Społeczeństwo

Węcławski ma prawo do sumienia


Ks. prof. Tomasz Węcław­ski pod­jął dra­ma­tycz­ną decy­zję, któ­ra ucie­szyć może jedy­nie wro­gów nie tyl­ko Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go, ale chrze­ści­jań­stwa w ogó­le. Nie ma tu miej­sca na radość, ale na modli­twę, pró­bę zro­zu­mie­nia i wręcz hero­izm powstrzy­ma­nia się od pochop­nych ocen, któ­re doty­czą naj­bar­dziej intym­nej sfe­ry czło­wie­ka — rela­cji z Panem Bogiem. Dekla­ra­cja prof. Węcław­skie­go jest poru­sza­ją­ca i uwzględ­nia­jąc atmos­fe­rę, jaka panu­je w pol­skim życiu reli­gij­nym, nad­wy­raz wywa­żo­na i odpo­wie­dzial­na.


Ks. prof. Tomasz Węcław­ski pod­jął dra­ma­tycz­ną decy­zję, któ­ra ucie­szyć może jedy­nie wro­gów nie tyl­ko Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go, ale chrze­ści­jań­stwa w ogó­le. Nie ma tu miej­sca na radość, ale na modli­twę, pró­bę zro­zu­mie­nia i wręcz hero­izm powstrzy­ma­nia się od pochop­nych ocen, któ­re doty­czą naj­bar­dziej intym­nej sfe­ry czło­wie­ka — rela­cji z Panem Bogiem. Dekla­ra­cja prof. Węcław­skie­go jest poru­sza­ją­ca i uwzględ­nia­jąc atmos­fe­rę, jaka panu­je w pol­skim życiu reli­gij­nym, nad­wy­raz wywa­żo­na i odpo­wie­dzial­na.

Mówie­nie o zdra­dzie, sprze­nie­wie­rze­niu się war­to­ściom wzbu­dza nie­po­ko­ją­ce przy­pusz­cze­nie, że w fer­wo­rze dys­ku­sji domi­nu­ją emo­cję, a nie pró­ba zro­zu­mie­nia, tym bar­dziej, że Węcław­ski nie odcho­dzi w świe­tle reflek­to­rów, nie był medial­nym ulu­bień­cem, otwar­cie kon­te­stu­ją­cym fun­da­men­tal­ne praw­dy wia­ry chrze­ści­jań­skiej.

List Węcław­skie­go zwra­ca uwa­gę na dwie kwe­stie: decy­zję sumie­nia, któ­rej nikt z nas — żaden publi­cy­sta, czy­tel­nik, ani biskup — nie jest w sta­nie zwe­ry­fi­ko­wać, spraw­dzić jej orto­dok­sję, orzec, czy jej prze­słan­ki wyni­ka­ją z mało­dusz­no­ści, nik­czem­no­ści, tudzież przy­czyn wyż­szych, a tak­że na odpo­wie­dzial­ność za tych, któ­rzy mogli­by się poczuć zain­spi­ro­wa­ni czy­nem Węcław­skie­go do pój­ścia w jego śla­dy. Na dobrą spra­wę Węcław­ski nie musi się z nicze­go tłu­ma­czyć, jed­nak wła­śnie poczu­cie odpo­wie­dzial­no­ści i chy­ba wdzięcz­no­ści za to, co dzia­ło się aż do tego momen­tu, spo­wo­do­wa­ło, że nie tyl­ko zrzu­cił sutan­nę, ale i napi­sał ten list.

