodowej konferencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, […]
W Polsce, w przeważającej mierze katolickiej, nie stosuje się wprawdzie tzw. śmierci honorowej, ale jest problem z przemocą wobec kobiet. Korzenie tej przemocy tkwią w silnym wpływie Kościoła katolickiego na życie publiczne. Taka skandaliczna wypowiedź miała paść z ust minister Magdaleny Środy, pełnomocnik rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn, podczas konferencji w Sztokholmie. Informuje o tym dziennik “Rzeczpospolita”.
Na zakończonej w Szwecji międzynarodowej konferencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, minister Środa oznajmiła, że choć katolicyzm bezpośrednio nie popiera, ani nie sprzeciwia się przemocy wobec kobiet, jednak pośrednio ma na nią wpływ — ze względu na patriarchalną dominację Boga Ojca w tej religii.
Sama minister zaprzecza, by w publicznym wystąpieniu padły takie słowa. Nie zaprzecza natomiast, że przynajmniej z częścią tej wypowiedzi się zgadza, i że słowa takie mogły paść podczas rozmów w kuluarach. Jej zdaniem Kościół robi zbyt mało, by chronić kobietę, a zbyt dużo, by bronić rodziny — również dysfunkcyjne. — Nie znam organizacji katolickich, które pomagają kobietom ofiarom przemocy — powiedziała w Radiu Tok FM.
Komentarz
Gdy z ust Rocco Buttiglionego padły słowa (jak się później okazało wcale nie padły), które lewica odczytała jako dyskryminujące doprowadzono do jego odwołania. Gdy podobne słowa padają z ust innego filozofa, prof. Magdaleny Środy — wypadałoby oczekiwać, że polski rząd zachowa się podobnie i zdymisjonuje minister, która ma wątpliwe kwalifikacje do sprawowania swojej funkcji. Obrażanie sporej części społeczeństwa i wykazywanie się skandaliczną niewiedzą na tematy, o których się wypowiada (pomysł, że katolicyzm głosi, że Bóg Ojciec jest mężczyzną dowodzi głównie, że pani minister zatrzymała się w wychowaniu religijnym na poziomie przedszkola) nie stanowi chyba wystarczającej kwalifikacji do bycia odpowiedzialną za równouprawnienie kobiet i mężczyzn, chyba że funkcję tę potraktować jako ministerstwo ds. walki z katolicyzmem. Nieznajomości polskiej religijności dowodzi także wypowiedź poświęcona wyłącznie męskiej jej interpretacji w Polsce. Gdzie jak gdzie, ale akurat w maryjnej Polsce — pierwiastek kobiecy jest w religijności obecny. Nie na darmo o naszym kościele mówi się “żeńsko-katolicki”.
Podobnie sugestia, że nie ma w Polsce organizacji katolickich pomagających kobietom dowodzi, że zamknięta w liberalno-feministycznym getcie minister nie jest w stanie dostrzec bogactwa rzeczywistości jaka ją otacza. Ślepotę na działalność setek, jeśli nie tysięcy domów sammotnych matek — ośrodków Caritas itd. — to dowód na niezdolność do sprawowania funkcji ministerialnej.
Nie odbieram przy tym pani profesor jej praw do poglądów. Niech je ma, ale jako osoba prywatna. Jako minister rządu RP — nie powinna ich wygłaszać. Czekam więc na decyzję premiera Belki. Choć pewnie się nie doczekam. Idą wybory — trzeba dopieścić antyklerykałów.