Zakopywania pod dywan ciąg dalszy
- 12 grudnia, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
Wydawnictwo “Znak”, które miało wydać książkę ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego o inwigilacji Kościoła przez SB postawiło duchownemu nowe warunki. Część z nich, jak doskonale wiedzą wydawcy, jest nie do spełnienia przez autora. Wiele wskazuje więc na to, że “Znak” zdecydował się na odrzucenie książki ks. Zaleskiego. Według informacji poniedziałkowej telewizyjnej “Panoramy”, prezes zarządu wydawnictwa Znak Henryk Woźniakowski napisał w specjalnym oświadczeniu, “w poczuciu odpowiedzialności za Kościół, za autora książki oraz za wydawnictwo stwierdzamy, że książka […]
Wydawnictwo “Znak”, które miało wydać książkę ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego o inwigilacji Kościoła przez SB postawiło duchownemu nowe warunki. Część z nich, jak doskonale wiedzą wydawcy, jest nie do spełnienia przez autora. Wiele wskazuje więc na to, że “Znak” zdecydował się na odrzucenie książki ks. Zaleskiego.
Według informacji poniedziałkowej telewizyjnej “Panoramy”, prezes zarządu wydawnictwa Znak Henryk Woźniakowski napisał w specjalnym oświadczeniu, “w poczuciu odpowiedzialności za Kościół, za autora książki oraz za wydawnictwo stwierdzamy, że książka ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego ukaże się w »Znaku« wtedy, gdy kompetentni i miarodajni recenzenci uznają jej treści za w pełni odpowiadające historycznej prawdzie; gdy na autorze nie będzie ciążyć nakaz dyscyplinarny zawarty w komunikacie kurii krakowskiej z dnia 17 października b.r. oraz, gdy zgodnie z treścią tego komunikatu, kardynał metropolita krakowski wyda oceną moralną dotyczącą przygotowywanej publikacji”.
Komentarz
Oświadczenie prezesa zarządu wydawnictwa Znak w zasadzie zamyka sprawę publikacji książki ks. Zaleskiego w tym szacownym wydawnictwie. Kard. Stanisław Dziwisz, ustami swoich kurialistów już zapowiedział, że nie wyda moralnej oceny książki i nie będzie się z nią zapoznawał. Nic nie wskazuje też na to, by biskupi krakowscy zamierzali zdjąć z księdza Zaleskiego niesprawiedliwy i krzywdzący go osobiście nakaz milczenia. To zaś oznacza, że książka nie ukaże się w“Znaku”, bowiem warunki Henryka Woźniakowskiego trudno określić inaczej niż jako “zaporowe”.
Dlaczego tak się stało? Dlaczego krakowskie wydawnicto zdecydowało się odciąć od człowieka, którego przez miesiące zwodziło obietnicami publikacji książki? Niestety wiele wskazuje na to, że wydawcy postanowili nie psuć sobie stosunków z kurią krakowską, a dodatkowo odczytali (zdaje się, że trafnie) intencje Benedykta XVI, który mianując metropolitą warszawskim biskupa Stanisława Wielgusa, na którym także ciążą lustracyjne podejrzenia, wyraźnie pokazał, że nie chce publicznej debaty nad oczyszczeniem Koscioła w Polsce. “Znak” tylko dostosował się do tych postanowień.
Oba te wydarzenia niestety niezwykle wyraźnie pokazują, że proces oficjalnej lustracji w polskim Kościele jest już zakończony, mimo iż w ogóle się on nie zaczął. Ks. Zaleski jest “rycerzem przegranej sprawy”, a inni zwolennicy oczyszczenia, jeśli już nie złożyli broni, to zostaną skutecznie odseparowani od głównego nurtu życia Kościoła. Problem polega tylko na tym, że decyzje te niczego w istocie nie kończą. Bowiem media i tak będą robić swoje, lepiej lub gorzej ujawniając przeszłość ludzi Kościoła.