Tomasz Ter­li­kow­ski pisze, że jako kapłan Węcław­ski jest paste­rzem i jako taki jest odpo­wie­dzial­ny za powie­rzo­ną mu wspól­no­tę. Oczy­wi­ście. Ale czy owo paste­rzo­wa­nie ozna­czać ma rów­nież dzia­ła­nie wbrew sumie­niu, któ­re naka­zu­je mu pod­ję­cie takiej, a nie innej decy­zji? Być może Węcław­ski ska­pi­tu­lo­wał, prze­grał z samym sobą, być może po 28 latach kapłań­stwa oka­za­ło się, że był złym kapła­nem, albo że z przy­czyn, któ­rych tak napraw­dę nie zna­my, bo i znać nie musi­my, nie może, czy nawet nie powi­nien nim dalej być. Jest wie­le zna­ków zapy­ta­nia, ale to jest jego decy­zja, któ­ra ze zdra­dą nie ma nic wspól­ne­go, wyni­ka — mam nadzie­ję — wła­śnie z poczu­cia i rozu­mie­nia odpo­wie­dzial­no­ści za wspól­no­tę.

Zawsze moż­na być kon­for­mi­stą i pozo­stać we wspól­no­cie (dla zna­ne­go i nie­mło­de­go już kapła­na szcze­gól­nie kuszą­ca per­spek­ty­wa), nawet jeśli rozum i sumie­nie pod­po­wia­da­ją ina­czej. Mam nadzie­ję, że nikt nie wpad­nie na sza­leń­czy pomysł, aby Węcław­skie­mu odmó­wić i rozu­mu, i sumie­nia. Mie­sza­nie do całej spra­wy kwe­stii zba­wie­nia, przy­po­mi­na­nie, skąd­inąd chwy­tli­we­go, ale zupeł­nie chy­bio­ne­go w tym kon­tek­ście stwier­dze­nia, że jeste­śmy zba­wia­ni jako wspól­no­ta, jest głę­bo­kim nad­uży­ciem, któ­re zabie­ra Węcław­skie­mu, jako czło­wie­ko­wi wia­ry, część god­no­ści topiąc ją w bajor­ku nie do koń­ca okre­ślo­ne­go poję­cia wspól­no­ty. Nawet jeśli sumie­nie Węcław­skie­go zbłą­dzi­ło, to i tak sąd nad sumie­niem nie nale­ży do czło­wie­ka. Tak­że mylą­ce się sumie­nie zobo­wią­zu­je i ma swo­ją praw­dę (choć nie abso­lut­ną), a przede wszyst­kim pra­wo do ist­nie­nia. Pozba­wia­nie czło­wie­ka nawet tego mylą­ce­go sumie­nia jest nie­go­dzi­we, ponie­waż odbie­ra szan­sę na nawró­ce­nie, któ­re jest pro­ce­sem wła­ści­wym dla każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na.

O wie­le istot­niej­szą kwe­stią niż decy­zja Węcław­skie­go jest kry­zys, któ­ry poka­zu­je, że dzie­je się coś nie tyle nie­po­ko­ją­ce­go, co nie­zna­ne­go. Decy­zje powią­za­ne z wia­rą — tak­że w aspek­cie ducho­wo-insty­tu­cjo­nal­nym — podej­mo­wa­ne są codzien­nie. Nie­któ­re z nich tłu­mio­ne są prag­ma­ty­zmem, nie­któ­re są efek­tem przy­ga­sze­nia sumie­nia, nie­któ­re wyni­ka­ją z posłu­szeń­stwa (oświe­co­ne­go bądź śle­pe­go), a jesz­cze inne nie mają racjo­nal­nych pod­staw. Każ­da decy­zja wią­że się jed­nak z wol­no­ścią do jej pod­ję­cia — nawet jeśli w opi­nii wie­lu jest krzyw­dzą­ca, dzie­cin­na, czy spóź­nio­na. Pro­fe­sor Węcław­ski pod­jął decy­zję sumie­nia — czy dobrą dla nie­go i Kościo­ła, któ­re­go wciąż pozo­sta­je czę­ścią, to się oka­że. Nie jest to jed­nak powód do miaż­dzą­cej i nie­spra­wie­dli­wej kry­ty­ki, ale zachę­ta do głęb­sze­go wysił­ku zro­zu­mie­nia — tak­że wol­no­ści chrze­ści­ja­ni­na.

Dariusz Bruncz

:: Ekumenizm.pl: Węcław­ski odszedł z kapłań­stwa

foto: liturgia.wiara.pl

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.