Sytuacja w Iraku oczami chrześcijan
- 10 sierpnia, 2004
- przeczytasz w 2 minuty
Ostatnia fala zamachów na chrześcijańskie świątynie w Iraku jest elementem islamizacji tego kraju — uważa ks. Bachar Warda, chaldejski duchowny pracujący w bagdadzkim kościele Mar Eliya. Islamiści (wahabici, sadryści) godzą nie tylko w chrześcijan, ale i w muzułmanów, którzy ich zdaniem nie są dostatecznie radykalni w swojej wierze. Umiarkowani muzułmanie (wśród nich i przywódcy religijni), poczuwając się do solidarności z chrześcijanami, okazali ks. Bacharowi wyrazy sympatii, które go wzruszyły. Zdaniem Wardy ataki na chrześcijan […]
Ostatnia fala zamachów na chrześcijańskie świątynie w Iraku jest elementem islamizacji tego kraju — uważa ks. Bachar Warda, chaldejski duchowny pracujący w bagdadzkim kościele Mar Eliya. Islamiści (wahabici, sadryści) godzą nie tylko w chrześcijan, ale i w muzułmanów, którzy ich zdaniem nie są dostatecznie radykalni w swojej wierze. Umiarkowani muzułmanie (wśród nich i przywódcy religijni), poczuwając się do solidarności z chrześcijanami, okazali ks. Bacharowi wyrazy sympatii, które go wzruszyły.
Zdaniem Wardy ataki na chrześcijan spowodują, że większa liczba chrześcijan będzie chciała wyjechać z Iraku. Ks. Warda w ciągu czterech miesięcy utracił w swej parafii 57 rodzin, które mówiły, że mogą żyć wszędzie, tylko nie w Iraku. Jak się ocenia, już dwa tysiące rodzin chrześcijańskich wybrały wygnanie w ciągu dwóch ostatnich miesięcy.
Panującą od kilku miesięcy sytuację ks. Warda określa mianem prześladowania. Chrześcijanom zabrania się pracować, by mogli utrzymać swoje rodziny. Dla Linarda Nouiyi, handlarza z Bagdadu, problemy zaczęły się w kwietniu, po zajęciu Faludży i powstaniu Moktady Al Sadra. — Dziś praktycznie wszystkie sklepiki chrześcijan w dzielnicy są zamknięte — mówi — z powodu zagrożenia atakami bombowymi. Najpierw zamknięto sklepiki z alkoholem, potem salony fryzjerskie, sklepiki z kasetami audio i wideo oraz z damską bielizną. To dziedziny, którymi głównie zajmowali się chrześcijanie. Teraz zaś zagrożeni są fryzjerzy, ponieważ nie przycinają bród zgodnie z normami islamskimi…
W związku z zaistniałą sytuacją wuj Linarda postanowił opuścić Irak “możliwie jak najszybciej”. Mówi, że w Iraku żyje jak w więzieniu. Do obrony domu kupił psa, okratował dom i sprawił sobie broń, którą ledwo umie się posługiwać. — Nie chcę, aby moje dzieci dorastały w tym klimacie. Wyjeżdżam do Syrii, w nadziei udania się później do Australii — podsumowuje.