Zaskakujące zdziwienie ekumenistów
- 12 lipca, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Reakcje ekumenistów i zwierzchników rozmaitych wspólnot protestanckich na najnowszy dokument Kongregacji Nauki Wiary — jest, co najmniej zadziwiający. Niemal jednogłośnie wyrażają oni bowiem żal z powodu głoszenia przez Kościół katolicki nauki, którą od zawsze uznawał on za katolicką. Przekonanie, że w Kościele katolickim w pełni “trwa{ Kościół Chrystusowy nie jest jakąś teologiczną nowinką. Jest to twierdzenie głęboko zakorzenione w teologii katolickiej, która nigdy — przynajmniej w oficjalnym nauczaniu — nie godziła się na przyjęcie protestanckiej […]
Reakcje ekumenistów i zwierzchników rozmaitych wspólnot protestanckich na najnowszy dokument Kongregacji Nauki Wiary — jest, co najmniej zadziwiający. Niemal jednogłośnie wyrażają oni bowiem żal z powodu głoszenia przez Kościół katolicki nauki, którą od zawsze uznawał on za katolicką.
Przekonanie, że w Kościele katolickim w pełni “trwa{ Kościół Chrystusowy nie jest jakąś teologiczną nowinką. Jest to twierdzenie głęboko zakorzenione w teologii katolickiej, która nigdy — przynajmniej w oficjalnym nauczaniu — nie godziła się na przyjęcie protestanckiej tezy o tym, że Kościół Chrystusowy trwa w tym samym stopniu we wszystkich wspólnotach i wyznaniach chrześcijańskich.
Niestety od jakiegoś czasu zbyt wielu teologów katolickich zaczęło odchodzić od jasnego stanowiska Soboru Watykańskiego II, który wcale nie odrzucił nauczania poprzednich Soborów i papieży, i zaczęło popadać w rozmaite formy eklezjologicznego relatywizmu. Na to Stolica Apostolska zgodzić się nie mogła, stąd przypomnienie stanowiska katolickiego w tej kwestii.
I właśnie to przypomnienie wywołało “żal”, “smutek”. “zaskoczenie”. Z uczuciami oczywiście trudno dyskutować, ale trudno nie dyskutować z leżącym u podstaw tego żalu założeniem, że jedynym prawdziwym ekumenizmem jest “ekumenizm w wersji protestanckiej” polegający na uznaniu “eklezjalnego relatywizmu” lub przynajmniej “anglikańskiej teorii gałęzi”, w której jedność bazować ma na kompromisie, na zapomnieniu o własnej specyfice wyznaniowej (w skład której w Kościele katolickim wchodzi także eklezjologia) i wreszcie na takim ujęciu prawd wiary, które nie byłyby kontrowersyjne dla innych chrześcijan.
Problem polega na tym, że realizacja takich postulatów Kościołowi katolickiemu czyni niemożliwym jego dalsze istnienie. Gdyby Stolica Apostolska uznała, że Kościół Chrystusowy trwa w takim samym stopniu we wszystkich wspólnotach chrześcijańskich, to nie tylko zaprzeczyłaby wielowiekowemu nauczaniu Kościoła, ale też sprawiłaby, że Kościół katolicki stałby się tylko jedną z wielu wspólnot protestanckich. Degradacji teologicznej uległyby wówczas również dogmaty papieskie, które z prawd wiary musiałyby przekształcić się administracyjne zarządzenia…
Jeśli ktoś na to rzeczywiście liczy to zwyczajnie nie rozumie specyfiki Kościoła katolickiego. A do tego prezentuje wizje jedności zaczerpniętą ze świata polityki, a nie teologii. Kompromis nie jest nie tylko imieniem Boga, ale nawet metodą poznawania prawdy w naukach szczegółowych. I nie ma powodów, by był on metodą rozpoznawania prawdy objawionej w teologii.
A do tego dość marnej to próby ekumenizm, który cieszy się tylko z ustępstw drugiej strony, a nie raduje się z tego, że inni mocniej akcentują swoją tożsamość, która jest ich bogactwem.
:: Ekumenizm.pl: Jest alternatywa — w odpowiedzi T. Terlikowskiemu