Wyścig bałwanów trwa
- 7 lipca, 2011
- przeczytasz w 2 minuty
Chorwacki Split chce zdeklasować Świebodzin, budując największą statuę Chrystusa na świecie – zapowiedział burmistrz miasta Zeljko Kerum. Chorwacki Chrystus ma mieć 39 metrów wysokości i zostanie zbudowany na górze Marjan. Pomysł sfinansuje sam burmistrz, który należy do najbogatszych ludzi w Chorwacji. Lubuski Chrystus ma 36 metrów, jednak dzięki wzniesieniu czubek statuy znajduje się 52 metry nad ziemią. Chorwaci z łatwością pobiją polski rekord, ponieważ […]
Chorwacki Split chce zdeklasować Świebodzin, budując największą statuę Chrystusa na świecie – zapowiedział burmistrz miasta Zeljko Kerum. Chorwacki Chrystus ma mieć 39 metrów wysokości i zostanie zbudowany na górze Marjan.
Pomysł sfinansuje sam burmistrz, który należy do najbogatszych ludzi w Chorwacji. Lubuski Chrystus ma 36 metrów, jednak dzięki wzniesieniu czubek statuy znajduje się 52 metry nad ziemią. Chorwaci z łatwością pobiją polski rekord, ponieważ szczyt góry znajduje się 180 metrów nad poziomem morza.
Komentarz
Wyścig „Chrystusów” jest nie tylko medialny i banalny, ale dla wielu chrześcijan co najmniej gorszący. Nasuwające się skojarzenia z wieżą Babel to – nomen omen – tylko wierzchołek góry lodowej.
Parareligijna gigantomachia ośmiesza chrześcijaństwo en bloc, a czyni to wobec tych, na którym Kościołowi/Kościołom, a więc przede wszystkim wierzącym powinno najbardziej zależeć – przybliżyć Chrystusa tym, którzy w niego nie wierzą, odrzucają lub są wobec niego sceptyczni. To co prywatni biznesmeni – w krawatach czy sutannach – robią ze swoimi pieniędzmi jest ich prywatną sprawą. To co robią gminy dla podniesienia wartości turystycznej regionu to też ich sprawa, którą mogą rozliczyć co najwyżej wyborcy.
Nie powinno być natomiast obojętne dla chrześcijan czynienie z Chrystusa obiektu prymitywnego widowiska, w którym nie chodzi nawet już o pychę wobec Stwórcy, ale o wyścig pomników. W ten sposób Chrystus staje się rzeczywiście pomnikiem i tylko pomnikiem, gigantyczną, ciężkostrawną i przytłaczającą statuą, martwym dziełem rzeźbiarza i architekta. I nie chodzi tutaj o tępy ikonoklazm, ale o przerost formy nad treścią — zachwyt świdrujący aż do stratosfery.
Oczywiście statuy, przytłaczając robią wrażenie, epatują wielkością, ale nie tą znaną chrześcijanom z Ewangelii Narodzenia Pańskiego, Wielkiego Piątku, czy nawet Wielkanocy. Jest to raczej ekspozycja Chrystusa, któremu bliżej do Zeusa z ateńskiej świątyni (wizualizacja na załączonym obrazku) niż do Dobrego Pasterza.
Myślę, że na Splicie się nie skończy, i zawsze znajdzie się gorliwy kapłan/biznesmen/samorządowiec czy ktokolwiek inny, kto będzie chciał być jeszcze lepszy. Pytanie, czy pośród oklasków, kolejnego wpisu do księgi rekordów i medialnego szumu pozostanie coś innego. Mam nadzieję, że budowanie statuetek nie jest pomysłem na nową ewangelizację. Niemniej jednak wyścig bałwanów trwa – na razie wygrywa go Polska i w czasie prezydencji w UE na pewno to się nie zmieni.