Społeczeństwo

Test wierności Ewangelii


To będzie trud­na koń­ców­ka Wiel­kie­go Postu. Spra­wy, któ­rą ujaw­nia “Gaze­ta Wybor­cza” nie da się zamieść pod dywan czy zlek­ce­wa­żyć. Tym bar­dziej, że nie jest ona nowa. Infor­ma­cje o niej cho­dzi­ły po Pol­sce od kil­ku mie­się­cy. Pró­bo­wa­li wymu­sić jej zała­twie­nie — bez udzia­łu mediów — poli­ty­cy, dzien­ni­ka­rze, duchow­ni. I nic się nie wyda­rzy­ło. Ksiądz przez wie­le lat wyko­rzy­sty­wał sek­su­al­nie chłop­ców, a infor­mo­wa­ni o tym, od same­go począt­ku hie­rar­cho­wie nie zro­bi­li nic, by zgod­nie z pra­wem kano­nicz­nym i kar­nym […]


To będzie trud­na koń­ców­ka Wiel­kie­go Postu. Spra­wy, któ­rą ujaw­nia “Gaze­ta Wybor­cza” nie da się zamieść pod dywan czy zlek­ce­wa­żyć. Tym bar­dziej, że nie jest ona nowa. Infor­ma­cje o niej cho­dzi­ły po Pol­sce od kil­ku mie­się­cy. Pró­bo­wa­li wymu­sić jej zała­twie­nie — bez udzia­łu mediów — poli­ty­cy, dzien­ni­ka­rze, duchow­ni. I nic się nie wyda­rzy­ło.

Ksiądz przez wie­le lat wyko­rzy­sty­wał sek­su­al­nie chłop­ców, a infor­mo­wa­ni o tym, od same­go począt­ku hie­rar­cho­wie nie zro­bi­li nic, by zgod­nie z pra­wem kano­nicz­nym i kar­nym dopro­wa­dzić do tego, by czło­wiek ten nie tyl­ko prze­stał nosić sutan­nę, ale i naj­bliż­sze lata spę­dził w wię­zie­niu. Wię­cej nie zro­bi­li nawet nic, żeby prze­stał on krzyw­dzić dzie­ci, któ­re i tak były już wystar­cza­ją­co skrzyw­dzo­ne. A wszyst­kich, któ­rzy chcie­li tę spra­wę zała­twić uci­sza­no. Ksiądz-pedo­fil (a w zasa­dzie efe­bo­fil czy homo­sek­su­ali­sta) nadal peł­nił waż­ne funk­cje, zaj­mo­wał się mło­dzie­żą, zbie­rał nagro­dy i pochwa­ły.


Spra­wę opi­sa­ła po wie­lu latach “Gaze­ta Wybor­cza”. I chwa­ła jej za to. Nie ma co wycią­gać ter­mi­nów, dat, odle­gło­ści od świąt, by jej przy­ła­do­wać. Na takie infor­ma­cje nie ma dobre­go momen­tu, a gdy­by spra­wa zosta­ła zała­twio­na w odpo­wied­nim momen­cie, czy­li wte­dy, gdy do kurii dotar­ły pierw­sze infor­ma­cje — to w ogó­le nie było­by spra­wy. Tak się jed­nak nie sta­ło. I dla­te­go, a nie z woli nie­do­brych, bo lewi­co­wych czy libe­ral­nych mediów doszło do skan­da­lu. Nie do nich trze­ba mieć pre­ten­sje o to, że Wiel­ki Post 2008 roku zosta­nie zakłó­co­ny. Odpo­wie­dzial­ność za to pono­szą ci, któ­rzy nie zała­twi­li spra­wy, gdy moż­na to było zro­bić, któ­rzy dopro­wa­dzi­li do skan­da­lu. Skan­da­lu, któ­re­go isto­tą jest fakt, że po raz kolej­ny oka­za­ło się, że dla chro­nie­nia inte­re­sów jed­ne­go księ­dza moż­na poświę­cić i poświę­ca się inte­re­sy dzie­ci i mło­dzie­ży. A robią to bisku­pi, któ­rzy powin­ni chro­nić swo­je owiecz­ki, szcze­gól­nie te naj­młod­sze przed wil­ka­mi, któ­re uda­ją paste­rzy. Zamiast tego chro­ni­li wil­ki i pozwa­la­li im przez lata gra­so­wać wśród nie­win­nych.


Na szczę­ście zna­leź­li się i tacy duchow­ni, któ­rzy spra­wy nie odpu­ści­li. Domi­ni­ka­nin o. Mar­cin Mogiel­ski, cho­ciaż nie­wąt­pli­wie ma świa­do­mość, jak bar­dzo zaszko­dzić mu może odwa­ga w tej kwe­stii, przez lata zro­bił wie­le, by spra­wę zakoń­czyć i wyja­śnić. Nie poszedł z nią od razu do mediów, pró­bo­wał zała­twiać ją ina­czej. Ale się zwy­czaj­nie nie dało. Był igno­ro­wa­ny, odsy­ła­ny, ośmie­sza­ny i szka­lo­wa­ny. Ale reali­zo­wał to, co zre­ali­zo­wać powi­nien, czy­li speł­niał to do cze­go został powo­ła­ny. Jego zada­niem, jako kapła­na i zakon­ni­ka, nie jest bowiem wier­ność inte­re­som kor­po­ra­cyj­nym, ale wier­ność Chry­stu­so­wi i Jego Mistycz­ne­mu Cia­łu. A w tej kon­kret­nej sytu­acji ta wier­ność prze­ja­wia się w odwa­dze wystą­pie­nia prze­ciw­ko tym, któ­rzy nie doro­śli do wła­sne­go powo­ła­nia, do wła­snej funk­cji w Koście­le. Odwa­dze obro­ny naj­słab­szych i naj­mniej­szych, za któ­ry­mi inni się nie ujmu­ją.


