Tusk u kardynała
- 18 października, 2007
- przeczytasz w 3 minuty

Kardynał Stanisław Dziwisz zdecydował się na zaangażowanie partyjne. Wbrew listowi Konferencji Episkopatu Polski, przyjmując na prywatnej audiencji lidera Platformy Obywatelskiej (PO) udzielił czysto partyjnego wsparcia tylko jednej ze stron. Tym samym uczynił niewiarygodną własną krytykę Radia Maryja, któremu zarzucał jednostronne partyjne zaangażowanie.
Kardynał Stanisław Dziwisz zdecydował się na zaangażowanie partyjne. Wbrew listowi Konferencji Episkopatu Polski, przyjmując na prywatnej audiencji lidera Platformy Obywatelskiej (PO) udzielił czysto partyjnego wsparcia tylko jednej ze stron. Tym samym uczynił niewiarygodną własną krytykę Radia Maryja, któremu zarzucał jednostronne partyjne zaangażowanie.
Donald Tusk spotkał się z kardynałem w Krakowie. Tematu rozmów oficjalnie nie podano, jednak według relacji Tuska, rozmawiano m.in. o moralnym wymiarze kampanii wyborczej i wadze nadchodzących wyborów.
- Powiedział, że wita mnie w domu, a ja rzeczywiście czuję się trochę jak w domu u kardynała. Usłyszałem kilka bardzo ważnych słów, ale były skierowane tylko do mnie, więc zachowam dyskrecję — powiedział polityk PO tu po wyjściu z rezydencji biskupów krakowskich. Dodał, że otrzymał od krakowskiego metropolity “bardzo ważną rzecz”, która dla niego “jest świętą”. — Do kardynała powiedziałem dwa słowa: “przepraszam” i “dziękuję”. Przeprosiłem za to, że ta kampania jest tak brutalna, i że nie potrafiłem skutecznie zapobiec temu, iż szczególnie w finale ona tak brzydko wygląda — podkreślił.
Komentarz
Spotkanie Donalda Tuska z kard. Stanisławem Dziwiszem w przeddzień wyborów oznacza, że metropolita krakowski nie traktuje poważnie zasady nie zaangażowania politycznego Kościoła katolickiego w kampanie wyborczą. Z tego zaś wynika, że od teraz wszelkie zarzuty kierowane w tej sprawie do Radia Maryja można będzie traktować nie jako wyraz duszpasterskiej troski o jedność Kościoła, a jako atak na środowisko, które wspiera polityków, którzy nie są mili kardynałowi. Jeśli bowiem metropolita może w przeddzień wyborów spotkać się z politykiem, wiedząc (bo wie to każde dziecko), że zostanie to wykorzystane w rozgrywkach wyborczych rozmaitych partii — to do wspierania swoich kandydatów i partii mają pełne prawo także ojcowie redemptoryści.
I na nic zdadzą się sugestie, że kardynał wybrał lepiej niż ojcowie redemptoryści. Od ocen politycznych nie są bowiem hierarchowie, a ich zaangażowanie w te kwestie dzieli wiernych, według kategorii z religią nie mających nic wspólnego. Co więcej — nie wikłając się w oceny, kto ma w sporze PO-PiS rację trudno nie dostrzec, że dla istoty sprawy ma to trzeciorzędne znaczenie. Spór nie toczy się bowiem między totalitarną władzą a podziemną opozycją (wówczas takie wsparcie byłoby zrozumiałe), ale między dwoma demokratycznymi partiami w przeddzień wyborów. I spotkania kardynała z liderem jednej z partii trudno nie potraktować jako poparcia dla tej partii.
Spotkaniem tym zatem zakończył kardynał Dziwisz sprawę politycznego zaangażowania Radia Maryja. Jego listu nie sposób już traktować całkowicie poważnie. Pozostaje czekać na podobne decyzje innych biskupów. Niech też się spotykają z liderami rozmaitych partii. Czemu nie, jeśli przykład dał metropolita krakowski? Jeśli jemu wolno, to innym też.
Tyle, że to już było. Kardynał Dziwisz może tego nie pamiętać, bo przebywał wówczas w Rzymie, ale — dla przypomnienia — nie skończyło się to dobrze dla Kościoła. I teraz też się dobrze nie skończy. Bo każde zaangażowanie partyjne hierarchów jest zwyczajnie niezgodne z ich powołaniem. I szkodzi autorytetowi Kościoła.
foto: wadowita.pl