Co będzie dalej? Praw­do­po­dob­nie nie­wie­le. Ksiądz, o któ­rym mowa prze­nie­sio­ny na eme­ry­tu­rę, a w naj­lep­szym razie wyda­lo­ny ze sta­nu duchow­ne­go (tak jak naka­zu­ją ist­nie­ją­ce kościel­ne nor­my dzia­ła­nia w takich sytu­acjach, gdy podej­rze­nia zosta­ną potwier­dzo­ne). Jed­no­cze­śnie jed­nak sły­chać będzie o ata­kach libe­ral­nych mediów na Kościół, o złym momen­cie, o bra­ku miło­sier­dzia czy też o nie­zro­zu­mie­nie szla­chet­nych inten­cji duchow­ne­go. Z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa moż­na prze­wi­dzieć, że część mediów kato­lic­kich będzie mil­czeć, a inna — weź­mie się za obro­nę kogoś, kto nie jest wart obro­ny, i kto powi­nien prze­by­wać w wię­zie­niu (nawet jeśli tyl­ko część z przy­pi­sy­wa­nych mu czy­nów będzie praw­dzi­wa) od daw­na wyda­lo­ny ze sta­nu kapłań­skie­go.


Jeśli zaś Sto­li­ca Apo­stol­ska zadzia­ła to spra­wa umilk­nie i zosta­nie uzna­na za zała­twio­ną. Tyle tyl­ko, że zała­twio­na wca­le nie będzie. Bo odpo­wie­dzial­ność za to, co dzia­ło się przez lata w archi­die­ce­zji szcze­ciń­sko-kamień­skiej pono­si nie tyl­ko duchow­ny, o któ­rych mowa, ale rów­nież — w nie mniej­szym stop­niu — jego prze­ło­że­ni, tak­że ci, któ­rzy peł­nią już funk­cje bisku­pie w innych miej­scach kra­ju. Oni tak­że powin­ni, by spra­wa zosta­ła zała­twio­na, ponieść kon­se­kwen­cje swo­ich zanie­dbań, któ­re są grze­chem (w naj­lep­szym razie i przy naj­ła­god­niej­szej inter­pre­ta­cji) zanie­dba­nia. Tak się jed­nak zapew­ne (obym się mylił) nie sta­nie. Już sama suge­stia tego, że ktoś powi­nien odpo­wia­dać za swo­je decy­zje zosta­nie uzna­na za atak na Kościół i odrzu­co­na. Ci zaś, któ­rzy je zgło­szą ogło­sze­ni zosta­ną zdraj­ca­mi Kościo­ła, rene­ga­ta­mi i zapew­ne roz­wod­ni­ka­mi i alko­ho­li­ka­mi.


A szko­da, bo tyl­ko peł­ne wyja­śnie­nie tej spra­wy, połą­czo­ne z kon­se­kwen­cja­mi kano­nicz­ny­mi dla tych, któ­rzy nie wypeł­ni­li swo­je­go powo­ła­nia w spo­sób nale­ży­ty, może rze­czy­wi­ście przy­czy­nić do obro­ny Kościo­ła. Tyl­ko odpo­wie­dzial­ne, spra­wie­dli­we i miło­sier­ne wobec ofiar dzia­ła­nia mogą poka­zać, że kor­po­ra­cyj­na soli­dar­ność ustę­pu­je przed chrze­ści­jań­ską, czy zwy­czaj­nie ludz­ką moral­no­ścią. Że dobro ofiar jest istot­niej­sze niż dobro (zresz­tą pozor­ne) insty­tu­cji i jej funk­cjo­na­riu­szy. Chciał­bym wie­rzyć, że jest to moż­li­we, że jutro, poju­trze, za tydzień czy mie­siąc — pad­nie sło­wo “prze­pra­szam” z ust tych, któ­rzy bro­ni­li osób obro­ny nie­god­nych, że hie­rar­cho­wie znaj­dą w sobie dość odwa­gi, poko­ry i hono­ru, by ponieść kon­se­kwen­cje swo­ich dzia­łań. I że świec­cy będą mie­li dość odwa­gi, by ich do tego zdo­pin­go­wać, by to — jeśli trze­ba będzie — wymu­sić.


Chciał­bym uwie­rzyć, że jest to moż­li­we, że Kościół w Pol­sce nauczył się cze­goś na błę­dach Kościo­ła w Irlan­dii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ale jakoś nie potra­fię. Dziś modlę się o to, bym się w tej spra­wie mylił. Gorą­co i szcze­rze. I o taką modlitw pro­szę wszyst­kich wie­rzą­cych. Bo ta spra­wa jest kolej­nym testem praw­dy i wier­no­ści Ewan­ge­lii, któ­re­go pol­ski Kościół może nie zdać.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.